Archiwum bloga

niedziela, 7 stycznia 2018

Tym szybciej umrzesz




Elegia dla niewyskrobanej dziewczynki

Milena Rytelewska

Przepraszam Cię, nie chciałam, nie zdążyłam, przegapiłam,
nie wyskrobałam, więc oczka zmruż i główkę złóż, jeśli
nie uśniesz, dam Ci tabletkę, albo zaparzę ziółka
(najlepsza jest melisa z miodem).
Przepraszam Cię. nie chciałam. pomyliłam się, zgubiłam
zapomniałam. więc przyjdzie niebo bardzo ciemną
nocą, i przyjdą kotki dwa, kotki trzy, kotków trzy,
kotków trzynaście.
Przepraszam Cię nie chciałam. stchórzyłam, uciekłam.
Urodziłam. więc kupię Ci misia pluszowego,
szaroburego.
Przepraszam Cię. nie chciałam. lecz nie martw się, to
nie potrwa długo. jakoś przeżyjesz to ż y c ie – tylko
pamiętaj – myśl pozytywnie i jedz dużo warzyw.
I mleko pij – to szybciej urośniesz (im szybciej
urośniesz, tym szybciej umrzesz). więc
uśmiechnij się, opowiem ci bajeczkę
(„O Śpiącej Królewnie po Siedmiu
Skrobankach”).
Przepraszam Cię, nie chciałam. cię. ty moja
córeczko, dziewczynko z dziewczynki
niewyskrobanej i chłopca niewyskrobanego. ty
moje nic. z niczego.

***

Komentarz Kornelii: Blog zasadniczo jest zamknięty, zamieszczam wiersze tylko sporadycznie, gdy mnie smutek dławi bardziej niż zwykle, albo gdy mam taki kaprys. Unikam publikowania utworów współczesnych polskich poetów, których jest nieprzeliczona ilość, Tym razem uczynię wyjątek. Tomik wierszy Mileny Rytelewskiej spodobał się mojej internetowej koleżance, Magnolii, a i mnie nieco zaciekawił z uwagi na tytuł – niekiedy żałuję, że mnie nie wyskrobano. Magnolia z poświęceniem, drżącymi rękami (wczesny Parkinson?) sfotografowała strony swoim nowoczesnym sprzętem telekomunikacyjnym, doceniam włożony trud i przynajmniej jeden utwór poetki u mnie zaistnieje.
Mam nadzieję, że twórczyni swojego wiersza tu nie odkryje, a jak znajdzie, to nie będzie się sierdzić, jak pewien gburowaty tłumacz z prowincji. W końcu kupiłabym tę książeczkę, ale nie ma jej w sprzedaży. Jestem zresztą zdania, że dobrych utworów nie powinno się trzymać pod korcem.
Cóż, wiersze może nie są lsniącymi diamentami na szyi „pięknej Kalijopy”, ale wyróżniają się znaczną ekspresją, emanują turpizmem, który znajduje moje uznaje. Twórczość Mileny Rytelewskiej, to, jak mniemam, rozpaczliwy bunt przeciw przemijaniu, chorobom, całemu absurdowi istnienia. I gorzka, szukająca groteski skarga na kobiecy los – niewiasty eksploatowane erotycznie, krzywdzone, cierpiące w roli rodzących w bólach inkubatorów, do tego jeszcze muszą zmywać dla swych ‚partnerów”. Cóż, makabra.
O ile potrafię sięgnąć pamięcią, zamierzałam prowadzić blog feministyczno-seksualny, ale wkrótce zrezygnowałam, to przecież protest banalny i jałowy. Nowoczesna kobieta, taka jak ja (przynajmniej zewnętrznie), może przecież sterować życiem w taki sposób, aby uniknąć rozkoszy macierzyństwa, toksycznych relacji, aberracyjnych erotycznych wygibasów i zmywania przynajmniej cudzych talerzy.
Ale niektóre wiersze z tego tomiku są świetne. Artystka przeprasza córkę, za to, że obdarzyła ją istnieniem (nie każdy rodzic zdobędzie się na to). Stara się wynagrodzić to matczynymi staraniami – gotowa jest nawet śpiewać oryginalne kołysanki i parzyć ziółka, kupić zabawkę. (Miś jako zadośćuczynienie za istnienie – prymuśne)
W utworze możemy znaleźć konsolację:
lecz nie martw się, to
nie potrwa długo. jakoś przeżyjesz to ż y c ie
Słowa o pozytywnym myśleniu mają, moim zdaniem, sens ironiczny.
Cóż, dzieci powinny być wdzięczne rodzicom za dar życia, aczkolwiek nie jestem pewna, czy jest za co. Kwestia nie jest jednoznaczna. Abortowane dzieci nie posmakowały życia, nie mogą więc wiedzieć, jakich „rozkoszy” uniknęły. Zapewne więc, jak już się wykreowało, nie powinno się abortować, żeby dać tym nowym niewolnikom istnienia i materii możliwość poznania i wyboru. Zresztą, zda mi się, że większość ludzi sprawia wrażenie zadowolonych ze swej egzystencji i „wygląda, jakby nikt się nie przejmował”, jak pisze Bukowski.
Tylko takie psychopokrzywione osobowości jak ja, nie mogą jakoś się zachwycić.
Ale zawsze możemy sobie powtarzać:
lecz nie martw się, to
nie potrwa długo. jakoś przeżyjesz to ż y c ie
To nie potrwa długo.

