Archiwum bloga

sobota, 27 stycznia 2018

Smutniej niż kiedy indziej

Wczoraj na tej samej ulicy

Ivan Wernisch

Pavlowi Šrutowi

Wczoraj na tej samej ulicy
w knajpie za szybą stali pijacy
tak samo jak dzisiaj
A śnieg tak dziwnie padał
było tak smutno
smutniej niż kiedy indziej
Chyba dlatego że był to wczorajszy dzień

Przełożył Leszek Engelking


sobota, 20 stycznia 2018

Nie mogę odegnać smutku


Pretekst

Julian Kornhauser

Nie mogę odegnać smutku.
Kto jeszcze używa tego słowa?
Smutek to brzmi jak źdźbło,
ździebełko. Jestem smutny
i wiem na pewno,że tak ma
być. Smutek szuka pretekstu,
aby mnie zastraszyć.

środa, 17 stycznia 2018

Moja zmęczona, stara duszo


Tu, w zapomnianym wyrobisku...

Warłam Szałamow

Tu, w zapomnianym wyrobisku
tłukę, rozwlekam resztki węgla.
Śmiertelna woń przenika wszystko
i ziemia traci dech w tym piekle.

Zgniją ostatnie belki stropu
i runie umarlackie niebo,
i już przechodząc w pył i popiół
w hardym marzeniu się pogrzebię.

Być młodszym, być nad wami górą
i teraz, kiedy w nicość ruszam -
moja spękana, ciemna skóro,
moja zmęczona, stara duszo.

Przełożył Aleksander Ziemny

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Krzyczymy małpim językiem

Świadectwo snu

Miron Białoszewski

Za płotami łóżek
my - budy kinowe
snu.

Nie możemy tupać
ani klaskać.

Co najwyżej
krzyczymy małpim językiem,
naszym starym narzeczem,
o rzeczach najnowszych.

I naprawdę
przeżywamy wtedy
własną cywilizację.

czwartek, 11 stycznia 2018

Daremny płacz na cmentarzu

Zanoty

Miron Białoszewski

Stoją na cmentarzu, świeczki palą,
płaczą, nagle Stefcia woła:
– Luuudzie, czego płaczecie,
za 50 lat żadnego z was tu nie
będzie!

Nie ma dla mnie okrętu






Miasto

Konstandinos Kawafis

Powiedziałeś: „Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.  
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.  
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia. Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę, ruiny mego życia czarne widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił”.

Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. 
Zawsze w tych samych dzielnicach będziesz krążył. 
W tych samych domach włosy ci posiwieją.

 Zawsze trafisz do tego miasta. 
Będziesz chodził po tych samych ulicach.
 Nie ma dla ciebie okrętu – nie ufaj próżnym nadziejom – nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

Metro czyli poranna makabra


Metro

Codziennie wchodzę do trumny
wraz z innymi ludźmi, których nie znam.
Naprędce wbijam gwoździe
we własną trumnę…
A potem jadę w stronę miasta,
by zostać żywcem pogrzebanym.

Sakamoto Etsuro

Koszmar w lustrze



Nikos Chadzinikolau

Kobieta i lustro

Już tak czarno,
że nie mogę oddychać.
Stoi przed lustrem –
we włosach zakrzepły wiatr,
w rękach dzikie kwiaty na wianek.
Zmierzch skrzypi oknami,
Pies wyje do cienia.
Ona stoi przed lustrem
z cmentarnym piaskiem w oczach.
Zakrywa twarz rękami.


Wiersz z lekka depresyjny na listopadowy piątek


John Cage
* * *
Pewien młodzieniec w stanie depresji przyszedł odwiedzić introligatorkę, Hazel Dreis. „Postanowiłem popełnić samobójstwo” – powiedział. „To chyba dobry pomysł – odparła – Właściwie czemu nie?”
Tłum. Piotr Sommer

niedziela, 7 stycznia 2018



Finis fabulae III


Pazerny niemiecki Onet zamyka w końcu stycznia serwis blog.pl.W związku z tym nie będę już dokonywać wpisów. Trochę mi smutno, ponieważ był to jakiś fragment mojego nie do końca udanego życia. ponadto nie będzie już blogów, do których lubiłam zaglądać, także takich, których Autorzy już odeszli. Nie potrafię przenieść bloga na inną platformę. Mój elektroniczny pomnik nagrobny przetrwa jeszcze tylko kilka tygodni. Nie oczekiwałam, że będzie wieczny, nie spodziewałam się jednak, że koniec jest tak bliski.
10 myśli nt. „Finis fabulae II”

