Hora mortis
Georg Heym
Wpędzeni w smutek nieskończonych horyzontów,
Gdzie tylko jedno drzewo w bólu się wiło,
Zapadliśmy się, jak górnicy, w milczenie otchłani
Naszej udręki. W pustce nam serce broczyło.
Smętni jak wichry, w bagnie, koło łąk i krzewów
Opuściliśmy w mroku nasze ręce biedne
I szliśmy dalej wolno, ciesząc się cierpieniem,
Zwierciadła kruche, w które wpada wieczór.
Jak lunatycy, snami ścigani strasznymi,
Co z jękiem wyciągały zewsząd białą dłoń,
Weszliśmy w zatracone obszary jesieni,
Co wzniosła się jak olbrzym i zapadła w noc.
Lecz w kraju chmur, w ciemności, widzieliśmy cienie
Czarnych czapli, słyszeliśmy ich smutny lot
I przepadliśmy, gorzkim dotknięci znużeniem,
Bezkrwiste dusze, które Lety niósł podziemny prąd.
Przełożył Andrzej Lam