niedziela, 23 grudnia 2018

Janet LEDGER - Christmas Tree, Trafalgar Square

Bajka

Tadeusz Różewicz

ścierpły mi nogi

obudziłem się

z długiego

niewygodnego

snu

w świecie czystym

świetle

nowo narodzonym

w Betlejem a może

w innym "podłym" mieście

gdzie nikt nie mordował

dzieci

ani kotów

ani żydów ani palestyńczyków

ani wody ani drzew

ani powietrza

nie było przeszłości

ani przyszłości

trzymałem za ręce

tatę i mamę

czyli Pana Boga

i było mi tak dobrze

jakby

mnie nie było


Boże Narodzenie 2002 r.

piątek, 21 grudnia 2018

Odpadły skrzydła świętej nocy

Walter Langley (1852-1922)


Święta Bożego Narodzenia

Krzysztof Kamil Baczyński

Ukochanej Matce - Krzysztof

Nie patrz w tył - to dziecięctwo taka otchłań,
a na płacz jej za wiele.
Jakby kantyczki dziecinnej odgłos znów cię napotkał,
kantyczki śpiewanej w którąś śnieżną niedzielę.
To dławi - te święta świerkowej pieśni,
śnieży śnieg, po którym przeszło już tyle ludzi.
Omotany w śnieżyce innych aniołów, śmiertelnych, nie śnij,
W dniach, w kopułach blaszanych nagle się zbudzisz.
Pieśń prymitywna - kto ją obudzi, nie budź.
Odpadły skrzydła nocy świętej, odpadły bogom.
Inne już gwiazdy - z lodu - przyprawione niebu.
To tekturowy smok zwęglony od łez
ciągnie z szelestem sypiący popiołem ogon.

dn. 13. XII. 1940 r.

piątek, 14 grudnia 2018

Kora spodziewa się najgorszego


Nikołaj Jaroszenko (1846-1898)

**

Jan Satunowski

Młodość jest niepodważalna,
a starość – niewybaczalna.
Wszystko nie tak
nie w smak
i dlatego
spodziewać się trzeba najgorszego

3 czerwca 1970, Dniepropietrowsk

Przełożył z języka rosyjskiego Jerzy Czech

***

Jan Satunowski (1913-1982 przeszedł długi szlak bojowy podczas II wojny światowej, potem pracował jako inżynier. Napisał przeszło tysiąc wierszy, tworzących kronikę życia poety, inteligenta pochodzenia żydowskiego. Zostały one wydane dopiero po śmierci autora, po upadku Związku Radzieckiego.

środa, 5 grudnia 2018

Dusza opuszczona srodze

Alfonso Simonetti (1840-1892) - Ancor non torna


Dnie coraz krótsze...

Leopold Staff

Dnie coraz krótsze, od mgieł co dzień chmurniej,
Rankiem mróz ścina w igły stawu płytę.
Z drzewami stoczył wiatr ostatni turniej
I legły liście na ziemi pobite.

Smutna ma dusza, opuszczona srodze
Przez siostry: miłość, wiarę i nadzieję,
W dal bezprzytulną idąc staje w drodze
I w suchych liściach zziębłe ręce grzeje.

niedziela, 2 grudnia 2018

Wynieśli ją i jej ból

Frida Kahlo – Suicide of Dorothy Hale 1939


Sfinks

Rainer Maria Rilke


Tak ją znaleźli, czaszka rozłupana,
w bezwładnej dłoni rury stal gorąca.
Tłum gapił się. Karetka przyjechała
i do miejskiego szpitala ją wiozła.

Tylko raz jeden oko otworzyła…
Ni listu, ni imienia, tylko suknia, szal;
A potem przyszedł lekarz, o coś pytał,
i potem ksiądz. — Milczała strasznie tak.

Lecz późną nocą chciała coś powiedzieć,
coś wyznać… Ale w sali nikt nie słuchał.
Rzężenie. — Potem zaraz ją wynieśli,
ją i jej ból. —
Na dworze pustka głucha.

Przełożył Andrzej Lam


czwartek, 22 listopada 2018

Bije trwoga żaglami





Sadness – Hortus Closus


Ten wiersz jak śmierć jest smutny...

Krzysztof Kamil Baczyński

I

Ten wiersz jak śmierć jest smutny
i obojętny jak śmierć.
Szare koty pod światło puszą ostrą sierść.
Żółty lament ulicy, gdzie nie chodzi nikt.
Bije trwoga żaglami o codzienność szyb.