  1. Chętnie pomogę Ci zrobić blog na blogspocie. Zresztą, to jest proste, sama też dasz radę. Możesz skopiować tam wszystkie wpisy.
    Bo raczej szkoda byłoby więcej nie porozmawiać z tak głupiego powodu … :(
    W ogóle, to jest jakiś beznadziejny pomysł, przecież tak wiele osób prowadziło blogi!
  2. Próbowałam z blogspotem i mi nie wyszło. Nie mam siły na tę elektronikę, jestem zapracowana i chora..Nie dam rady przenieść tego ręcznie, wpisów jest za dużo. Może potem spróbuję jeszcze raz, ale nie wiem, jak to będzie. Naprawdę szkoda tych wszystkich blogów, bez sensu.
  3. Bez sensu. Spróbuj jeszcze raz, albo ja spróbuję to zrobić za Ciebie, jeśli Ci nie wyjdzie. Co Ci dolega? Krtań, czy coś jeszcze? Zawsze można poszukać jeszcze innego portalu.
  4. Mam bardzo dużo pracy przed Świętami i jeszcze biegam po lekarzach. Tak mnie to stresuje, że od razu dostaję ogromnego ciśnienia i chcą mnie do szpitala wysyłać. Ja taka jestem, lękliwa. Ja wróc do domu i się uspokoję, to mi ciśnienie spada. Ale Jak mi nie uda się z tym blogspotem, wyślę do Ciebie prywatną wiadomość. Nie wiem, czy ma sens dalsze prowadzenie tego projektu, w każdym razie od nowa nie będę zaczynać. Trzymaj się dzielnie i odpoczywaj chociaż trochę. :)
  5. To podobno częste u pacjentów, że ciśnienie im rośnie u lekarza. Ja nigdy w ten sposób nie reagowałam, ale to dlatego, że do kwestii własnego zdrowia mam (patologiczny niemalże) dystans :D
    Książki historyczne i biografie w empiku przecenione o 25%. Wiem, że Ty czytujesz takie mądre rzeczy, także informuję ;)
    Właśnie odpoczywam, czego i Tobie życzę :)
    Niesamowite, ale po odstawieniu tych nietrafionych psychotropów czuję się o wiele lepiej.
  6. Cieszę się, że czujesz się lepiej. Wcześniej chciałam Ci poradzić, żebyś odstawiła psychotropy, albo przynajmniej nie zmieniała, ale pomyślałam, że wiesz, co czynisz, i Twój lekarz też. Może spróbujesz trochę bez tych lekarstw? Wiem, dają uczucie takie bezuczuciowej obojętności czy nawet prymitywnego szczęścia i pomagają przy innej Twojej dolegliwości, ale kto wie… Może by się udało? I pieniędzy szkoda na leki i organizmu, który musi je przyswajać…
    Dziękuję za informację o książkach. Często szukam korzystnych ofert na portalu Skąpiec.pl, czy coś podobnego :) Podaruję sobie na święta nową biografię Ann Boleyn Królowa w Tower i wiersze Paula Celana po niemiecku z komentarzami- z tych ostatnich niewiele będzie pożytku, bowiem nie potrafię przenieść bloga. Pozornie to proste z blogspotem, a jednak nie funkcjonuje. Za kilka dni odezwę się do Ciebie w tej sprawie. Jeśli nie uda się przenieść, w końcu stycznia po prostu zniknę. Jestem pewna, że czytasz też mądre rzeczy. Wydaje mi się, że ciśnienie mi skacze, ponieważ nie znoszę interakcji międzyludzkich, a nie z powodu lęków o zdrowie. W tej ostatniej sprawie odczuwam obojętność, ale boję się kolejek do gabinetów i tego, że się nie wcisnę, nawet w prywatnych klinikach. Nie wiem, kiedy wchodzić, boję się pytać, kto jest przede mną itp. mam wrażenie, że np. w kinie boję się bardziej, niż u lekarza, tylko nikt mi wtedy nie mierzy… Podczas badań wykryto m.in, że mam uszkodzony bark, zapewne na skutek wypadku rowerowego. rzeczywiście mnie boli, ale nie przypuszczałam, że jest tak mocno. sponiewierany
