George Edmund Butler (1872–1936), A roadside cemetery near Neuve Eglise
Na Zaduszki
Maria
Pawlikowska-Jasnorzewska
Zardzewiały pąk róży,
fiołek purpurowy,
Ziarna maku z uciętej,
niegdyś szumnej głowy,
Liść zatrzymany w biegu
I płaczu pokusę
Zalejmy jak łza czystym,
mocnym spirytusem.
Jeszcze garść pocałunków
-
Zwarzonych jarzębin,
I niech butlę na słońcu
wiatr jesienny ziębi,
Byśmy mieli na tydzień
krzyżami pocięty
"Zaduszkówkę",
Bo innej nie widzę
pociechy...

Świetny, dowcipny wiersz.... z Jasnorzewskiej możemy prawie na zawołanie czerpać co się chce. Wzniosłabym toast z Zaduszkówki, ale nie mogę alkoholu. Pozdrawiam Cię Kornelko.
OdpowiedzUsuńWiersz kunsztowne cacko, ale wydaje mi się, że raczej smutny... Jest pokusa płaczu i jedyną pociechą może być zduszenie goryczy mocnym trunkiem... A przecież cały czas tak nie można...
OdpowiedzUsuńNo szkoda, Donko, że nie możesz wznieść toastu Zaduszkówką. Może jeszcze Ci przejdzie. Wydaje mi się, że jeden kieliszek to można wypić w prawie każdym stanie. Ja będę miała cztery dni wolne i na trzeźwo tego nie zniosę. Zaduszkówki nie mam, ale zaopatrzyłam się w wino, mocne, ciężkie, kosztowne... 4 dni i cztery butelki, albo więcej... Ech, przynajmniej rozkosznie ciemno :)
Dobrego zdrowia życzę :)