II

Niebo blaknie za każdym krokiem. Ogień
wydzwania łuny, a wesołe ptaki
są pożegnaniem moim z ludźmi i bogiem.
Ślepnę, tracę drogi, chodzę torem rakiet.

A więc jesień. Dymi miasto, ptaki płyną na ukos,
liście opadłe z czerwonych kominów fabryk.
Po ulicy chodzą umarli, leżą skrzydła oderwane krukom,
czeka powóz i w drzwiach martwy lokaj z kandelabrem.

Wojaż toczy powoli drogi wysokich kasztanów.
Upływam w jesień mniejszy z każdym krokiem,
w pola zasianych zjaw, w kolumny martwych peanów,
w obojętność - mijanych - okien.

Gdzie powóz drogą odpływa? Szelestem dymi bruk.
O, najsmutniejsza jesieni, w zamęcie znaków i elips
nad pieśnią kołujesz jak kruk.

Jak miłość powierzoną dwóm życiom - rozdzielić?

czwartek, 1 listopada 2018

Wszędzie ślimaki i strupy porostów




William Sutton, 'Nor-wester in the cemetery'



Cmentarz w hrabstwie Durham

Craig Raine

Kamienie ustawiają się w żeberkowym szeregu,
jak gdyby bawiły się w harcerstwo
a na ziemi pełno piórników.

Lecz DZIECIOM WSTĘP DOZWOLONY TYLKO
W TOWARZYSTWIE DOROSŁYCH, ponieważ
tu bawią się właśnie dorośli.
Chodzą tam i z powrotem do kranu, który świergoce,
napełniają pordzewiałe konewki.
Urny poprzebierały się za makówki...

Choć bałagan tu jak na przedszkolnej podłodze, pełnej zabawek
i mebelków, dobre jest to miejsce,
by przyjść i pogadać ze sobą jak dziecko -
nikt nie usłyszy.

Bluszcz gramoli się na zardzewiały kojec.
Wszędzie ślimaki i strupy porostów -
można je zbierać, gdy się czyta.
NIEMOWLĘTA NIE MOGĄ UCZESTNICZYĆ
W POGRZEBACH,

chyba, że ojciec opłaci rachunek
za atłasowe pudełko pogrzebanych skarbów -
dotyk ciemiączka, pośladki
delikatne jak jajka na miękko i cały
ten inwentarz drobniutkiego ciała.

Każde gotyckie okno jest jak deska do prasowania.
Matki dotykają ostro zakończonych kamieni,
jak gdyby to były żelazka.
Nigdy nie tracą swego ciepła -
zawsze są takie gorąsie, gorąsie...

Przełożył Jerzy Jarniewicz


środa, 31 października 2018

Umierać trzeba szczerze




By The Death Bed, Edvard Munch


***

Bolesław Leśmian

Po co tyle świec nade mną, tyle twarzy?
Ciału memu już nic złego się nie zdarzy.

Wszyscy stoją, a ja jeden tylko leżę -
Żal nieszczery, a umierać trzeba szczerze.

Leżę właśnie zapatrzony w wieńców liście,
Uroczyście - wiekuiście - osobiście.

Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,
Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć...

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,
Tak się nie chce być czymś innym, niż się było!



niedziela, 28 października 2018

Bo innej nie widzę pociechy


George Edmund Butler (1872–1936), A roadside cemetery near Neuve Eglise



Na Zaduszki

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Zardzewiały pąk róży, fiołek purpurowy,
Ziarna maku z uciętej, niegdyś szumnej głowy,
Liść zatrzymany w biegu
I płaczu pokusę
Zalejmy jak łza czystym, mocnym spirytusem.
Jeszcze garść pocałunków -
Zwarzonych jarzębin,
I niech butlę na słońcu wiatr jesienny ziębi,
Byśmy mieli na tydzień krzyżami pocięty
"Zaduszkówkę",
Bo innej nie widzę pociechy...

piątek, 19 października 2018

Nieszczęście kipi i mgła



Will Barnet (1911-2012) - Woman by the sea (1973)




Melancholia

Józef Czechowicz


rosły
sztywne łodygi anten
dźwięczący na dachach wykres
w godzinach wyniosłych
burzą układał się dzień ten i tamten
i cóż pomogły tu
obrazy nikłe

chęć najdłuższego snu
ach tak
serce serdeczne stuka
ach tak
serce czerwone jak kwitnie lak
odwieczna karuzela
a jeśli nie
niedziela

może zaróżowi mnie
jeśli tak
wiem

nieszczęście kipi i mgła
pod wodą ciemnego dnia
a przecież był złoty krzak
był radością
był tem


sobota, 6 października 2018

Kora ziębnie i odchodzi





A Wooded Path In Autumn by
Hans Anderson Brendekilde




Październik
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Brzozy są jak złote wodotryski.
Zimno jest jak w ostatnim liście.
A słońce jest jak ktoś bliski,
który ziębnie i odchodzi. Lecą liście...