    Miłej niedzieli Ci życzę i wytrwałości w tej długiej pracy. odpoczywaj też trochę. Ja też dziś miałam pracę i jutro będzie podobnie.
  7. Leki, te poprzednie, nie dawały mi poczucia obojętności, tylko coś w rodzaju lekkiej górki. Zwykle byłam energiczna i wesoła, a przynajmniej potrafiłam taka być w większości sytuacji społecznych. I miałam pozytywne nastawienie. Kiedy miałam 2 tygodnie przerwy, byłam bardziej emocjonalna: nie tylko mnie smuciły różne głupoty, ale też wzruszały. Ale zanim zachorowałam na depresję, też byłam bardzo emocjonalna i nadwrażliwa, dlatego to u mnie rodzaj normy. A teraz jestem rozdrażniona, przemęczona i zniechęcona. 18 grudnia mama jedzie do psychiatry po nowe leki, zacznę je brać od Wigilii, bo dopiero wtedy jadę do domu. Do tej pory muszę jakoś wytrwać. W pracy nie wszyscy traktują mnie dobrze (współpracownicy), także bywa trudno. No i codziennie przynajmniej 10h poza domem. I mam lekkie natręctwa, o czym świeżo się dowiedziałam od przyjaciółki, bo ja tego zupełnie nie widzę.
    Współczuję tych wizyt u lekarzy. Wyobrażam sobie, jak muszą być trudne dla Ciebie, gdyż nawet kiedy mam najlepszy czas, bardzo trudno byłoby mi przechodzić przez to samej i zawsze chodzę do lekarza z mamą. Trochę jak mała dziewczynka, ale z drugiej strony to jest w jakiś sposób naturalne, bo w sytuacjach medycznych obecność bliskiego współpracownika służby zdrowia jest jakoś na miejscu. Z tym barkiem warto byłoby pójść na jakąś rehabilitację, fizykoterapię, bo z czasem dolegliwości mogą się nasilać. A stawy potrafią mocno dać się we znaki.
  8. Ach, okropne to życie. Bardzo Cię los skrzywdził. Wprost trudno to sobie wyobrazić. Za dużo wzięłaś na siebie obowiązków. Zapewne te lekarstwa są dla Ciebie konieczne. Mi w swoim czasie pomógł zwykły bioxetin, jak Ci to wcześniej mówiłam, okazał się bardzo skuteczny.
    Moje dolegliwości to nic w porównaniu z Twoimi plagami. Nie wiem, jakie studia kończyłaś, ale w może w Nowym Roku znajdź jakąś spokojniejszą pracę. Mimo wszystko uważam, że dobrze sobie radzisz, biorąc pod uwagę okoliczności :) Trzymaj się bardzo dzielnie, jeszcze kilka dni do Świąt…
  9. Wiesz, jakie studia kończyłam – psychologię :) żadne plagi, poczytam o tym leku, skoro u Ciebie okazał się skuteczny. Wellbutrin wybrałam sobie ze względu na często występujące skutki uboczne, czyli mdłości i spadek wagi, ale te niestety nie wystąpiły. Nie szukam na razie pracy w zawodzie, bo trudno byłoby mi tam dostosować grafik do siebie, a w empiku jest to możliwe. Poza tym, nie jestem ambitnym człowiekiem i lubię tę pracę. Poza tym, teraz wszystkich ogarnął przedświąteczny szał zakupowy, w styczniu się to uspokoi. A przy odpowiednich wynikach ze sprzedaży specjalnej, które mam szanse osiągnąć, premia zasadniczo poprawi moje nastawienie :)

