Archiwum bloga

sobota, 6 stycznia 2018

Jak wyblakłe kości

 
Opublikowano 
Mokradło w listopadzie
Alke Bolte
Martwe pnie brzóz
wyrastają z pozbawionej życia wody
jak wyblakłe kości.
Opary mgły
jak stracone dusze
unoszą się z ciemnej ziemi.
Pochłaniają słońce.
Trawy, blade, bezbarwne
pogrążone w żałobie. Poją
grunt swymi lejącymi się łzami.
Czas się zatrzymał, skamieniały.
Martwa cisza wypełnia rozległą przestrzeń.
Mgła połyka granicę
między niebem a ziemią.
Rozprzestrzenia się wieczność.
Przełożyła: kora-kora-kora
Moor im November
Alke Bolte
Tote Birkenstämme
wachsen aus leblosem Wasser
wie bleichende Knochen.
Verlorenen Seelen gleich
steigen Nebel
aus dunkler Erde auf.
Verschlingen die Sonne.
Bleich entfärbte Gräser
trauern. Tränken mit
tropfenden Tränen den Grund.
Zeit hält inne, erstarrt.
Leblose Stille erfüllt weiten Raum.
Nebel verschluckt die Grenze
zwischen Himmel und Erde.
Ewigkeit breitet sich aus.
***
Komentarz Kornelii: Smętny jesienny wiersz urodzonej w 1935 roku poetki z Niemiec. Listopadowe mokradło jest dla artystki symbolem przemijania i śmierci. Pnie brzóz są martwe, woda pozbawiona życia, mgielne opary przypominają stracone, potępione dusze.
Blade trawy płaczą żałośnie – to symbol naszej bezsilności wobec potęgi bezlitosnego Thanatosa i absurdu istnienia. Możemy tylko płakać.
Czas się zatrzymał, skamieniały.
Martwa cisza wypełnia rozległą przestrzeń.
Oznacza to, że gdy życie wygaśnie, czas przestanie płynąć. Pozostaje wieczność, ale jest to wieczność martwa, bez tchnienia życia czy nadziei. To wieczność nicości, albo posępnej krainy potępienia.
Cóż, ja lubię spacerować po późnojesiennym lesie. Mokradeł nie ma, ale jakiś staw czy niewielkie grzęzawisko niekiedy się trafi. Przyroda jest martwa, oprószona lekkim całunem śniegu. Wygląda, jakby życie zamarło i wiosna nie przyjdzie nigdy. Ja też czuję się martwa i dobrze mi w listopadowym lesie. Jestem jak wyschła kość, podobna do uschłych drzew, spragniona rychłej nocy. Słońce już chyli się ku zachodowi, wkrótce będzie ciemno. Kocham ten mrok.
Szkoda, że ten cudowny miesiąc już się kończy. Grudzień też jest dobry, ale przecież ten paroksyzm świąt, rozświetlonych choinek burzy mój spokój. A i dni pod koniec grudnia zaczynają się wydłużać, zapowiadając torturę wiosny i udręki lata. Nie to, że nie lubię świąt, są mi obojętne.
Chciałabym, aby listopad ciemności i snu trwał wiecznie.
Gdy tylko wrócę do domu, nastawię płytę Pink Floydów, wsunę się pod kołdrę i zasnę z nadzieją na Nieobudzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...