***

Komentarz Kornelii: Liście, niestety, jeszcze nie lecą, a wszechobecne w tym okropnym roku słońce przyprawia mnie o szaleństwo. Ale wiersz piękny, krótki, przejmujący obraz dogasającego życia, przemijania i śmierci. Marzę o późnej, bezlistnej, pochmurnej jesieni, po której nie będzie już wiosny. 


piątek, 21 września 2018

Od dawna gotowy na śmieć


Edvard Munch - Despair (Sick mood at sunset) 1892



"pocałować robaki na dobranoc"


Charles Bukowski


od dawna gotowy na śmierć ale nigdy

na zabicie siebie biorę zieloną

pigułkę

którą dostałem od lekarza

i piję herbatę

a rekiny przepływają przez wazony

pełne kwiatów

dziesięć razy przepływają w tę i z powrotem

dwadzieścia razy

szukają mojego zniewieściałego

serca

w dziwaczną majową noc

w Los Angeles

w niedzielę

ktoś gra

Beethovena

siedzę za opuszczonymi żaluzjami

przygotowuję zasadzkę

a ambitni mężczyźni w nowych samochodach

z nowymi blondynkami

zarządzają ulicami

siedzę w wynajętym pokoju

rzeźbię drewnianą strzelbę

dziecinnymi kredkami woskowymi rysuję na 

ścianach

nagie kobiety

byki

kochanków

starców

od każdego z nas zależy jak

żyje

w czasie gry generałowie, lekarze i policjanci

napominają nas i torturują


kąpię się raz na dzień

straszą mnie koty i

cienie

prawie w ogóle nie śpię

i kiedy moje serce przestanie bić

cały świat stanie się czystszy

lepszy

cieplejszy

po lecie przyjdzie lato

powietrze będzie przejrzyste jak jezioro

i sens

także


ale na razie

zielona pigułka


tłuste chodniki

tam na dole

a tuż przy nich

ziemia pełna robaków

tu na górze

nie ma jasnowłosej nimfy

która ukochałaby mnie do snu

kiedy czekam.


Przełożył Piotr Madej


sobota, 8 września 2018

Dwie wyciągnięte paniki

Ramon Casas i Carbó (1866-1932) - Jove decadente (1899)


Co powiedziałam lekarzowi


Sabrina Benaim


nie można polegać na oczach

na oknach

ani na lustrach



moje uszy wywietrzały

zostały po nich dwa zepsute telefony

moje ręce chwytały to, czym zawsze były

dwie wyciągnięte paniki, dwie pochodnie nad 

wszystkim, co kocham,



Stopy – są takie dni, które przypominają dwa 

kamienie



& moje serce doznało takiej amnezji

w której pamięta wszystko oprócz siebie.


Przełożyła Anna Arno


Komentarz Kornelii: Przepisałam z tomiku, Sabrina Benaim, 

Depresja i inne magiczne sztuczki, Wydawnictwo Literackie 2018.

Sabrina Benaim, młoda kanadyjska poetka i performerka 

przedstawiana jest jako osoba, która znalazła sposób na 

opowiedzenie o swych uczuciach i chorobie. Jej wystąpienia na 

YouTube porwały siedem milionów ludzi.


Cóż, wiersz może nie jest klejnotem sztuki poetyckiej, ale uczucia 

mocne, szczere. Cieszę się, że panna Sabrina jakoś wyrwała się ze 

szponów depresji – aczkolwiek bez nowych mediów nie zdobyłaby 

sławy. Ja nie mam depresji, u psychiatry byłam lata temu i 

przeważnie nic mu nie mówiłam. Nie odczuwam smutku, tylko 

zmęczenie, niekiedy lęk i wszechobecną pustkę.


Wiersz, wnikliwy opis depresji. Świat zewnętrzny staje się 

ciemnością – na niczym nie można polegać- przedmiot czy 

człowiek nie pomoże, nic nie jest oparciem.

Te wersy mi się spodobały:


moje ręce chwytały to, czym zawsze były

dwie wyciągnięte paniki, dwie pochodnie nad wszystkim, co 

kocham,


Jakby zapis moich stanów lękowych, te „dwie wyciągnięte paniki”, 
tylko, że ja niczego i nikogo nie kocham, pewne rzeczy, krajobrazy,
może lubię, ale to wszystko.