Żywy dalej trwający

ŻYWY DALEJ TRWAJĄCY (naturalnie, najzwyklej w świecie, od niechcenia)

Jean Tardieu

Ten zmarły który jest we mnie
jest niecierpliwy
Rozpycha się w ciasnej skrzynce
wali w pokrywę
Chciałby się jeszcze pokazać
ostatni raz
Jeśli chodzi o
żywego to dziękuję nieźle
póki co

Przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybysowa

Posłanie do martwego snu



Obłoki

Czesław Miłosz

Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo, i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje,
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście, stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.

Z tomu Trzy zimy, 1935

4 myśli nt. „Posłanie do martwego snu”

  1. Jakoś tak dzisiaj litościwa noc mi się kojarzy ze śmiercią. Pomimo, że raczej wolałabym czuć jakieś radosne zrywy życia, niż umierać.
  2. Jak zapewne wiesz, to jeden z najsławniejszych wierszy młodego Miłosza. Jest powszechnie znany, zamieściłam go tylko dlatego, że doskonale mnie opisuje
    i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
    i okrucieństwo, i ziarno pogardy
    dla snu martwego splatają posłanie,
    a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
    zakryły prawdę.
    Obłoki to symbol burzliwego świata uczuć. Jestem winna i wiem, że tego powodu zasługuję na śmierć (dla snu martwego splatają posłanie). Przyznaję się i nie bronię, uznaję winę, spuszczam oczy. Palący wicher to może zapowiedź nieuchronnej i dotkliwej kary.
    niech litościwa ogarnie mnie noc – czyli pragnę śmierci i nicości.
    O ile wiem, młody poeta nie miał wiele na sumieniu, poza może zbyt swawolnym życiem, ze mną sprawy jednak przedstawiają się inaczej.
    Mam wrażenie, że nie umierasz, tylko odczuwasz porywy życia. Dobrze sobie radzisz, żwawo się w różnych miejscach krzątasz, obroniłaś pracę magisterską. Wcześniej, ku mojemu szczeremu zdumieniu, nie poszłaś na dno w towarzystwie romantycznych wykluczonych (przypuszczam, że nie pachnieli jak konwalie). Jest więc relatywnie dobrze, a miłość? Cóż, nikt nie daje gwarancji na pełne szczęście. Mówi się, że lekarstwem na miłość jest inna miłość. Nie doświadczyłam tego uczucia, ale zapewne tak jest. Nie przepracuj się za bardzo, uważaj z tą aktywnością :)
  3. Znam, trudno byłoby nie. Był zamieszczony w moim podręczniku gimnazjalnym :) Interpretacja też nie jest mi obca, tylko ostatnio mnie dopadły stany depresyjne, więc większość aspektów rzeczywistości kojarzy mi się z mrokiem i śmiercią. Ale nie umieram, w dodatku jest szansa, że to działanie niepożądanie nowego leku, także od jutra go odstawiam, a z lekarką już mam ustaloną zmianę (tylko jeszcze nie wiem, na jaki). Polecam Ci „Postój zimowy” Miłosza w wykonaniu Mozila, łącznie z teledyskiem. Ujęło mnie, choć pozostałe z płyty zupełnie nie. I za każdym razem jednakowo wzrusza mnie fragment, że „śnieg opada pazurkiem strącony”.
  4. Ta mroczna pora roku na wielu działa przygnębiająco, to dziwny czas, ale przecież poradzisz sobie z tym wszystkim.
    Wiesz, będę tu tylko do końca stycznia, tym razem naprawdę. Onet zamyka wtedy swój serwis blogowy (brak mi słów, żeby to skomentować, tu jest wiele cennych blogów, których właściciele już nie żyją), a ja za bardzo nie potrafię przenieść tego na inny serwis. Przeniosłam niby treść do mojego komputera, ale nie wiem, co dalej. Może tak będzie lepiej, jak posępne blogowanie się skończy.

Całe przeklęte życie


Gdy będę umierał

Sándor Kányádi

gdy będę umierał
nawet mój ostatni
oddech ostatnie tchnienie
ktoś najpierw zatrzyma
i nagra na taśmę
a później cofnie
parę razy i złagodzi
i wyciszy
albo skasuje
zostawmy raczej ten
łagodny uśmiech
jasne że bez goryczki
bo to go wyróżniało
ten tak łagodny uśmiech
powiada ktoś jednym tchem
a to jego zaciśniętą
rękę czułem na szyi
przez całe lata
całe przeklęte życie.