9 myśli nt. „Tym szybciej umrzesz”

  1. Spodobały mi się niektóre utwory, a jeśli chodzi o drżące dłonie i początki Parkinsona, to nie można Ci odmówić poczucia dramatyzmu. Choć przy czytaniu tego drugiego, śmejąc się w głos, miałam ochotę Cię owymi „drżącymi dłońmi” udusić :)
    Żyjemy w czasach, kiedy każdy może przy odrobinie starania coś wydać, nic zatem dziwnego, że szerzy się miernota. Tym niemnej jednak w morzu przeciętności trafia się i kropla trafiająca w sedno. W tym wierszu wyskrobanie przybiera formę nieomal miłosierdza, ochrony przed istnieniem. Ciekawe podejście do tematu.
  2. Parkinson nie wybiera. A może to fatalne następstwa intensywnej radiacji z ifona? :)
    Mi też zresztą często drżą łapki, na skutek lęku, niekiedy zbyt radosnej konsumpcji wina i cydru.
    Wierszy polskich twórców rzeczywiście jest multum. Poczytać można na licznych portalach, np. Literackie.pl. Większość z nich utonie w mroku zapomnienia, ale kto wie, może narodzi się nowy Herbert? Wiele zresztą zależy od znajomości, reklamy w mediach. Dla krytyków utwory Mileny Rytelewskiej były zbyt brutalne, turpistyczne.O ile wiem, poetka nie osiągnęła potem większych sukcesów. Ale ja lubię taką bezpośredniość i turpizm. Dobrze, że mamusia nie wyskrobała dziewczynki. Najpierw mamusia się namozoli z pieluszkami, potem dziewczynka z rozkoszami egzystencji, a potem i tak każdy umrze. Moja niezwykle głęboka myśl na piątek.
  3. Wszystko wina ifona, zdecydowanie! Z powodu intensywnego korzystania z ifonów przez Amerykanów wymierają delfiny na Florydzie :D
    Nie sprawdzałam, jakie Rytelewska otrzymała recenzje, wiem tylko, że kolejnego tomiku nie wydała. Żadko czytam wiersze na portalach internetowych, przeglądam taczej fanpejdże na facebooku. Też lubię taką bezpośredniość i kontrowersję, natomiast razi mnie wulgarność.
    Siedzę właśnie na peronie, mój pociąg jest opóźniony godzinę, konam z głodu, a jedynym miejscem, gdzie mogłabym coś zjeść, jest moja była praca, więc odpada. Tragikomedia, aż musiałam komuś o tym powiedzieć :P
  4. Nie ulega także kwestii, że ifony wywierają fatalny wpływ na klimat naszej planety, generują bóle menstruacyjne i mają niszczycielskie następstwa dla męskiej płodności.
    Najprzyjemniejsze jest czytanie książek papierowych, komputer męczy, ale niekiedy nie ma innej solucji, wszystkiego się nie kupi (myślę, że poeci sami wykupują minimalistyczne nakłady swoich dzieł, a potem rozdają krewnym i znajomym.) Rzeczywiście „Niewyskrobana dziewczynka” jest trochę wulgarna, ale jak tu nie być wulgarnym, jak ktoś posuwa cię od tyłu, a potem jeszcze zmywać trzeba i jeszcze czeka reprodukcyjne parcie, zastanawiam się, kto taki skandaliczny stan rzeczy stworzył, wykreował i wymyślił. Jako odtrutkę można poczytać Asnyka.
    Wydaje mi się, że na dworcach, które przecież znasz jako miejsca spotkań z ciekawymi ludźmi, są różne stanowiska z żywnością, czyż nie?
  5. Widziałam kiedyś taką grafię, która obrazowała ilość fal generowanych przez urządzenia elektroniczne powszehnego użytku przepływającą w każdej chwili przez ludzkie ciało. Można się przerazić.
