wtorek, 14 lipca 2020

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd
Martwy sezon

Rafał Wojaczek

Zjechałem tu nie w porę
Sezon jeszcze nie otwarty
a już miejscowi mówią
że tu się nic nie zacznie

Wczoraj
widziałem wyniesiono w kubełku
pana profesora taki był mały
Tak, tu się ludzie kurczą
oszczędność na jedzeniu
i deskach na trumnę

Pan profesor
Pan profesor to była cała epoka
Ciągnął za sobą nogę
To był ślad
po ostatniej kochance pana profesora
miała na imię Andrzej
Tak, tu już nic się nie zacznie

Tak, zjechałem tu nie w porę
kto żyw
ten umiera pospiesznie
jedną wolną już salę
zamieniono na składzik
pewnie już niedługo
założą tu klamki

Tak, to już jest koniec
Myją korytarz
Pastują podłogi

1965

poniedziałek, 30 marca 2020

Słabość jak ciężka choroba



Beznadzieja

Li Qingzhao

Kiedy patrzę w lustro
moja twarz mnie przeraża.
Zrobiłam się taka okropna!
Kiedy wiosna powraca
Opanowuje mnie słabość
Jak ciężka choroba.
Jestem zbyt leniwa
Żeby wąchać nowe kwiaty
Albo pudrować twarz.
Wszystko doprowadza mnie do rozpaczy.
Smutek, który mnie gnębi
Dodaję do nagromadzonych
Zgryzot w dniach dawnych.
Przestraszają mnie lelki swymi dzikimi
krzykami i nie mogę
Wygnać ich z moich uszu.
Czuję gorzkie zażenowanie
Kiedy widzę na firance
Cienie dwóch jaskółek, które się kochają.

Przełożył Czesław Miłosz

**

Kilka słów od Kornelii. Li Qingzhao (1084-1155, to chińska poetka i pisarka z czasów dynastii Song, najwybitniejsza poetka epoki cesarstwa. Po śmierci męża i po rozwodzie z drugim małżonkiem żyła w samotności. Wybrałam ten wiersz, ponieważ ma wspaniały tytuł i wybornie mnie opisuje. Przed lustrem też staję z ogromną abominacją to samej siebie – już nie to, że się starzeję i odkrywam wciąż nowe mikrozmarszczki, ale w ogóle odczuwam autowstręt.

Za to te wersy są o mnie. Z pewnością nie lubię wiosny

Kiedy wiosna powraca
Opanowuje mnie słabość
Jak ciężka choroba.
Jestem zbyt leniwa
Żeby wąchać nowe kwiaty
Albo pudrować twarz.
Wszystko doprowadza mnie do rozpaczy.
Smutek, który mnie gnębi
Dodaję do nagromadzonych
Zgryzot w dniach dawnych.

**
To prawda, smutek obecny, do tego pełno zgryzot z dni minionych. Doskonała beznadzieja. Wszystko doprowadza mnie do rozpaczy. Lelki to lubię. Ich głosy zwiastują śmierć. O ile jednak wiem, w moim ogrodzie nie ma lelków, tylko jakieś słowiki, sikorki czy wróble – raczej prozaiczne ptaki. Te ćwierkanie rzeczywiście mnie drażni. Na szczęście dziś padał śnieg i trochę to wrzaskliwe ptactwo uciszył.
Kochające się jaskółki trudno mi sobie wyobrazić. Na szczęście w przeciwieństwie do udręczonej chińskiej poetki mam internet i duży monitor. Nie muszę podglądać jaskółek, mogę sobie obejrzeć jakiś sadomasochistyczny seans na ekranie. Niestety, na skutek epidemii spotkania na żywo są wykluczone, a jak mnie ktoś przynajmniej raz na miesiąc porządnie nie zbije, to jestem bardziej nieszczęśliwa, niż zwykle. Cóż, w ponurych czasach zarazy doświadczam prawdziwej udręki.

niedziela, 8 marca 2020

Słońce porażało wodę jak przekleństwo


Wilhelm Kotarbiński. Grób samobójcy

Samobójstwo przy Egg Rock

Sylvia Plath

Poza nim kiełbaski pękały i topiły się
Na rożnach, a bagniste równiny barwy ochry,
Cysterny gazu, kominy fabryk – cały niedoskonały
Krajobraz, którego częścią były jego wnętrzności –
Falował i pulsował w szklistym wynurzeniu.
Słońce porażało wodę jak przekleństwo.
Brakło cienistej jamy do ukrycia,
A jego krew wybijała odwieczny rytm
Jestem, jestem, jestem. Dzieci
Piszczały, gdy grzywy rozbijały się i pył wodny
Zerwany wiatrem z grzbietu fal wirował,
A kundel biegł galopem i przynaglał
Stado mew do wzbicia się nad mierzeją.

Jego ciało głuche i oślepione
Tliło się wyrzucone z odpadkami morza,
Machina dysząca i wiecznie pulsująca.
Muchy wchodzące przez oczodół martwej rai
Brzęczały, atakując sklepienie czaszki.
Słowa w jego książce opuszczały stronice.
Wszystko błyszczało jak czysty papier.