Przełożył Szczepan Woronowicz

Sączy się wilgoć trująca


Jesień na mogiłach wiosennych

Jerzy Liebert

To nic, że piasek powieki rozwarł,
Ziarnami w usta, w uszy się wwiercił -
Przez ziemię głuchą, przez wieko śmierci,
Miasta miłego słyszymy rozgwar.
Jakże go trudno spod czaszki wygnać,
Wrzawą po żyłach przebiega w tętna,
Płynie powietrzem, napełnia cmentarz,
Pod ziemią dzwoni, brzęczy jak sygnał.
Tupot stóp ciągły w mogiły wsiąka,
Tupot nad nami dotąd nie zamilkł.
Mierzą nas w marszu, mierzą krokami,
Wkoło stóp tysiąc po nas się błąka.
Wiatr liście uschłe, wiatr próchna niesie,
Deszcz szary tłucze w wieńce blaszane,
Omywa szary, cmentarny kamień.
Listopadowa wlecze się jesień…
Idą nad nami zmieszani z tłumem,
Krok takt wybija, takt w trumny stuka.
Wiatr krzyże schylił, deszcz wstęgi spłukał,
We mgłach nad nami jak kasztan szumi.
Barwną konnicą, szarą piechotą
Ciągną nad nami w poranki słotne -
Piersi nas bolą, wieńce nas gniotą.
Wieńce blaszane, wstęgi wilgotne!
Niepokój szumi w warszawskim wietrze,
Stada jaskółek w górę wzleciały -
To tylko z chwastów, z ścierni sczerniałych
Wilgoć trująca sączy się w przestrzeń.
Ciągną nad nami, płyną zwycięsko
Kwiaty u hełmów, w lufach gałązki…
O, matko-śmierci! W wietrze się trzęsą
Bezlistne drzewa – rózgi liktorskie!…

Noc bezkrwistych dusz


Hora mortis

Georg Heym

Wpędzeni w smutek nieskończonych horyzontów,
Gdzie tylko jedno drzewo w bólu się wiło,
Zapadliśmy się, jak górnicy, w milczenie otchłani
Naszej udręki. W pustce nam serce broczyło.
Smętni jak wichry, w bagnie, koło łąk i krzewów
Opuściliśmy w mroku nasze ręce biedne
I szliśmy dalej wolno, ciesząc się cierpieniem,
Zwierciadła kruche, w które wpada wieczór.
Jak lunatycy, snami ścigani strasznymi,
Co z jękiem wyciągały zewsząd białą dłoń,
Weszliśmy w zatracone obszary jesieni,
Co wzniosła się jak olbrzym i zapadła w noc.
Lecz w kraju chmur, w ciemności, widzieliśmy cienie
Czarnych czapli, słyszeliśmy ich smutny lot
I przepadliśmy, gorzkim dotknięci znużeniem,
Bezkrwiste dusze, które Lety niósł podziemny prąd.

Przełożył Andrzej Lam

Serca panujących cieni


Dzbany

Paul Celan

Przy długich stołach czasu
Ucztują Boże dzbany,
Żłopią do dna oczy widzących i oczy ślepców,
Serca panujących cieni,
Zapadły policzek wieczoru.
Są to najpotężniejsi bibosze:
Podnoszą pustkę do ust jak pełnię,
Nie wylewając za kołnierz jak ja albo ty.

Przełożył Tymoteusz Karpowicz

W zaciśniętej dłoni umarłego



Siedziby

Alejandra Pizarnik

W zaciśniętej dłoni umarłego,
w pamięci szaleńca,
w smutku dziecka,
w ręce szukającej szklanki,
w nieosiągalnej szklance,
w łaknieniu od zawsze.

Przełożyła Krystyna Rodowska

***

Krótki komentarz Kornelii. Alejandra Pizarnik (1936-1972). Poetka argentyńska, córka żydowskich emigrantów z miasta Rovne w dzisiejszej Słowacji.
Melancholiczka walcząca z depresją, fascynowały ją dzieciństwo, ból, wyobcowanie, samotność i śmierć. W wieku 36 lat popełniła samobójstwo podczas przerwy w pobycie w szpitalu psychiatrycznym w Buenos Aires. Połknęła 50 tabletek Seconalu. Ostatnie słowa, które zanotowała, brzmiały:

