czwartek, 16 sierpnia 2018

Dżuma czeka za progiem

Donald Sultan, Disaster Art


***


Tomas Venclova



Przerwa nie trwała długo, lecz po wielu

Latach niedoli wszyscyśmy sądzili,

Że nigdy się nie skończy. Przyjaciele

Dzielili się rymami i bawili.



W szkole był wszechobecny duch mądrości,

Pod arkadami fletu dźwięczne tony,

Na rynkach skoro świt mrowie ludności

i mnóstwo przypraw wiozły galeony



Kolory mozaik radowały oczy

i nęcił owoc dojrzały na słońcu.

Ale wyśmiani szaleni prorocy

Po raz kolejny mieli rację w końcu.


Od huku stali aż się trzęsie pokój,

Czernieje niebo, fale groźnie szumią,

Zgaś świecę i porządnie drzwi zablokuj.

Za progiem — Kaligula w parze z dżumą.



2014



Przełożył Zbigniew Dmitroca


8 komentarzy:

  1. Zaraza ma w sobie coś złowieszczego - właściwie nijak nie da się przed nią uchronić, to jak próba ukrycia się przed niewidzialnym wrogiem, który potrafi przenikać przez ściany. Trochę jak przytłaczający smutek nadchodzący z wnętrza w najmniej oczekiwanym momencie.

    Wiesz ... awansowałam niedawno o stopień wyżej. Mam okres próbny do listopada. Więcej obowiązków, większa odpowiedzialność (nie tylko za siebie, ale i za innych). Pomieszanie entuzjazmu i lęku.

    Dobrej nocy,
    Kaja

    OdpowiedzUsuń
  2. Tomas Venclova to urodzony w 1937 roku litewski poeta, przyjaciel Czesława Milosza. Ten wiersz powstał z pewnością jako reakcja na ostatnią wojnę na Ukrainie. Bałtowie, narody nieliczne, obawiają się rosyjskiej potęgi. Dla mnie utwór ma także wymowę uniwersalną – szczęście nie będzie trwać długo – dobre dni się skończą, w każdej chwili może nadejść jakaś plaga czy klęska. Dżuma to symbol nieszczęścia, Kaligula – ludzkiego okrucieństwa czy też zła.
    To zapewne dobrze, że Cię awansowali. Zawsze mówiłam, że uczciwa praca nie daje czasu na niemądre myśli. Niby można przepracować w empiku całe życie – są książki, zapewne w miarę przyzwoicie płacą - ale może pomyślałabyś o jakiejś bardziej ambitnej karierze. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aspekt zarazy został też świetnie przedstawiony w "Konradzie Walenrodzie" Mickiewicza. Z ciekawym, i bardzo aktualnym (paradoksalnie) odniesieniem muzłumańskim. Alegoria zarazy bardzo do mnie przemawia.

    Wiesz - kariera w empiku nie musi być wcale mało ambitna: kolejny stopień awansu to zastępca dyrektora, a w jeszcze kolejnym dostaje się swój empik. Póki co, do tego chciałabym dojść. Wtedy miałabym więcej luzu w pracy i godziwe pieniądze na kontynuowanie edukacji (studia z psychoterapii są bardzo drogie), a abstrahując od tego - zarządzanie ludźmi dobrze wygląda w CV, co jest dla mnie ważne ze względu na fakt, że póki co nie pracuję w zawodzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście ta pieśń o zarazie w Grenadzie jest mocna. Pamiętam też powieść Camusa „Dżuma”, ale trochę za bardzo moralizująca mi się zdała. I „Maskę śmierci szkarłatnej” Edgara Allana Poe – pompatyczną ale mocną.
    Z pewnością sama wiesz, co jest dla Ciebie dobre. Jak powiedziałam, Empik jest OK. W każdym razie cieszę się, że sobie radzisz. Jak wcześniej się pochwaliłaś swoją przyjaźnią z romantycznym elementem dworcowym, byłam pewna, że zginiesz bez ratunku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialnie zaaranżowali ją Stasiuk i Haydamaky na swojej płycie z tekstami Mickiewicza. Polecam! Zaraza w wykonaniu Poego bardzo do mnie przemówiła, lubię takie niestandardowe podejścia do tematu.

