Archiwum bloga

niedziela, 7 stycznia 2018

Lechoń dla Magnolii




Poniedziałek

Jan Lechoń

Bije dwunasta. Zaczyna się dzień
Mego planety księżyca.
Wkoło ta sama co zawsze ulica,
Koło mnie codzienny mój cień.
Do domu idę w księżycowej smudze,
Ale to nie jest mój dom, ja wiem;
Bóg jak do Pawła powie do mnie:
„Twoje życie jest snem,
I ja cię z niego obudzę”.
***
Komentarz Kornelii: Blog nadal jest zamknięty Wyjątkowo wstawiam wiersz dla Magnolii. Utwór nie do końca depresyjny. Może takie powinno być zakończenie? Ogólnie wierzę, że życie jest krótkim snem między dwoma nicościami. Ale nikt nie może wiedzieć na pewno. 

14 myśli nt. „Lechoń dla Magnolii”

  1. Dziękuję! Ten wiersz ma, jak dla mnie, bardzo pozytywny wydźwięk. Człowiek wraca do domu wśród codziennej, bezpiecznej rutyny, ze świadomością, że nad wszystkim czuwa Bóg. Spokojnie i bez lęku przyjmuje fakt, że kiedyś przyjdzie mu się rozstać z tym światem. A skoro jesteśmy tutaj tylko na chwilę, to czemu nie nacieszyć się szczęściem i nie przeboleć bólu, jaki zostaje nam dany. Ostatnie dwa wersy są od dawna mi znane, ale jakoś nigdy nie poszukałam, z czego one pochodzą.
    Nie mam kłopotów. Wszystko jest zwyczajnie, normalnie. Nie najlepiej to o mnie świadczy, że zwykle odzywałam się wtedy, gdy potrzebowałam wsparcia.
    Skoro ja sama byłam pustką, to znaczy, że się da z nią rozmawiać.
  2. „Życie jest snem” to tytuł sztuki słynnego hiszpańskiego dramaturga Pedro Calderóna:
    Czym jest życie? Szaleństwem?
    Czym życie? Iluzji tłem,
    Snem cieniów, nicości dnem.
    Cóż szczęście dać może nietrwałe,
    Skoro snem życie jest całe
    I nawet sny tylko snem!
    Zapewne stąd Jan Lechoń zaczerpnął motyw wiersza Poniedziałek, ale go przemodelował i dodał Boga. Sam poeta zapewne nie do końca pokładał ufność w Najwyższym, skoro zdecydował się na ostateczny skok.
    Cieszę się, że się ustabilizowałaś. Religia niektórym pomaga, jak Ci już pisałam wiele miesięcy temu. Pustki jednak nie rozmawiają. Wszystkie słowa już padły. Dobrze, że nie masz kłopotów.
  3. Dziękuję, Tobie też udanych, spokojnych Świąt życzę. :) Rzeczywiście wierzę, że w końcu zajdzie słońce i będę mogła iść spać. Na razie miło popłynęłam nad morzem, teraz trzeźwieję, a jutro muszę wrócić do rodziny.
  4. No nie wiem,. wprawdzie długo wędrowałam wśród mroźnej wichury, ale nie jestem pewna, czy nieustanne traktowanie wiśniówką z piwem ostatnich szarych komórek okaże się korzystne pomocne. A tobie dobrze w Święta?
  5. Miałam na myśli, że nawet jeśli niekoniecznie przyjemnie, to tak, jak zazwyczaj spędzasz święta.
    Mnie jakoś melancholijnie. Nie wiem, dlaczego. A czas spędzam głównie z książką. Chyba niekorzystnie na mnie działa bezczynność. Nie wiem. Dzwoniła dzisiaj osoba z dawnego rynsztokowego towarzystwa. Jakoś mi z tym niewygodnie.
  6. Rzeczywiście tak urządzam sobie Święta, ale w tym roku wróciłam dwa dni wcześniej, porannym pociągiem aby spędzić poniedziałek wielkanocny z Rodzicami, którzy zapowiadają swą rychłą śmierć. Lepiej nie utrzymywać bliskich kontaktów z wiadomym elementem. Czytasz coś ciekawego? Też bym chciała poczytać, ale musiałam się socjalizować z rodziną, a tera zaraz zasnę…
  7. Czytam wszystko, co mi wpadnie w ręce, a jednocześnie nic, co by Cię mogło zainteresować … Z lektury wartej polecenia – „Stulecie winnych”, saga rodzinna z historycznymi wydarzeniami w tle.
    Dobrze jest czasem spędzić czas z rodzicami, nawet jeśli wzajemne interakcje bywają skomplikowane.
    Zdobyłam nareszcie od lat poszukiwany przeze mnie tomik poezji „Elegia do niewyskrobanej dziewczynki”. I nieco jestem rozczarowana, gdyż podoba mi się utwór tytułowy, a poza nim może ze dwa, trzy inne. Większość wierszy jest przepełniona dość wulgarną seksualnością.
  8. Miło jest oddawać się lekturze. „Kto miłuje księgi, nie miewa tęskności”, jak pisał Biernat z Lublina. Czytałam ostatnio „Shakespeare. Stwarzanie świata”.
    Autor Stephen Greenblatt.
    Z Szekspira lubię kroniki historyczne i niektóre tragedie, komedie jakoś mnie nie śmieszą.
    Nawet nie doznaję skomplikowanych interakcji z Rodzicami, po prostu jestem zmęczona i obojętna i niczego nie pamiętam, a oni przypominają, że miałam przeszłość.