Nie chcę iść
nigdzie indziej
niż na dno

Wiersz z pewnością posępny i druzgoczący. Mniemam, że w tytule chodzi o siedziby ludzkiej duszy, czy też osobowości, dążącej do harmonii i spokoju.
Ale harmonii nie będzie. Udręczona psyche miota się od śmierci (W zaciśniętej dłoni umarłego), po szaleństwo i smutek. Nawet dzieciństwo czy wspomnienia po nim nie przyniosą ocalenia.
I spokój nie zostanie odnaleziony. Ręka nadaremnie szuka nieosiągalnej szklanki. Łaknienie zbawienia, pragnienie ukojenia nie zostaną ugaszone. Pozostaje tylko iść na dno.
Wymowa w oczywisty sposób mroczna. Niekiedy sumienie się we mnie burzy burzy, gdy zamieszczam takie wiersze. A jeszcze jakaś skołatana dusza to przeczyta i sobie zaszkodzi? Także z tej przyczyny staram się zamknąć blog. Na szczęście nikt tego nie czyta.
A może jestem w jakimś sensie dobrym przykładem? Mimo wszelkich obciążeń, tragicznych zaszłości i lęków wciąż pełznę przez to życie. Do końca nie wiem po co pełznę i niekiedy zazdroszczę odwagi Alejadrze, Sylvii i innym, którzy zdecydowali się na ostateczne wyjście. Ale przecież pełznę. Doczekałam zmiany czasu. Otuliła mnie ciemność, tracę świadomość, przenika mnie nicość. Nieustanne półsenne marzenia biorą mnie mocno w ramiona i może tak naprawdę odeszłam już dawno temu.

Serce siedzi samotnie



życie w otwartej muszli

Charles Bukowski

zabije nas to co oczywiste
oczywiste już nas zabija.
fart nam się skończył.
jak zwykle, dokonujemy przegrupowania
i czekamy.
nie zapomnieliśmy jak się
walczy
ale długa batalia nas
znużyła.
oczywiste nas zabije,
jesteśmy okrążeni przez
oczywiste.
pozwoliliśmy na to.
zasłużyliśmy na to.
ręka przesuwa się po
niebie.
towarowy pociąg mknie przez noc.
płoty połamane.
serce siedzi samotnie.
oczywiste nas zabije.
czekamy, wyzbyci marzeń.

Przełożyli Marcin Baran, Dobrosław Rodziewicz

Prośba do umarłych


Trzecia nad ranem

Marita Yañez

Jest trzecia,
nie potrafię
uciszyć samotności.
Moi umarli,
moi opuszczeni,
bądźcie ze mną.

Przełożył Leszek Engelking

Płacz z samego dna losu



Samotność

Bolesław Leśmian

Wiatr wie jak trzeba nacichać…
Za oknem – mrok się kołysze.
Nie widać świata, nie słychać,
Lecz ja coś widzę i słyszę…
Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę!
Nie znam obcego mi głosu,
Ale znam dobrze tę mękę!
Zaklina, błaga i woła,
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła,
Zrozumieć siebie nie mogę!
W brzozie mgła sępi się wiotka.
Sen pusty!… Wracam do domu…
Nie! Nikt się z nikim nie spotka!
Nikt nie pomoże nikomu!

Kora idzie na egzekucję


karabiny maszynowe wieże i fabryczne zegary

Charles Bukowski

czuję się okpiony przez cymbałów
jak gdyby życie było własnością
małych ludzi
z ich szczęściem i startem życiowym,
siedzę w zimnie
i zastanawiam się nad fioletowymi kwiatkami
przy płocie
podczas gdy inni
odkładają złoto
czyszczą cadillaki
oprowadzają swoje damy,
myślę o liściach palmy
kamieniach
nagrobnych
i dobrodziejstwie
snu jak kokon;
nie chciałbym
być jaszczurką
nie chciałbym
prażyć się w słońcu
ale to chyba lepsze
niż być stworzonym na
Ludzki rozmiar i Ludzkie życie
kiedy nie chce się
karabinów maszynowych, wież
i zegarów fabrycznych,
kiedy nie chce się myjni samochodowej
wyrywania zęba
zegarka, spinek do koszuli
radia walkie-talkie
pęsety i waty
szafki w łazience pełnej butelek z jodyną,
kiedy nie chce się przyjęć urodzinowych
trawników przed domem
toastów przy stole,
nowych butów, prezentów na gwiazdkę
ubezpieczenia na życie, „Newsweeka”
162 meczów baseballa
wakacji na Bermudach.
nie chce się nie chce się
sądzę że fioletowe kwiatki
mają lepiej ode mnie
jaszczurka ma lepiej
ciemnozielony wąż
zawsze zielona trawa
drzewa ptaki,
koty śpiące w maślanym
słońcu mają
lepiej niż
ja, wkładam teraz ten stary płaszcz
szukam w kieszeni papierosów
kluczyków do samochodu
prawa jazdy,
wychodzę
idę po chodniku
jak idzie się na egzekucję
idę na egzekucję
pewnie że tak,
idę na śmierć
jadę ku niej
70 mil na godzinę,
pędzę
klnę
strzepuję popiół
śmiertelny popiół każdej
śmiertelnej rzeczy
która płonie,
gąsienica zna mniej
okropności
armie mrówek są
odważniejsze
pocałunek węża
mniej żarłoczny,
chcę tylko aby niebo
paliło mnie mocniej
aby wypaliło mnie do końca
aby słońce wschodziło
o 6 rano
i zachodziło po północy
jak pijane zawsze otwarte drzwi,
jadę ku słońcu
nie chcę go
ale dostaję je dostaję je
widzę kota jak
przeciąga się ziewa
i przewraca się na bok
by śnić nowy sen.

