Proroctwo
Alfred Lichtenstein
Ujrzałem znak — oto pędzi
Z północy śmiertelna burza.
Trupi odór zionie wszędzie.
Jatka zaczyna się duża.
Zbrylone niebo ciemnieje,
Śmierć wznosi łapska zachłanne:
W dół lecą wszyscy złodzieje,
Z hukiem mimowie i panny.
Hałas spadającej stajni.
Nie wymknie się nawet muszka.
Piękni homoseksualni
Chłopcy wypadają z łóżka.
Ściany domów pełne pęknięć
I ryby się w rzece psują.
Wszystko kończy się tak wstrętnie.
Autobusy koziołkują.
Z północy śmiertelna burza.
Trupi odór zionie wszędzie.
Jatka zaczyna się duża.
Zbrylone niebo ciemnieje,
Śmierć wznosi łapska zachłanne:
W dół lecą wszyscy złodzieje,
Z hukiem mimowie i panny.
Hałas spadającej stajni.
Nie wymknie się nawet muszka.
Piękni homoseksualni
Chłopcy wypadają z łóżka.
Ściany domów pełne pęknięć
I ryby się w rzece psują.
Wszystko kończy się tak wstrętnie.
Autobusy koziołkują.
Przełożył Filip Borowiak
***
Komentarz Kornelii: Ślicznie katastroficzny wiersz młodego niemieckiego poety. Alfred Lichtenstein (1889-1914) okazał się prawdziwym prorokiem. Przepowiedział światową zawieruchę i własną śmierc. Poległ na froncie zachodnim nad Sommą.
Utwór jest wizją apokalipsy, nieuchronnej zagłady. Śmiertelna burza nadchodzi z Północy. Północ od tysiącleci kojarzona jest z zamętem i mocami zła. Król Północy symbolizuje w Biblii moc, która uzurpuje miejsce i atrybuty Boga,
Nikt nie ocaleje, śmierć skosi wszystkich bez różnicy.
W dół lecą wszyscy złodzieje,
Z hukiem mimowie i panny.
Z hukiem mimowie i panny.
Oznacza to, że na zatratę pójdą nie tylko winni, ale także osoby o czystej duszy i ludzie oddani wysokim Muzom. Zasługi nikogo nie ocalą.
Piękni homoseksualni
Chłopcy wypadają z łóżka.
Chłopcy wypadają z łóżka.
Piękno ciała czy erotyczne wyrafinowanie nie przyniosą ratunku.
Ściany domów pełne pęknięć
I ryby się w rzece psują.
I ryby się w rzece psują.
Można to rozumieć jako unicestwienie miast czyli ludzkiej cywilizacji, jak
również całej przyrody.
również całej przyrody.
Wszystko kończy się tak wstrętnie.
Autobusy koziołkują.
Autobusy koziołkują.
Koniec świata będzie okropny bez żadnego sensu, znaczenie czy godności. Wszelkie zdobycze nauki i techniki nie odwrócą potwornego przeznaczenia. Nie ma nadziei na nowe niebo i na nową ziemię.
Cóż, utwór zyskał moje najwyższe uznanie. Aż się uśmiechnęłam, imaginując sobie te koziołkujące autobusy i powszechną jatkę. W ogóle lubię obrazy końca istnienia, zniszczenia świata. Jestem spokojniejsza, niż wtedy, gdy umieszczałam wpis „Kornelia liczy na Putina”. Nie pragnę tak gorąco, jak wówczas, anihilującej wszelkie świadome istnienie globalnej wojny. Ale i tak nie potrafię przezwyciężyć odbierającego mi oddech smutku, z którym zapewne przyszłam na świat. Zagładę ludzkości przyjęłabym perlistym śmiechem, jeśli miałabym czas się zaśmiać.
Widmo wojny powszechną o śmierć, nie o wolność ludów, znów zaczyna krążyć. Mocarstwa się zbroją. Rosjanie budują bunkry. Kto wie, co się stanie? Może proroctwo Alfreda Lichtensteina znów się spełni, tym razem ostatecznie i nieodwołalnie ?