Wszystko kurczyło się w żrącym blasku
Słońca prócz Egg Rock na tle błękitnej pustki.
I wchodząc w wodę słyszał fale
Zapomnienia na rafach przybrzeżnych spienione.

Przełożyła Teresa Truszkowska

środa, 12 lutego 2020

Cień śmierci mówi pacierze

Ramon Casas

Mroki

Kazimiera Iłłakowiczówna

W komnacie mojej mroki,
deszcz dzwoni, wichura szaleje.
Złożyłem w grób głęboki
nadzieję.

W komnacie mojej noc...
Nie umiem już płakać, nie umiem!
Że żywa zgasła moc
- rozumiem...

W komnacie mojej cień,
cień śmierci mówi pacierze...
Że wstanie nowy dzień
nie wierzę!



wtorek, 7 stycznia 2020

Bywa ból tak zajadły


Emily Dickinson

599


Bywa ból - tak zajadły -

Że wyżera w nas Otchłań -

Potem przykrywa - Odrętwieniem -

Tak aby Pamięć mogła

Obejść - przejść przez nią - po niej -

Jak Lunatyk - stąpający bezpiecznie

Gdzie strąciłyby go oczy otwarte

W gruchoczące - Kość po Kości -

powietrze.
 


Przełożył Stanisław Barańczak

czwartek, 19 grudnia 2019

W trującym dymie wspomnień

Modlitwa

Bolesław Leśmian

Za młodych lat szeptałem żarliwie i skrycie
Modlitwę o wydarzeń tragicznych przeżycie –
O łzę, która się w oczach rosiście przechowa
Na pokarm dla mgieł nocnych i na treść – dla słowa.

I nastał dzień, co zgrozą poraził mi duszę –
I musiałem go przeżyć… On wiedział, że muszę…
A już stało za drzwiami to Złe, co niweczy
Szumy mego ogrodu nad gęstwą wszechrzeczy.

Zasłuchany boleśnie w lada szmer na dworze –
Nie wiem, kto w drzwi zapuka? Kto jeszcze przyjść może?
I ze trwogą wspominam, sny tłumiąc bezsterne,
Nieoględnej modlitwy słowa łatwowierne.


niedziela, 20 stycznia 2019

Kora zerżnięta od tyłu

Jan Saudek:
Victory at sea

Erotyk

Milena Rytelewska

On jest czuły. Rżnie mnie zawsze
od tyłu, żebym mogła przytulić
się do ściany

**

Krótki komentarz Kornelii. Zazwyczaj nie zamieszczam już komentarzy, a liczbę wpisów drastycznie zredukowałam (najwyżej dwa, trzy na miesiąc). Wszystko bowiem zostało już powiedziane.

Tym razem uczynię wyjątek, ponieważ wydaje mi się, że komentarz jest nieodzowny. Utwór bardzo krótki, z tomiku „Elegia dla niewyskrobanej dziewczynki”. Wiele miesięcy temu te wiersze przysłała mi Magnolia, jedna z moich dwóch czytelniczek. (Tak, zaglądają tu całe dwie osoby, i jeszcze ja oczywiście).

Cóż, utwór brutalny, ilustrujący jeden z mrocznych aspektów niewieściego losu. Akt erotyczny sam w sobie jest dla kobiety w pewnym sensie poniżający, zostaje ona spenetrowana, przeszyta pretensjonalną, ale agresywną bronią, rytualnie zbrukana śliną i spermą, sprowadzona do roli przedmiotu. Pozycja od tyłu jest upokarzająca podwójnie, niewiasta nie widzi twarzy drugiej aktywnej osoby, nie może jej przytulić, pocałować, pozostaje obdarzanie pieszczotami poduszki lub ściany. A takie „rżnięcie zawsze od tyłu”, to już wyjątkowa antyczułość, świadectwo dominacji, manifestacja pogardy.

Cóż, muszę wyznać, że ja lubię taki właśnie rodzaj interakcji. Samo zbliżenie wydaje mi się karykaturalną farsą, degradacją do poziomu szympansa. Nie miałam ochoty patrzeć w twarze partnerów, zlanych cuchnącym potem klientów, występujących w roli mężczyzn „przyjaciółek”. Owszem, może się zdarzyć, że aktywna osoba zechce sforsować niewłaściwe wejście i wtedy mocno boli – ale i tak lepsze to, niż patrzenie w oczy i przyjmowanie obleśnych pocałunków.
Wybrałam ilustrację z dwiema dziewczynami – wbrew wymowie wiersza, ale mężczyzn mam jednoznacznie dosyć. Ponadto utożsamiam się z tą ujeżdżaną, poniżoną – wygląda na tak samo rozjechaną przez życie, jak jak. A osoby silne, aktywne, są zwyczaj są puste intelektualnie jak trąby grzmiące.

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...