Lilia
Stanisław Korab-Brzozowski
Ziejąc zatrute, zgniłe tchnienie,
Stęchłych wód tonie ołowiane
Leżą, bezwładnie odrętwione,
Wsłuchane w własne swe milczenie.
Patrząc na wód tych czarne tonie,
Białością swoją przerażona,
Chłonąc wyziewy ich zatrute,
Lilia omdlałe schyla skronie.
***
Kora mówi: Zapachy sierpniowego pociągu, trapiące Magnolię, wzbudziły we mnie pewne skojarzenia, dlatego postanowiłam, wstawić ten wiersz znakomitego poety-samobójcy. Ja też jestem czysta i delikatna jak lilia (cóż, może nie do końca) i muszę tkwić w cuchnącym bagnie materii. Przerażona swą delikatnością, mam chęć dziewczęco zemdleć (ale nie mogę ,zaraz przyjdzie jakiś osobnik i będzie mnie ratował metodą usta-usta, a fu). Uważam, że pośmiertnie Stanisław Korab powinien dostać Nobla.
To pracuj pilnie i sobie nie przerywaj. Spodziewałam się, że już napisałaś. Ta „kariera’ kawiarniana z pewnością nie ułatwia akademickich sukcesów…
Nie skończyłam, jeszcze nawet nie zaczęłam badań. Karierę kawiarnianą zakończyłam z rozmachem z początkiem lipca i, ku namowie rodziców, pozostaję bezrobotna. Natomiast umilam sobie czas próżniactwa wolontariatem w DPSie, gdzie miałam praktyki, wśród przemiłych staruszków i kotów.
Może dobrze, że masz wolontariat: koty są miłe, czego o staruszkach nie zawsze można powiedzieć. Nie podobało ci się w kawiarni?
Najważniejsze to skoncentrować się i napisać pracę magisterską. Należy oddawać się rzetelnej pracy akademickiej, a nie myśleć o głupotach
Historia z dzikiem mogła się skończyć tragicznie, najgroźniejsze są samice z młodymi. Na szczęście wykazałaś się zimną krwią i pokonałaś zagrożenie
Użyłaś kiedyś tego noża?
Musiałam uczynić ogromne koło, pchać rower, a potem z narażeniem życia jechać asfaltem. Ogarnięta kipiącym gniewem poszłam do restauracji z kuchnią kresową i zamówiłam gulasz z dziczyzny.
Lubieżni kłusownicy też są, ale jak widzę takiego, to przyspieszam.
Pieski może czują, że ich nie cierpię i się boję, i odpowiednio reagują. Niekiedy na rajd zabieram ze sobą noż myśliwski.
Ogólnie dziki unikają ludzi, ale to akurat było bardzo niebezpieczne miejsce, zjazd z góry, wąsko, żadnych możliwości wykonania manewru, dobrze, że nie uderzyłam w tę wrogo nastawioną samicę. Nie, nigdy nie użyłam noża, to tylko wtedy, jak rzeczywiście coś mnie ugryzie albo poszarpie kłami
W kniejach grasują też obleśni kłusownicy, grzybiarze, drwale, gajowi, leśniczowie, nadleśniczowie, może bardziej niebezpieczni od dzików. W sytuacjach krytycznych stosuję tylko szybkość i manewr :).
Za to w mieście i na plażach pełno jest ludzi i piesków, to jednak wolę lasy.
A praca magisterska ma poniekąd bardziej przygnębiającą tematykę, aniżeli dramaty Kane, albo chociaż porównywalną. Nie dla wrażliwych
i profesję, o ile pamiętam, wybrałaś niełatwą, ja bym z pewnością nie potrafiła biegać z basenem wśród pacjentów wydających ostatnie tchnienie…
Temat miałam trudny pod względem zrobienia badań, zmieniłam na taki, do którego łatwiej będzie mi znaleźć ludzi. Póki co, mam skończoną teorię, a żeby ruszyć dalej, potrzebuję odpowiedzi od promotorki.
Masz rację co do tego, że teraz każdy może skończyć studia. A później wzrasta bezrobocie. Uważam, że powinny być egzaminy wstępne i już początkowo jakaś selekcja, a nie wyłącznie matura o śmiesznym poziomie trudności. Wtedy część z tych ludzi przynajmniej wykonywałaby jakieś równie potrzebne, acz mniej „fajne” zawody.