sobota, 31 marca 2018

Nikczemne okruchy pszeniczne


Ostatnia Wieczerza

Stanisław Korab-Brzozowski

Płonie siedmioramienny świecznik. Tajemnicza
Spełnień godzina przyszła: ostatnia wieczerza.
Konieczność przeznaczonej chwili strach odmierza
I nagli nieruchomą stałością oblicza.

Mistrz zasie w duchu ucznie swe wszystkie oblicza,
I łamie chleb sytości dla pożądań zwierza:
– „Oto jest ciało moje nowego przymierza” –
I spożyli chleb przaśny. „O sytość zwodnicza”!

O kłamstwo! o nikczemne okruchy pszeniczne!
Gdzie jesteś pierworodne jagnię liturgiczne?
A mistrz tymczasem kielich podawał im wina:

„Pijcie, to jest krew moja za świata zbawienie”.
I pili! Judasz tylko ujrzał wypełnienie
I wyszedł – za nim w tropy Przenajświętsza Wina.


środa, 28 marca 2018

Wszystkie wbija w pierś miecze


Samotność. Emilio Longoni

Samotność

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

O, jakże słodką jest samotność moja;
jest to na piersiach, jak kowana zbroja,
jest to na głowie, jako hełm pancerny,
jest to poza mną, jak przyjaciel wierny.

A zaś przede mną jest, jak niebo ciche,
w słońca czerwoną nie ubrane pychę
ani w posępność mroźnych mgieł markotną,
ani w ponurość chmur deszczowych słotną.

Jest to horyzont, jak górska dolina,
w której błękitny wiatr skrzydła rozpina,
lecący górą het, u sennych szczytów,
podczas gdy cisza jest w dole granitów.

I cudne drzewa, i cudne, przejrzyste
świecą się wody, jawią uroczyste
zagłębia kotlin i śliczne, szemrzące
trawy spływają w dół po halnej łące.

Lecz to się tylko tak śni - - a w istocie
samotność mieczów ma ognistych krocie
i wszystkie wbija w pierś, gdy się poczyna
myśleć: co wina jest, a co nie wina....



wtorek, 27 marca 2018

Cmentarz ich zatrzymał



Constantin Brâncuşi (1876-1957) Pocałunek, rzeźba na nagrobku T. Raszewskiej, 1910–21 — cmentarz Montparnasse, Paryż


Brâncuşi; pocałunek,

rzeźba nagrobna
na cmentarzu Montparnasse

Reiner Kunze

Jakby tych dwoje zabłądziło
między warowne groby

a cmentarz ostatkiem murów
zatrzymał ich podczas ucieczki

żeby wreszcie mieć takich co
żyją

Przełożył Jakub Ekier

sobota, 24 marca 2018

Gdy już jest za późno


Ubaldo Bartolini, Strach




O, tak

Charles Bukowski

O tak
są gorsze rzeczy niż
życie w samotności
ale często dziesięciolecia mijają
zanim to sobie uświadomimy
i najczęściej
gdy dotrze to do nas
jest już zbyt późno
a nie ma nic gorszego
niż
gdy jest zbyt późno

Przełożył Paweł Sakowski


środa, 14 marca 2018

Dwie smutne samotności

Edward Hopper - Automat (1927)


**

Roberto Juarroz

Jedna samotność w środku,
a druga samotność na zewnątrz.

Są chwile,
gdy obie samotności
nie mogą się zetknąć.
Człowiek pozostaje wtedy pośrodku
jak drzwi
nieoczekiwanie otwarte.

Jedna samotność w środku.
Druga samotność na zewnątrz.
A drzwi dudnią od uderzeń.

Największa samotność
jest w drzwiach.

Przełożyła Marta Eloy Cichocka

wtorek, 13 marca 2018

Biała sól rozpaczy


Wino



Andrzej Bursa



Biały sad tęsknot

Oczarowanie

Ulic i ogrodów

Młodość zbudzona



Biała sól rozpaczy

Ucięte głowy

Rajskich ptaków marzeń

Młodość zdradzona



Sad kwitnący i soli gorycz

Rajskich ptaków złudne kolory

Wino czerwone

Autor obrazu: Dirk Jan Koets (1895-1956)

piątek, 9 marca 2018

Jeden sążeń pod ziemią

Tatuaże

Brian Patten

To jasne, że w jej młodych latach
Bujne tatuaże na ramionach babki
Były znakiem odwagi i wyrazistości;
Plamy wątrobowe, pęknięte naczyńka nie szpeciły
Piersi błękitnego ptaka, który wylatywał
Z kostki jej nadgarstka;
Na mięśniu dwugłowym
Żagle galeonu nie marszczyły się ani nie żółkły,
Każdy gniewny cierń granatowej różyczki był ostry jak igła,
A jej stulonych w pąk płatków nie pozacierał czas.
Jako dziecko próbowałem zgłębić tatuaże babki -
Były dla mnie tajemne jak runiczne pismo.
Plemienne ornamenty skończyły jednak jak jej brawura.
Z wiekiem barwy blakły,
A jej świat skurczył się do wysepki w mózgu,
Do guza, o który rozbiła się pamięć,
Aż w finale galeon spoczął na dnie,
Jeden sążeń pod liverpoolską ziemią,
Zwisły żagle, ptak oniemiał,
Różyczka poszła w ziarno.

Przełożył Jerzy Jarniewicz

środa, 7 marca 2018

Powieszony wolno się buja



***

Oleg Grigorjew

Pytam elektryka, co jest powodem,
Że sobie szyję obwiązał przewodem.
A elektryk w ogóle się nie odzywa,
Tylko wisi i wolno się kiwa.

