Archiwum bloga

niedziela, 7 stycznia 2018

Kracze ci dusza



Sylwester

Vít Slíva

Na nowy rok
Na zewnątrz cisza
oblepiona śniegiem,
w piecu kilka gwiazd
grzebie w popiele.
Sam z rybią ością.
Oczy aż do dna zamarznięte,
usta z dykty
przybite starymi pocałunkami.
Kracze ci dusza.
Przełożył z czeskiego Franciszek Nastulczyk

22 myśli nt. „Kracze ci dusza”

  1. Nie martw się, przecież napisałam w moim ostatnim komentarzu, że w ramach postanowień noworocznych zamykam blog, który mi szkodzi i do tego nikt go nie czyta. Mam nadzieję, że przy tym wytrwam, te wiersze są straszne – a Ty zapewne niekiedy tu zaglądasz i też wpadasz w jakieś czarne nastroje. Może powinnam zablokować dostęp…
  2. Nie widziałam tego komentarza. Skoro zamknięcie bloga ma pomóc Ci poczuć się lepiej, życzę powodzenia :) A moje czarne dni są od niego niezależne.
  3. Do: Magnolia: Miałam nadzieję, że nieco się ustabilizowałaś, będąc u chrześcijan i masz mniej tych czarnych dni. Religia to często dobra kotwica. Ale dla osób nadwrażliwych życie nie jest łatwe. Radzisz sobie jakoś?
  4. Czasem wydaje mi się, że się ustabilizowałam, a czasem zupełnie odwrotnie. Wiodę stabilne życie – pracuję w kawiarni (bardzo tego chciałam), mieszkam wciąż w tym samym miejscu, a w tym roku muszę też wreszcie napisać i obronić pracę magisterską. Lecz choć żadne codzienne dramaty mnie nie dotyczą, choć nikt się nade mną nie znęca i wszystko jest zwyczajne, w mojej głowie mnożą się lęki i smutki. Muszę się pogodzić z tym, że już zawsze taka będę. Poniekąd też nie chciałabym być inna. Radzę sobie.
    P.S. Czytałam Twoją odpowiedź do komentarza tłumacza i mam pytanie: wydawałaś jakieś swoje utwory?
  5. Coś tam wydawałam, ale oczywiście Ci nie powiem :) Nie mogę wyjawić, kim jestem.
    Cieszę się, że sobie radzisz. Niestety, jak dusza ma skłonność do melancholii i smutku, trudno jest o jakieś lekarstwo. Ale ludzie są różni, melancholicy, introwertycy, mają swój własny, niezwykły świat. Dobrze, że nie nabroiłaś w życiu tak, jak ja. Wiersze tłumacza usunę.
  6. Wiem, że nie powiesz, nie zamierzałam nawet o to pytać :) Chodziło mi raczej o fakt, że może przypadkiem czytałam lub przeczytam coś Twojego zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy – taka dwutorowa płaszczyzna komunikacji. To jest fascynujące. Zresztą sam fakt rozmowy internetowej też jest fascynujący, gdyby się nad tym zastanowić.
    Na smutki i melancholie bardzo mi pomaga świadomość, że są ludzie, którzy czują i myślą podobnie. Taka podgromada ludzi samotnych i niedopasowanych.
    Zdumiewające, że tłumacz dotarł do publikacji swojego tekstu.
  7. Nie wydaje mi się, żebyś znała coś mojego. Przestałam już kilka lat temu, po moich dramatach. Cóż, trzeba jakoś trwać ze swoim niedoskonałym przystosowaniem. Jeżeli pracujesz kawiarni, to jesteś silna :)
  8. Szkoda, że przestałaś, pisanie działa terapeutycznie.
    Praca jest skutecznym lekarstwem na myślenie, także pracuję nawet w weekendy. Początkowo spotykałam się z wrogością ze strony współpracownic, ale teraz jest dużo lepiej, zaakceptowały mnie :)
    Chętnie przeczytałabym jakiś Twój niepublikowany tekst, którego pokazanie nie zagrażałoby Twojemu poczuciu anonimowości. Jeśli zechcesz pokazać :)