    Element dworcowy to jedyny epizod mojego życia, którego naprawdę żałuję. Nie żałuję żadnych negatywnych doświadczeń - choroby, związku, ponieważ wszystkie one w jakiś sposób ubogaciły mnie wewnętrznie. Tylko rok spędzony z tamtymi ludźmi napawa mnie odrazą.

    Marzy mi się mieć kiedyś własną stylową kafejkę, ale to raczej się nie urzeczywistni ;)

    Jak przetrwałaś lato?

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozpoznano wówczas obecność Śmierci Szkarłatnej. Przyszła jak złodziej nocny. I wszyscy biesiadnicy — jeden po drugim — padli w komnatach hulaszczych, skropionych rosą krwawego chrztu, i każdy skonał w rozpaczliwych odruchach swego upadku.

    I życie w zegarze hebanowym zamarło wraz z życiem ostatniego z tych wesołych chwatów. I żary trójnogów wygasły. I Ciemność, i Ruina, i Śmierć Szkarłatna rozpostarły wszędy swą władzę nieograniczoną.

    ***
    Ładne, aczkolwiek trochę pompatyczne. Dobrze, że Opatrzność nad Tobą czuwała. Od razu jak się pochwaliłaś tą dworcową znajomością, to mnie dreszcze przeszły. Powinnam była Cię od razu ostrzec, ale i tak byś mnie nie posłuchała. A zresztą nie mogłam ci ofiarować nic w zamian. Stylowa kafejka to obowiązek płacenia ZUS-u i podobnych danin. Niełatwe. Jeszcze nie przetrwałam, tak koszmarnego lata nie pamiętam, od kwietnia słonecznie i gorąco. A muszę jeszcze cały wrzesień wytrwać - już nie mam siły na tak nadmorską egzystencję. Może wcześniej wrócę do rodziców, ale nie wiem - wszyscy mi zazdroszczą takiego życia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham ten opis! (zawsze przemawiał do mnie patos :))

    Zapewne nie posłuchałabym, wtedy się czułam bardzo samotna i zagubiona, a oni to wykorzystali i zrobili mi pranie mózgu. Gdyby nie wszystkie moje dziwne doświadczenia, pewnie już dawno zaczęłabym pracować i dzisiaj miałabym swój Empik. Ale nie ma tego złego, jeszcze wszystko przede mną :) Opatrzność nazwałabym Bożą pomocą, naprawdę widzę wpływ siły wyższej w swoim życiu. Bardzo doceniam, że kiedy wpakowałam się w to całe dworcowe bagno, nie potępiałaś mnie (wiele osób wtedy zerwało ze mną zupełnie kontakt).

    Gdybym była bardziej zaradna, to postarałabym się o jakieś dotacje i dofinansowania i poszłabym w kierunku kafejki. Mam nawet w głowie bardzo dokładną wizję, jak powinna wyglądać. Poza tym, kocham piec, a karmienie ludzi smacznymi i słodkimi wyrobami to taka "bezpieczna" forma troszczenia się o nich.

    Cóż za smutna ironia losu - ludzie zazdroszczą Ci Twojego życia, podczas kiedy Ty im - spokoju ducha. Przygnębiające jest to, że większość dostrzega tylko fasadę, podczas kiedy tak naprawdę o jakości życia najbardziej decyduje to, co się ma w sobie.

    Dlaczego musisz wytrwać? Nie lepiej zaszyć się w chłodnym mieszkaniu w stolicy?

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo kłopotów i tułaczki wszystko dobrze się skończyło - całe życie przed Tobą - a będzie trwało i trwało :) Rzeczywiście los czy jakaś niezwykła moc Cię ocaliła, następnym razem zachowaj jednak ostrożność w związkach międzyludzkich, ponieważ cuda się nie powtarzają. Muszę tu wytrwać, ponieważ tak sobie urządziłam i niemądrze mi wracać wcześniej. Dopiero w październiku wracam do pracy na etat, w tej firmie czy w innej, mam wiele propozycji. Ale nie mam tu co z sobą począć, jeżdżę jeszcze na rowerze, ale nie tak, jak wcześniej, wszystko mnie boli, zestarzałam się, tradycyjnie trzęsę się ze strachu. W stolicy gorąco, może do rodziców wrócę.

    OdpowiedzUsuń

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...