Stopy – są takie dni, które przypominają dwa kamienie

rzeczywiście, przy prawdziwej depresji nie można wstać z łóżka – 

ale ja jestem aktywna, staram się przebywać na zewnątrz 7-9 

godzin dziennie, jeśli tylko nie mam pracy. Ale najchętniej 

siedziałabym z książką w łóżku cały dzień.


& moje serce doznało takiej amnezji

w której pamięta wszystko oprócz siebie.


To znaczy, że depresja zaburza, niszczy uczucia, wiarę w siebie, w 

przyszłość, intensyfikuje tylko te wspomnienia, które były złe, 

przykre, okropne.



Cóż, o moim sercu nic nie mogę powiedzieć, ale mój umysł się 

rozpada – może skutki wczesnego Alzheimera. Nie pamiętam, co 

robiłam wczoraj. Nie wiem często , kim jestem, muszę się 

zastanawiać, zaciskać zęby, sprawiać sobie ból, żeby sobie 

przypomnieć, jak mam na imię, gdzie jestem, czy w ogóle żyję.




czwartek, 16 sierpnia 2018

Dżuma czeka za progiem

Donald Sultan, Disaster Art


***


Tomas Venclova



Przerwa nie trwała długo, lecz po wielu

Latach niedoli wszyscyśmy sądzili,

Że nigdy się nie skończy. Przyjaciele

Dzielili się rymami i bawili.



W szkole był wszechobecny duch mądrości,

Pod arkadami fletu dźwięczne tony,

Na rynkach skoro świt mrowie ludności

i mnóstwo przypraw wiozły galeony



Kolory mozaik radowały oczy

i nęcił owoc dojrzały na słońcu.

Ale wyśmiani szaleni prorocy

Po raz kolejny mieli rację w końcu.


Od huku stali aż się trzęsie pokój,

Czernieje niebo, fale groźnie szumią,

Zgaś świecę i porządnie drzwi zablokuj.

Za progiem — Kaligula w parze z dżumą.



2014



Przełożył Zbigniew Dmitroca


sobota, 11 sierpnia 2018

Zwiało szczęście podmuchem


  
Nikołaj Siniezubow (1891-1956) – Ciemna ulica (1933)



Czerw drzewa zwiędłe toczy...


Max Dauthendey



Czerw drzewa zwiędłe toczy,

Deszcz liście zżarte pieści.

Zapomniały mnie oczy,

Nie umarłem z boleści.


Szkielety sterczą suche,

Jak krzyże. Gdzie ich ojczyzna?

Zwiało szczęście podmuchem.

Że konam, jak ci wyznać?


Przełożył Stefan Napierski


czwartek, 21 czerwca 2018

Spacer po polu minowym


***

Igor Irtieniew

Nie trzymajcie mnie, tatko, w zamknięciu,
Niech mi tatko wyjść z domu pozwolą;
Toć nie brońcie młodemu dziewczęciu
Po minowym przechadzać się polu!

W dali szumi zielona dąbrowa,
Wiatr mi włosy rozwiewa z ostrożna,
Oj!... Siłownia wybuchła jądrowa
Cóż, i bez niej też przecie żyć można.

Miesiąc zaszedł i psy się uśpiły,
Kałasznikow terkocze za borem.
Jakieś krzyki... to Iwan mój miły
kogoś pewnie zarąbał toporem.

Straszno pannie iść samej przez pole,
Deptać ciernie, dziewanny i trawy.
Oj, tatulu! W kaftanie tkwić wolę,
Mocniej zwiążcie mi z tyłu rękawy!

Przełożył z języka rosyjskiego Jerzy Czech

sobota, 9 czerwca 2018

Miękka mysz samotności



Sir William Rothenstein (1872-1945) - Interior (Lady with a hat)


Nitka dzikiego wina


Małgorzata Hillar.

Kiedy gaszę światło
miękka mysz samotności
łazi po kołdrze

Kiedy zapalam
słonecznik wybałusza
swoje nienormalne oko

Na ulicy
głos człowieka

Zawisam na nim
jak na nitce
dzikiego wina

Urywa się
spadam

Księżyc
wyciąga na ratunek
białe zimne ramiona


czwartek, 7 czerwca 2018

Kora jest tchórzem

***


Jan Satunowski


jestem tchórz, tchórz, tchórz

(napisać to na kartce),

jestem podły tchórz

(i zapomnieć, podrzeć, zapomnieć,

wyrzucić do ubikacji).


23 listopada 1965 roku


Przełożył z języka rosyjskiego Jerzy Czech

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...