Przełożył Piotr Madej

Wiatr od samotnych gwiazd


Apostrofa do nocy

Władysław Sebyła

O, nocy, daj mi sen i wyzwól mnie od snów,
którymi jawa darzy.
Niech ciemny wiatr, wiejący od samotnych gwiazd
maskę mi zetrze z twarzy,
niech chłodny mrok okryje moje oczy
zmętniałe od patrzenia,
a uszom krwi pozostaw szum
podobny
do morskich w muszli fal szumienia.
I zdejm ucisk ze sztywnych rąk i nóg,
z uwiędłej skóry,
i oczyść język mój z gorzkiego kurzu dróg
wiodących w martwe góry.
O, nocy, wyzwól mnie od złych
warczących w wietrze skrzydeł,
od młyńskich kół i od krwawiących szprych
i od diabelskich sideł.
A pozwól szumieć płowym morzom zbóż
dymiącym pyłem
i mrocznym wałom przewalać się wzdłuż
piaszczystych łach przez wodorosty zgniłe,
i patynować wierzchy fal rudością zorzy,
póki błękitna przepaść twa się nie otworzy
nad światem… i nad snem…
nade mną…

Szkielety wiewiórek w suchej trawie



Nieobecny pejzaż

Dagmar Leupold

Zrąbane drzewa, sucha trawa,
w której szkielety wiewiórek
leżą jak pomięte znaki przestankowe,
requiem dla każdego czy dla nikogo -
jest tu ktoś, kto znałby różnicę?
Na pół zetlałe manuskrypty pełne zgniłych
myśli to liście w tym lesie.
Czytanie zawsze było obdukcją, czyż nie?
Pyta krytyczne dziecko, którego
płuca jak anioły walczą z zarazą,
co naszym krtaniom odebrała mowę.

Przełożył Andrzej Kopacki

**

Krótki komentarz Kornelii: Dagmar Leupold, urodzona w 1955 roku niemiecka poetka i literatka, prowadzi teatr uniwersytetu w Tybindze. Przepisałam z: Literatura na świecie, 1-2/2017. Wiersz jednoznacznie depresjogenny. Zrąbane drzewa, sucha trawa i szkielety wiewiórek to jednoznaczne symbole przemijania, które, zniszczy wszystko. Pół zetlałe manuskrypty pełne zgniłych myśli to daremne ludzkie wysiłki i klęski naszych mozołów. Las może oznaczać życie, będące pasmem porażek i rozczarowań.
Czytanie można traktować jako sposób na ucieczkę, ale także na poznawanie bezsensu świata, stąd, jak mniemam, ta obdukcja. Krytyczne dziecko ma może jeszcze wiarę i nadzieję, ale także ono z wiekiem utraci mowę, czyli zdolność do radości i przekazywania swych uczuć.
Świat wiruje wokół mnie, kołysze mnie noc, symbole nadchodzących Świąt wprawiają moją psychę w dręczące drgania, chciałabym utonąć w morzu zgniłych liści. Chodzę do pracy, aczkolwiek przenikają mnie nieustannie gorące igły bólu. Niekiedy lękam się, że zaraziłam się czymś od Alix. Ale czy można zainfekować się od plastiku? Albo to fatalne skutki wcześniejszych zaszłości? Lekarz poradził mi zbadanie krtani kamerką, na razie się tego boję. Może im szybciej stanę się szkieletem, jak te kościane wiewiórki, tym będzie lepiej.