    Asnyk nigdy mi nie był szczególnie bliski, może dlatego, że tak popularny, a ja zawsze preferowałam jednak poetów niszowych. Do rozdawania krewnym i znajomym (tak mi się przynajmniej wydaje) poeci dostają określoną liczbę własnych tomików za darmo.
    To jest chyba jedyny dworzec główny miasta wojewódzkiego, który poza jedną kawiarnią i budkami z fast foodem smażonym na tysiącletnim oleju nie posiada gastronomii. Poza tym już straciłam apetyt wskutek podróży pociągiem śmierdzącym ludźmi i kiblem :)
  6. Wielu poetów wydaje własnym kosztem. Inni, jak osiągną nakład 100 egzemplarzy, to się cieszą, w tej sytuacji nie ma miejsca na egzemplarze autorskie.
    Asnyk – mówi się o nim, że jest jak wypchany orzeł, okazały, ale nie poleci. Damska część czytelników mimi to go lubi. Subtelne są Oktostychy Iwaszkiewicza, ale także on niszowy raczej nie jest.
    A czy możesz wymienić kilku niszowych twórców?
    Mam nadzieję, że dojechałaś już tym nieładnie pachnącym publicznym środkiem lokomocji i się posiliłaś. Upał piekielny, stąd te aromaty. Z tymi ifonami to żartowałam. Z pewnością wszystko promieniuje. Nie mam, ponieważ są drogie i trudne w obsłudze.
  7. Smutna tendencja współczesnej literatury polega na tym, że wydają ci, którzy mają pieniądze, a niekoniecznie talent. Natomiast utalentowani, a pozbawieni możliwości finansowych, zdani są na łut szczęścia, które nie zawsze dopisuje. Dlatego właśnie nigdy nie napiszę własnej książki.
    Jeśli chodzi o współczesnych twórców, w tym momencie przychodzi mi do głowy Julia, ale nazwiska za nic nie mogę sobie przypomnieć. Czytałam w sieci jej wiersze, bardzo smutne i depresyjne. Zresztą, pokażę Ci jakieś, gdy tylko dotrę do nich w historii przeglądarki, bo sama chętnie bym sobie przypomniała.
    Gdyby nie wzmianka o bólach menstruacyjnych, to być może bym dała się nabrać :) A z wszechobecnym oddziaływaniem fal – niestety prawda.
    Ifony są banalne w obsłudze, w przeciwieństwie do europejskich telefonów z systemem Android. Jeśli chodzi o cenę, to smartfony znanych marek, jak Samsung czy Sony, są niewiele tańsze, a i tak wcześniej wspomniany system operacyjny sprawia, że działają co najwyżej dwa lata, gdyż pobierają w tle jakieś śmieciowe aplikacje, które są niewidoczne i nieusuwalne, co stopniowo przeciąża i zapycha pamięć, a w końcu unieszkodliwia urządzenie. Natomiast iPhone to inwestycja na lata. Także gdy Twoja Nokia umrze śmiercią naturalną – polecam :)
  8. Może masz na myśli Julię Szychowiak (z pewnością nie świętej pamięci Julię Hartwig). Julia Szychowiak nie jest taka niszowa, potrafi się lansować, mnie nie zachwyca.
    Wydanie niezbyt obszernej książki nie jest takie drogie, zresztą niektóre wydawnictwa mają dotacje na poezję i wydają za darmo, np. Biuro Literackie we Wrocławiu, można u nich zgłosić projekt książki, zawsze możesz spróbować, jeśli masz chęć (ja już zdecydowanie nie mam).
    Myślę, że zostanę przy Nokii :)
  9. Na pewno nie tę Julię Szychowiak miałam na myśli :) Ale dotrę do tej właściwej i Ci powiem, o kogo mi chodzi. Choć niekoniecznie dzisiaj i zaraz, bo mam wyjątkowo jasny umysł i pragnę wykorzystać ten rzadki stan na pisanie pracy dyplomowej :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...