Beznadzieja
Li Qingzhao
Kiedy patrzę w lustro
moja twarz mnie przeraża.
Zrobiłam się taka okropna!
Kiedy wiosna powraca
Opanowuje mnie słabość
Jak ciężka choroba.
Jestem zbyt leniwa
Żeby wąchać nowe kwiaty
Albo pudrować twarz.
Wszystko doprowadza mnie do rozpaczy.
Smutek, który mnie gnębi
Dodaję do nagromadzonych
Zgryzot w dniach dawnych.
Przestraszają mnie lelki swymi dzikimi
krzykami i nie mogę
Wygnać ich z moich uszu.
Czuję gorzkie zażenowanie
Kiedy widzę na firance
Cienie dwóch jaskółek, które się
kochają.
Przełożył Czesław Miłosz
**
Kilka słów od Kornelii. Li Qingzhao
(1084-1155, to chińska poetka i pisarka z czasów dynastii Song,
najwybitniejsza poetka epoki cesarstwa. Po śmierci męża i po
rozwodzie z drugim małżonkiem żyła w samotności. Wybrałam ten
wiersz, ponieważ ma wspaniały tytuł i wybornie mnie opisuje. Przed
lustrem też staję z ogromną abominacją to samej siebie – już
nie to, że się starzeję i odkrywam wciąż nowe mikrozmarszczki,
ale w ogóle odczuwam autowstręt.
Za to te wersy są o mnie. Z pewnością
nie lubię wiosny
Kiedy wiosna powraca
Opanowuje mnie słabość
Jak ciężka choroba.
Jestem zbyt leniwa
Żeby wąchać nowe kwiaty
Albo pudrować twarz.
Wszystko doprowadza mnie do rozpaczy.
Smutek, który mnie gnębi
Dodaję do nagromadzonych
Zgryzot w dniach dawnych.
**
To prawda, smutek obecny, do tego pełno
zgryzot z dni minionych. Doskonała beznadzieja. Wszystko doprowadza
mnie do rozpaczy. Lelki to lubię. Ich głosy zwiastują śmierć. O
ile jednak wiem, w moim ogrodzie nie ma lelków, tylko jakieś
słowiki, sikorki czy wróble – raczej prozaiczne ptaki. Te
ćwierkanie rzeczywiście mnie drażni. Na szczęście dziś padał
śnieg i trochę to wrzaskliwe ptactwo uciszył.
Kochające się jaskółki trudno mi
sobie wyobrazić. Na szczęście w przeciwieństwie do udręczonej
chińskiej poetki mam internet i duży monitor. Nie muszę podglądać
jaskółek, mogę sobie obejrzeć jakiś sadomasochistyczny seans na
ekranie. Niestety, na skutek epidemii spotkania na żywo są
wykluczone, a jak mnie ktoś przynajmniej raz na miesiąc porządnie
nie zbije, to jestem bardziej nieszczęśliwa, niż zwykle. Cóż, w
ponurych czasach zarazy doświadczam prawdziwej udręki.