  9. Niestety, wypaliłam się jakby z dnia na dzień. Nie uwierzyłabym, gdyby mnie to nie spotkało. Ale mam inną pracę, jak wiesz. Rzeczywiście praca jest znakomitym lekarstwem na myślenie ,sposobem na zajmowanie czasu. Dlatego cieszę się, że masz zajęcie. Ja bym tego nie potrafiła.
    Ale jak lubisz, to dobrze. Zapewne klienci lubieżnie się gapią, im któryś starszy tym gorszy.
    Wydaje mi się, że jak przetrwałaś tę odyseję z wiadomym elementem, to sobie zawsze poradzisz, jeśli tylko somatyczne zdrowie dopisze, tak, że dbaj o siebie.. .
    Wiesz, nie pisałam do szuflady, tylko for money. Wszystko opublikowane.
  10. Bardzo Cię szanuję za to, że potrafisz powiedzieć wprost, że coś robiłaś dla pieniędzy, gdyż żyjemy w tak zakłamanym społeczeństwie, iż ludzie nie są w stanie tego przyznać nawet sami przed sobą, przypisując sobie wzniosłe pobudki.
    Właśnie z klientami nie miewam takiego problemu, a jeśli już, to sporadycznie. Czasem pojawia się element podobny do tego, z jakim przestawałam jakiś czas temu, (wszak to kawiarnia w dworcu głównym), lecz wtedy dzwonię po ochronę i dwaj mili panowie, nie wymagając ode mnie zbędnych tłumaczeń, wypraszają kogo trzeba :) Fascynuje mnie obserwacja ludzi w sali, strzępki ich rozmów, to, co się między nimi rozgrywa. Poza tym, bardzo lubię przygotowywanie kaw, deserów i tym podobnych rzeczy (minionej jesieni odkryłam swoje pasje kulinarne).
    Somatyczne załamanie miałam ponad miesiąc temu – gdyby nie moi bliscy znajomi ze zboru, położyłabym się i dogorywała, bo nawet nie byłam w stanie pojechać do rodziców.
    Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócisz do pisania czegoś własnego, gdyż domyślam się, iż warto byłoby przeczytać :)
  11. Aj, szanujesz mnie za mój cynizm :) Tak naprawdę utrzymywałam się z pisania, nie mogłam sobie pozwolić na szufladę. Zresztą zdarzyło mi się popełniać obszerne dzieła, w których stosunek włożonej pracy do płacy zbytnio się nie opłacał.
    W korporacji jest lepiej, nie trzeba myśleć. Moje opowieści o niszczącej mi umysł demencji są prawdziwe. .
    Niekiedy zdarzało mi się siedzieć w kawiarni i patrzeć na tłum przechodzących ludzi. Wiedziałam, że każdy ma jakąś swą historię, często smutną, tragiczną.
    Uważaj na siebie w sprawie chorób somatycznych. Bierzesz jeszcze antydepresanty?
    Wiesz, są do kupienia wiersze Emily Dickinson w przekładzie Barańczaka i z angielskim tekstem. Wszelkie tłumaczenie nie odda oryginału. masz więc motywację do nauki języków:)
  12. Antydepresanty nadal biorę i myślę, że będę musiała je brać już zawsze. Najwidoczniej mam skrajnie depresyjną osobowość. Natomiast od bardzo dawna nie biorę benzodiazepin i nie miałam problemów z odstawieniem, pomimo, że są silnie uzależniające. Najwidoczniej nie mam skłonności do nałogów :)
    Utrzymywanie się z pisania wymaga dużej pewności siebie, albo odwagi. Ja nie zniosłabym świadomości, że mój byt jest uzależniony od czegoś tak płochego i ulotnego, jak wena twórcza. I tak niemal obsesyjnie boję się problemów finansowych, pomimo że zarabiam wystarczająco i zawsze mogę liczyć na pomoc rodziców.
    Torturujesz z tym pisaniem o obszernych dziełach, bo teraz jestem jeszcze bardziej ciekawa, a skazana na wieczną niewiedzę :)
    To jest fascynujące, że przyglądamy się ludziom, o których zupełnie nic nie wiemy. Takie bycie razem, ale jednak osobno, w mentalnie innych światach.