11 myśli nt. „Szkielety wiewiórek w suchej trawie”

  1. Cześć! Cóż Ci dolega, że miałabyś sobie badać krtań?
    Odnośnie wiersza, to ja krytyczne dziecko interpretowałabym raczej jako wewnętrzne dziecko w dorosłym człowieku, przypominające o tym, co dobre i czyste, nieskażone bezsensem.
  2. Wewnętrzne dziecko w dorosłym człowieku – taka interpretacja rzeczywiście się nasuwa. Ale dlaczego krytyczne? Wobec łajdactw dorosłego?
    Przebadałam się i dostałam skierowanie na operację, ale zapewne nie pójdę. To podobno nic groźnego, tylko trochę boli.
  3. Może krytyczne, ponieważ nie może pogodzić się z bezsensem tego świata.
    Nie przejmuj się, mam lekką wrodzoną wadę budowy dróg oddechowych, lękałam się, że to nowotwór, będący następstwem zbyt intensywnych zabaw oralnych.
    A Ty jak się czujesz ze swoimi licznymi zdrowotnymi nieszczęściami ?
  4. Dobrze, choć jestem trochę wykończona, bo pracuję całymi dniami. W grudniu mam wolnych tylko pięć dni, wliczając w to święta.
    Skoro wada lekka i wrodzona, to może rzeczywiście lepiej się nie męczyć operacją.
  5. Podobno ta wada układu oddechowego powoduje wszelkie dolegliwości i pani doktor straszy, że z oku na rok będzie coraz gorzej. Ale na operację też nie mam odwagi.
    Czuję się zresztą dziwnie. Nie wiem, czy mogłam zarazić się od plastiku. Nie mogę sobie przypomnieć, czy moja komercyjna penetratorka założyła gumkę.
    Uczciwa i rzetelna praca pozwala nie tylko ubogacić nas finansowo, ale także odpędza głupie myśli. Tym niemniej nie przesadzaj. :) I o pracy magisterskiej nie zapominaj.
  6. W takim razie może jednak warto zoperować tę wadę. Tym bardziej, że gdy pozbędziesz się problemów z oddychaniem, może będziesz lepiej sypiać.
    Od plastiku można się zarazić w zależności od tego, z czym plastik wcześniej miał kontakt, gdyż jest takim samym nośnikiem wirusów i bakterii jak wszystko inne. Także radziłabym nie korzystać z bogatej oferty przybytków wątpliwej rozkoszy i niewątpliwej rzeżączki.
    O pracy magisterskiej zamierzam zapomnieć :)
  7. Już obroniłaś pracę magisterską?
    Nadal działasz w saloniku prasowym
    Nie wiem, jak zdecyduję w sprawie operacji. Na razie próbuję doczekać Świąt, pojadę na urlop, może mi te choroby przejdą.
    Rzeżączka… Czy od plastiku można zarazić się HIV-em? Na badania krwi też mam skierowanie. Prymuśnie.
  8. Zrób badania i nie panikuj. Wirusy na plastiku szybko giną, więc ryzyko jest minimalne, ale sprawdzić warto, chociażby dla uspokojenia.
    Obroniłam. Pracuję w empiku, codziennie, wolne mam tylko dwa dni świąt i wigilę, i dwa poniedziałki. I już teraz czuję, że chyba przeceniłam swoje siły.
  9. Cieszę się, że obroniłaś:) I jak Ci poszło? Komisja uśmiechała się życzliwie?
    Nie panikuję, pojadę ma urlop i mi przejdzie.
    Uważaj na siebie z tą pracą, okazem zdrowia zapewne nie jesteś. Nie wiem, czy z twoim dyplomem nie ma innych możliwości kariery czy też Ci się podoba?
    Praca z książkami niby ok, ale wyobrażam sobie te tłumy klientów…
  10. Dziękuję, obroniłam się na 5, choć o obronie dowiedziałam się dzień przed. To była tylko formalność, pytania banalnie proste, komisja znana i sympatyczna.
    Kiedy się wybierasz na urlop? Święta nad morzem, lub coś w podobnym stylu?
    Praca jest wykańczająca, ale nie wyobrażam sobie pracować codziennie od 8 czy 7 do 15/16. Potrzebuję możliwości ruchomego grafiku. No i nie chcę rezygnować z wolontariatu. Mam ostatnio obniżony nastrój, może to kwestia zmiany psychotropów, dlatego się rzadko odzywam. Rozwala mnie też to, że mój durny były spędza czas jakoś blisko z dziewczyną, która była mi solą w oku przez ostatnich parę lat. I to w taki sposób, w jaki kiedyś spędzał ze mną. Nigdy się nie wyleczę z tej chorej miłości.

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...