***
Ernst Meister
Jest
w błękitnym Nigdy
gra, która nazywa się
rozkład.
w błękitnym Nigdy
gra, która nazywa się
rozkład.
Z zimowego drzewa
zwisa liść,
kręci się
i obraca.
zwisa liść,
kręci się
i obraca.
Motyl
odpoczywa
na luźnej rzęsie
śmierci.
odpoczywa
na luźnej rzęsie
śmierci.
Przełożyła kora-kora-kora
***
Ernst Meister
Es gibt
im Nirgendblau
ein Spiel, es heißt
Verwesung.
im Nirgendblau
ein Spiel, es heißt
Verwesung.
Es hängt
am Winterbaum
ein Blatt, es
dreht und
wendet sich.
am Winterbaum
ein Blatt, es
dreht und
wendet sich.
Ein Schmetterling
ruht aus
auf Todes
lockerer Wimper.
ruht aus
auf Todes
lockerer Wimper.
**
Komentarz Kornelii: Posępny wiersz hermetycznego poety z Niemiec. Ernst Meister ( 1911-1979), którego już przedstawiałam, często kreował utwory melancholijne o smaku pustynnej goryczy.
W tym wierszu poeta z pewnością przekazuje nam swą wizję Bycia, które nieuchronnie kończy się zgonem i rozkładem.
Błękitne Nigdy to życie, które właściwie jest tylko czczą iluzją.
Błękitne Nigdy to życie, które właściwie jest tylko czczą iluzją.
Ludzkie bytowanie trwa tylko chwilę, człowiek jest jak liść, dla którego starość to zima. Martwy liść bezsilnie obraca się na wietrze. Za chwile spadnie i gnije. Podobnie człowiek właściwie już za życia jest martwy. Nasza egzystencja jest tylko czekaniem na rozkład.
Nawet, jak w młodości ludzka istota czuje się wspaniale, bajecznie kolorowo, jest tak naprawdę jak ten kruchy motyl, skazany na śmierć, która nastąpi tak szybko, jak kilka trzepotów rzęs.
Cóż mogę do tego dodać? Chodzę wprawdzie i oddycham, a jednocześnie jednoznacznie wiem, że w prawdziwym sensie już nie żyję. Rozkłada się i traci swe walory intelekt, postępuje też rozkład ciała, o czym świadczy zastraszająca inwazja zmarszczek.
Za kilka mgnień dmuchnie wicher,i martwy liść Kora oderwie się od gałęzi i opadnie w zgniłą wodę ostatecznej kałuży.
Za kilka mgnień dmuchnie wicher,i martwy liść Kora oderwie się od gałęzi i opadnie w zgniłą wodę ostatecznej kałuży.
Na razie wciąż się cieszę, że jest listopad i o godzinie 16 zapada już zmierzch. Mogę ukrywać się w łóżku wcześnie i bez wyrzutów sumienia. Tym niemniej, jak zazwyczaj, nie mogę czuć się swobodnie, jestem zatroskana, że mój ukochany miesiąc przemija tak szybko.
3 MYŚLI NT. „NA LUŹNEJ RZĘSIE ŚMIERCI”