    Szukałam wcześniej tych wierszy z wyskrobaną dziewczynką, ale nie znalazłam. Utwory z „wulgarną seksualnością”. No prymuśnie. Jak znajdziesz czas, to możesz przepisać jeden i mi podesłać, a ja go tu wstawię. Ten Lechoń na zakończenie blogu jednak wydaje mi się zbyt cukierkowy.
  9. Jeśli chodzi o Szekspira, lubię tragedie i niektóre z komedii, choć nie z powodu humoru, a samych historii. Taki „Sen nocy letniej” to przecież majstersztyk, jedna z moich ulubionych książek w czasach podstawówki, do teraz czasem ją czytam z sentymentu. Natomiast z jego kronikami historycznymi mam problem, są dla mnie chyba zbyt trudne, a może po prostu za słabo orientuję się w historii angielskiej.
    „Elegię …” już oddałam, ale kiedy znowu będę jechała do rodziców, wypożyczę i przeskanuję dla Ciebie. Myślałam nawet o tym, żeby to zrobić wcześniej, ale nie byłam pewna, czy te wiersze Cię zainteresują, wszak to ja niemal obsesyjnie ich od lat szukałam. Ciekawa jestem, jakie Ci się nasuną interpretacje.
    Nie chcesz pamiętać, a oni przypominają … To rzeczywiście musi być dla Ciebie trudne. Ale jedynym sposobem na pokonanie demonów z przeszłości jest zmierzenie się z nimi. Takie słowa pewnie Cię drażnią, więc już przestaję :)
  10. Jak dla mnie „Sen nocy letniej” grany jest zbyt często. Przymusowo byłam dwa razy ze szkołą. Ta domniemana „siła miłości” to jakaś aberracja. W ogóle jej nie czuję. Potem wybrałam się jeszcze raz na inscenizację skandalistki Mai Kleczewskiej. Akcja działa się w domu uciech. Jak zawsze siedziałam w pierwszym rzędzie. Najpierw wyszły panie topless, gapiłam się zachwycona. Liczyłam, że jeszcze dolną część stroju zdejmą, to będzie prawdziwe kino. Weszli panowie – tylko w stringach. Niewiasty miały przy majteczkach banany, panowie lizali te południowe owoce z zachwytem. Oburzeni krytycy i matki z dziećmi zaczęli wychodzić. Ze swoim złośliwym charakterkiem miałam dobrą zabawę…
    Wiesz, miałam też bilet na tę budzącą emocję „Klątwę” – kupiłam znacznie przed premierą, nie wiedziałam, co to jest. Potem lekkomyślnie zdradziłam się przed mamą, że mam bilet i dosłownie modliła się do Najwyższego, żebym nie poszła na bluźnierstwo. No to nie poszłam, ale przede wszystkim daletego, ponieważ się bałam. Przed teatrem są jakieś awantury. Dziś mam bilet na operę Matsukaze.
    Jak ci się uda skopiować „wyskrobaną dziewczynkę” to chętnie ją zamieszczę. Wartość poetycka raczej marna, ale jako finał przydałby się jakiś skandal…
  11. PS. Bardzo lubię rzymskie tragedie Szekspira. Widziałam sfilmowany spektakl „Koriolana” z Londynu. Autor ostatniej książki o Szekspirze, którą czytałam, wywodzi iż nasz autor musiał ożenić się ze starszą białogłową, którą uczynił mamusią, i dlatego w jego sztukach nie ma ani jednego szczęśliwego małżeństwa :)
  12. Nie byłam na spektaklu „Snu …”. Chodząc do teatru zwykle unikam takich oczywistych sztuk, znanych każdemu tytułów. Chyba, że są to jakieś alternatywne wersje, jak ta, którą opisujesz, chociaż lizanie bananów i panowie w stringach to dla mnie dość odrzucająca perspektywa. W ogóle, jakoś brzydzi mnie takie epatowanie seksualnością, wolę niedopowiedzenia, niedookreślone napięcie między bohaterami. Samą sugestię, że za chwilę coś się wydarzy, niż fakt wydarzania się. Nawiasem mówiąc, zastanawiam się, co matki z dziećmi robiły na spektaklu Kleczewskiej i czego się spodziewały :>
    Myślę, że niektóre sceny z „Klątwy”, szczególnie te promujące tę sztukę, były niepotrzebną prowokacją. Wszak wzbudzanie skandalu zwiększa zainteresowanie. Ah, „Matsukaze”, musisz mi opowiedzieć wrażenia! Tam się liczy nie tylko sama opera, ale też przecudna choreografia, dzięki której można odnieść wrażenie, że akcja toczy się na dwóch płaszczyznach, w dwóch światach. Zupełnie jakby dla aktorów tancerze byli niewidoczni. Później długo towarzyszyło mi wyobrażenie o takim alternatywnym świecie, który być może nas otacza, a z którego istnienia nie zdajemy sobie sprawy.
    Wyjaśniłaś mi, dlaczego Szekspir zabijał wszystkich na scenie (pewnie w ten sposób symbolicznie uśmiercał własną żonę) :>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...