Kora płonie w piekle
wyzuty
Charles Bukowski
płonie w piekle
i nigdzie nie pasuje ta cząstka mnie
chociaż inni potrafią wymyślić
co zrobić
z czasem
dokąd pójść
razem
o czym gadać
między sobą.
płonę
w piekle
gdzieś na północ od Meksyku
kwiaty tu nie rosną.
nie jestem
jak inni
inni są jak
inni.
wszyscy podobni:
łączą się
zbierają
skupiają
rozradowani i
syci
ja
płonę w piekle.
moje serce ma tysiąc lat.
nie jestem
jak inni.
umarłbym na tych ichnich piknikach
uduszony ich sztandarami
znokautowany ich pieśniami
niekochany przez ich żołnierzy
przebity ich humorem
zamordowany ich troską.
nie jestem
jak inni.
jestem w piekle
i płonę.
w piekle
w sobie.
Przełożył Michał Kłobukowski
9 myśli nt. „Kora płonie w piekle”
Radzę, choć tęsknię za tym cholernym psychopatą (nie mamy kontaktu od ponad dwóch miesięcy). Intensywnie zaprzyjaźniam się z pracą dyplomową, poza tym intensywnie pracuję, a wolne dni poświęcam na wolontariat. Tylko dzisiaj odpuściłam sobie wszystko, tak z rozsądku, by podleczyć nieco zarazę jesienną, którą mnie dopadła i nie chciała puścić. Ale jestem zadowolona, bo zrobiłam mnóstwo takich głupich, odwlekanych czynności, jak powysyłanie ważnych maili, zadanie ważnych pytań, etc. Nie rozumiem ludzi, dla których takie formalności są codziennością – dla mnie to męka.
A Ty jak sobie radzisz? Wróciłaś do pracy?
Cóż, pan „wampir psychiczny” to sprawa beznadziejna, jak już dawno temu zauważyłam, na szczęście jakoś to przetrwasz.
Tak, wróciłam do pracy na etat, ale korporacje nie są już tym, czym były, niekiedy siedzę bezczynie i niełatwo to wytrzymać.
Sesja mi się podobała, może powtórzę…
Aczkolwiek przeziębiłam się, jak Alix wyrzuciła mnie gorącą na zimno.
Nie możesz mnie zrozumieć, szaleństwo jest irracjonalne, i tak wszystkiego nie piszę
Boję się farmakologii, jak już mówiłam. I tak śpię na jawie, nie mam koncentracji, lekarstwa mogą okazać się tym ostatnim gwoździem…
Byłam kiedyś w małżeństwie, ale już nie pamiętam. Zmysłowa przyjemność, jak się po latach zdaje, była średnia
Ja już kilka razy w tym miejscu zadeklarowałam, mniemam, że to nie chęć poddania się karze, ale wrodzony masochizm, być może jedno i drugie, sama nie wiem…
„Lepiej nie byc wyjatkowym” – sama przeciez (przynajmniej podswiadomie) wiesz, ze to bzdura (?). Latwiej, milej… owszem, ale nie „lepiej”. Wolalabys byc kims ‚zwyczajnym’? ‚Taka jak wszyscy’? Po prostu zniknac w szarym tlumie? Znikniesz przeciez i tak, jak wszyscy, jak gdyby nigdy Cie nie bylo. Ale do tego czasu masz te przyjemnosc (perwersyjna) ogladania ‚wszystkich’ z niby-bolesnego oddalenia…
A, btw, ‚kiedys w korporacjach’ nie bylo czasami ” bezczynnego siedzenia” ;>?
Wyjątkowość to klątwa. Chciałabym tak się nie bać, nie doświadczać tych fal paniki i gniewu, być zdolną do uczuć i kontaktów międzyludzkich, nie mieć takiej przeszłości, że wymienię tylko to.