Przełożył Jerzy Czech

**

Krótki komentarz Kornelii: Blog właściwie jest zamknięty, ale jeszcze wykonuję przegląd różnych książek i periodyków, których zawartości nie wykorzystałam. Może od czasu do czasu jeszcze coś zamieszczę. Ten krótki, tragiśmieszny utwór przepisałam z książki: Jerzy Czech, wdrapałem się na piedestał, Wołowiec 2013, Wydawnictwo Czarne.

Oleg Grigorjew (1943-1992) to postać kultowa, poeta, o którym się mówi, że każdy lokal, w którym mieszkał, zmieniał w pijacką melinę – chyba nie potrafił żyć inaczej. Nie dożył nawet 50 roku życia. Gdy poszedł pierwszy raz do szkoły, skradziono mu nowy tornister. Może nigdy już nie przezwyciężył tej traumy.

Zawiany Oleg uciekał w czarny humor. Powyższy utwór mnie rozśmieszył, dlatego go wybrałam. Nawet nie ma tu czego komentować. Nie wiemy, z jakiej przyczyny powiesił się elektryk. Może skonsumował za dużo wódki i był smutny, może nie mógł znieść trudów codziennej egzystencji, która, jak wiadomo, w Rosji jest szczególnie surrealistyczna i uciążliwa. W każdym razie zdesperowany fachowiec położył kres swemu życiu. Był to wybór ostateczny i nieodwołalny. Nieszczęsny elektryk już nie odpowie i niczego w swym życiu nie zmieni. Ciało tylko żałośnie się buja.
Przy dużej dawce fantazji możemy ten wiersz interpretować jako ostrzeżenie przed samobójstwem – dopóki żyjemy, możemy jeszcze odpowiadać i działać. Po tym, jak zaciśnie się pętla, na wszystko, poza bezsilnym kołysaniem się, jest za późno. Wydaje mi się jednak, że kultowy poeta Oleg chciał po prostu się pośmiać – swe utwory odczytywał kompanom od kieliszka.

Cóż, nie będę ukrywać, że też często mam chęć przejść na tamtą stronę – to codzienne zmaganie się z życiem jest nie do zniesienia. Bolą mnie stawy – być może dlatego, że w przeszłości byłam często zawieszana pod sufitem na łańcuchach – mam okropne ataki lęku, tracę pamięć, nie wiem, jak długo jeszcze dam radę pracować. Ale powiesić się – to raczej nie dla mnie – nawet nie wiedziałabym, jak się do tego zabrać, mam kłopoty z wiązaniem sznurówek... Ponadto czytałam, że na szubienicy z poddawanej egzekucji kobiety często wszystko wypada – z całą pewnością nie chciałabym tak wyglądać. A jak spróbuję rzucić się pod pociąg, to z moją zgrabnością tylko się potłukę i maszynista na mnie nakrzyczy...

Prawda jest taka, że za wiele nabroiłam w życiu, aby przeprawić się na drugi brzeg Styksu, jak pisałam już wiele razy. Z całą pewnością nie zaryzykuję tego skoku w ABSOLUTNIE NIEZNANE. To w końcu przyjdzie samo. Może czekają mnie jeszcze lata drżenia ze strachu i bolących stawów. I tak dobrze, że się nie zaraziłam, ale mimo to straszna bryndza.....

Brrrrrrrrrrrrrr......

sobota, 3 marca 2018

Zmienia się w czarną mgłę

The Black Cloud by Eugene Higgins (1874-1957) from Smithsonian American Art Museum

Czarna chmura



Meta Kušar



Lekarze psują swoje piękne żony.

Zadufana matka bezradne czoło dziecka

męczy do rozpaczy. Do wściekłości. To

przepowiednia. Osamotniona upada na gołą

ziemię, porywa ją burza. Pozostaje wśród chmur.

Zmienia się w czarną mgłę, która po tamtej stronie zakrywa

pachnące liście i rytm spokojnego oddechu.



Przełożyła z języka słoweńskiego Agnieszka Będkowska-Kopczyk

piątek, 2 marca 2018

Obrazy śmierci zwiastujące głód

Autor obrazu:  Andrea Kowch

Wrony

Danijela T. Bogojević

Wrony z klepsydry
Dziobią ziarnko do ziarnka

Dziewicza pustać
cmentarza
W południe
Nigdzie słońca
Ni nieba

Papierowe strachy
Łopoczą o białkówki
Obrazy śmierci
Zwiastujące głód

Tajemnicza pieśń
W cieniu nagrobka
Pociemniały portret
Uśmiech
Ziarnko do ziarnka
Wiatr rozsypuje noc


Przełożył z języka serbskiego Miłosz Waligórski

czwartek, 1 marca 2018

Czarne chodzi za trumnami


Louise Abbéma (1853-1927) - Elegant woman on a winter's walk

 
Zimowe majaki w Dolnej Bawarii

Reiner Kunze

Śnieżne wydmy, aż nagle
wystające spoza nich pionowe kształty
uznajesz za rogi oryksa

Biel jest barwą
nieba,
ziemi,
piekła

Czarne chodzi za trumnami


Przełożył Jakub Ekier

***

Krótki komentarz Kornelii: Zimowy wiersz urodzonego w 1933 niemieckiego poety. Jak dla mnie melancholijny, jeśli nie posępny.
Wszechobecna zima skuła świat, także świat uczuć. Rogi oryksa, antylopy rzadkiej i płochliwej, symbolizują daremność naszych pragnień. Biel to różne losy, które mogą nas spotkać w życiu, ale na końcu czekają piekło i czerń śmierci.

Czarne chodzi za trumnami

Cóż, jest zimno, ale wolę ten mróz, niż wiosnę, która w końcu jednak nadejdzie i wprawi mnie w przygnębienie. Na razie wszystko jest zakute w lód, jak moje serce, i tak jest dobrze.


Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...