    Praca w korporacji kojarzy mi się raczej z myśleniem, aczkolwiek nie tak twórczym, jakiego wymaga pisanie. Bezmyślną pracę mam ja :) A Twoje problemy z koncentracją mogą być wywołane także depresją, tak się często zdarza przy tej chorobie.
    Czytałam Dickinson zarówno w oryginale, jak i w kilku przekładach, w tym amatorskich. Swojego czasu bardzo interesowało mnie życie tej poetki, jest w nim bowiem wiele tajemnic. Chciałabym znać kogoś takiego, jak ona.
  13. Ta książka to „Wiersze wybrane” Emily Dickinson, wydane przez wydawnictwo Znak w 2016 roku, z ładnym wstępem. Emily była tak introwertyczna, że nawet z pokoju nie chciała wychodzić. Cóż, ja niekiedy muszę wyjść z mieszkania.
    Studiowanie poezji i życia tej autorki to temat na całe życie. Biografii jest wiele, przeważnie po angielsku. Ja jednak nie potrafię skoncentrować się na jednym temacie, wciąż ciekawi mnie coś innego. Zresztą Emily jest dla mnie zbyt staroświecka i religijna.
    Zakładam, że te antydepresanty bierzesz przeciwko tej innej chorobie. Jak się ma prawdziwą depresję, to się leży, a nie krząta żwawo z tacą… :) Gdyby nie ta druga plaga, powiedziałaby, żebyś odstawiła.
    Ja nie mam depresji, tylko demencję starczą :)
  14. Poszukam tego wydania, skoro nowe, to powinno być łatwo osiągalne.
    Ja również często zmieniam obiekty zainteresowań, ale bywa, że po czasie wracam do tematów zgłębianych wcześniej.
    Antydepresanty biorę, oczywiście, z powodu depresji, ponieważ ich brak doprowadziłby mnie do takiego stanu, kiedy leżę i patrzę w sufit, nie mając nawet siły ze sobą skończyć. Obecny lek ma poprawiać koncentrację i zwiększać energię.
    Moja praca nie polega na krzątaniu się z tacą :) A jeśli już, to sporadycznie :) Głównie przyjmuję zamówienia, przygotowuję różne rzeczy (kawy, koktajle, desery, etc.), wypiekam ciastka, codziennie robię zwroty gazet (bo u nas sprzedajemy też gazety) i ogarniam różne pozostałe sprawy bieżące.
    Demencję starczą to będziesz miała za dwadzieścia, trzydzieści lat. Póki co, blokuje Cię obniżony nastrój i mechanizmy obronne.
  15. Aj, Magnolio, wiesz, że ja nie lubię wiosny. Ale w tym roku jakoś mi wszystko jedno. Za szybko tracę pamięć. Nie mogę wyjść z przeziębień, co wsiądę na rower, to potem wszystko mnie boli, mimo, ze długo mieszkałam nad morzem. Może jak się ociepli, to będzie mi nieco lepiej.
    Ogólnie rzecz biorąc długie dni, kwitnące drzewa, słońce i mocno rozebrani pasażerowie komunikacji miejskiej to okropność.
    A Ty radzisz sobie w przedwiośniu?
  16. Wiem, dlatego właśnie gdy nadeszły słoneczne dni, pomyślałam o Tobie – przecież tak bardzo przygnębia Cię wiosna … Przykro słyszeć, że ciągle chorujesz, może jeszcze zbyt wcześnie na rowerowe przejażdżki. Albo stres i smutek przyczyniły się do obniżenia odporności.
    Radzę sobie, choć obecnie mam tyle na głowie, że zaczyna mnie to trochę przerastać. Na początek lipca mam wyznaczony termin obrony pracy magisterskiej, a w międzyczasie pisanie tejże, praktyki, praca. A niestety mam zbyt mało samodyscypliny, żeby w celu zyskania czasu zrezygnować z drobnych przyjemności, jak książka czy film.
  17. Czy myślisz, że możesz rozmawiać z pustką? Wszystko zostało już powiedziane. Nie wiem, co mam napisać. masz jakieś kłopoty?
  18. Nie mam nic do powiedzenia. Ale wstawiłam jeszcze dla Ciebie wiersz, nie do końca smutny. Nie traktuj poważnie tego, co tu napisałam i wstawiłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...