Czymże twe życie?
Miguel de Unamuno
Czymże twe życie, duszo? Twa nagroda?
Deszczem na wodach!
Czymże się rządzi, duszo, twoje życie?
Wichrem na szczycie!
Deszczem na wodach!
Czymże się rządzi, duszo, twoje życie?
Wichrem na szczycie!
Jakże twe życie, duszo, się odmienia?
Jaskinią cienia,
deszczem na wodach,
wichrem na szczycie,
jaskinią cienia!
Jaskinią cienia,
deszczem na wodach,
wichrem na szczycie,
jaskinią cienia!
Łzami są deszcze, w których nieba płaczą,
nieukojonym jękiem – wichru wycie,
niepocieszoną cienie są rozpaczą:
a deszcze, wichry i cień tworzą życie.
nieukojonym jękiem – wichru wycie,
niepocieszoną cienie są rozpaczą:
a deszcze, wichry i cień tworzą życie.
Przełożył Janusz Strasburger
***
Komentarz Kornelii: Posępny wiersz znakomitego hiszpańskiego filozofa i poety. Miguel de Unamuno y Jugo (1864-1936) pochodził z Kraju Basków. Za swe śmiale wystąpienie o mało nie został zgładzony przez siepaczy generała Franco.
Wymowa utworu jest niezwykle mroczna i nietrudna do zrozumienia. Życie jest tylko połączeniem łez, smętnych jęków i rozpaczy, która nie znajdzie ukojenia. Jedyną nagrodą, jakiej może oczekiwać dusza, czyli istota ludzka, jest gorzki płacz. Nie ma pociechy ani nadziei.
Jaskinia cienia pozornie przypomina jaskinię Platona, tu jednak jest symbolem mroku, bólu i zwątpienia.
Cóż mogę powiedzieć? Całkowicie i jednoznacznie zgadzam się iberyjskim bardem. Dodałabym do tego jeszcze LĘK.
Jestem u rodziców. Pogoda moja wymarzona. Bardzo ciemno, pochmurno, deszczowo. Niekiedy się uspokajam, często wszakże miotają mną fale lęku. Trwogi przed ogólną sytuacją, eschatologicznymi majakami a także zwykłą prozą życia. Szukam schronienia pod kołdrą w pozycji embrionalnej. Nie wiem, jak rozładować ten lęk. W ubiegłym roku zafundowałam sobie w tym mniej więcej czasie sześć sesji u Dominy – trochę pomogły. To tyle na temat mojego manicheizmu i ascezy, aczkolwiek nie jestem pewna, czy sadomasochistyczne igraszki z samymi kobietami można określić jako interakcje seksualne. Ale teraz moja Domina, najlepsza w mieście, jest ciężko chora, a nie mam chęci szukać nowych.
Usiłuję znaleźć wytchnienie, wydając pieniądze. Kupiłam wielki telewizor, drogie płyty winylowe i baterię kosztownych win. Na trzeźwo Świąt nie przetrwam, to pewne. Wydaje mi się, że już utonęłam bez ratunku w tym egzystencjalnym koszmarze. Mam bilet do teatru, jeśli uda mi się uspokoić, przez dwie godziny może będzie mi lepiej.
Usiłuję znaleźć wytchnienie, wydając pieniądze. Kupiłam wielki telewizor, drogie płyty winylowe i baterię kosztownych win. Na trzeźwo Świąt nie przetrwam, to pewne. Wydaje mi się, że już utonęłam bez ratunku w tym egzystencjalnym koszmarze. Mam bilet do teatru, jeśli uda mi się uspokoić, przez dwie godziny może będzie mi lepiej.
Smutne, bezwolne żyjątko
Ucieczka z akwarium
Krisztián Peer
Wymykam się ze strefy,
w której żyję.
Dotąd i nie dalej!
Nie będę dłużej
smutnym bezwolnym żyjątkiem.
Zaczyna się nowa bajka
gdzieś za pęknięciem światła.
Jakaś twarz patrzy
na twarz, którą widzę.
Czyni lustrem
to, co istnieje.
Nie mogę tak bardzo się cofnąć,
by mnie widziała.
Źle żyć,
zły jest porządek
między stanami skupienia.
w której żyję.
Dotąd i nie dalej!
Nie będę dłużej
smutnym bezwolnym żyjątkiem.
Zaczyna się nowa bajka
gdzieś za pęknięciem światła.
Jakaś twarz patrzy
na twarz, którą widzę.
Czyni lustrem
to, co istnieje.
Nie mogę tak bardzo się cofnąć,
by mnie widziała.
Źle żyć,
zły jest porządek
między stanami skupienia.
Przełożył Jerzy Snopek
***
Komentarz Kornelii: Niezwykły wiersz urodzonego w 1974 roku w Dorong węgierskiego poety, autora i scenarzysty. Jak dla mnie nie jest to utwór smutny, zamieszczam jako exceptio. Spodobały mi się słowa:
Nie będę dłużej
smutnym bezwolnym żyjątkiem.
smutnym bezwolnym żyjątkiem.
Autor zdaje więc sobie sprawę z nędzy i żałości swojej, a także w ogóle ludzkiej egzystencji. Być może jest to wiersz o pragnieniu śmierci, a nawet zapowiedź samobójstwa. Poeta nie chce już żyć w tym „akwarium”, koszmarnym więzieniu, jakim jest nasze Tu i Teraz, jak również nasze aberracyjne ciało.
Ma nadzieję, że w innym wymiarze, w tej nowej rzeczywistości, będzie lepiej:
Ma nadzieję, że w innym wymiarze, w tej nowej rzeczywistości, będzie lepiej:
Zaczyna się nowa bajka
gdzieś za pęknięciem światła.
gdzieś za pęknięciem światła.
Ta twarz, którą widzi nasz zrozpaczony bohater, to zapewne oblicze łaskawego Boga. Ale w doczesnym bytowaniu nie możemy zwrócić na siebie uwagi Najwyższego
Źle żyć,
zły jest porządek
między stanami skupienia.
zły jest porządek
między stanami skupienia.
Rozumiemy te słowa tak, że w danym nam między innymi wymiarami istnieniu dobrze być nie może. Tylko po zmianie światów osiągniemy spokój i szczęście.
Cóż, ja też czuję się jak smutne, bezwolne żyjątko, zamknięte w akwarium. Tym bardziej, że jako skrajna introwertyczka widzę świat, jak przez taflę wody, jak z akwarium, toteż muszę się mocno koncentrować, żeby jakoś przetrwać.
Tym niemniej do innego wymiaru się nie śpieszę. Nie mogę sobie wyobrazić „nowej bajki”. Wolę nie wyskakiwać z akwarium, nigdy nie wiadomo, gdzie się spadnie. Prędzej niż później i tak nas wyłowią i być może upieką. W istnienie dobrotliwego Boga mocno wątpię, bardziej przemawia mi do przekonania coraz bardziej rozpowszechniona wśród astronomów hipoteza kosmicznego ZOO, w myśl której jesteśmy czymś w rodzaju bakterii czy robaczków, hodowanych bardziej dla rozrywki niż dla nauki przez bezmiernie inteligentnych kosmitów. A co się staje z laboratoryjnymi robaczkami, gdy eksperyment się skończy?
To są sprawy wymykające się zresztą umysłowi. Stłumienie myślenia jedyną nadzieją na uniknięcie obłędu.
Jak dwa przegniłe płatki
Zaczyna brakować powietrza
Owinięta w mój smutek
Gila Philipp-Kullmann
Owinięta w mój smutek
związana sznurkiem
jak paczka
jak stanę się mistrzem
uwalniania się z więzów
zaczyna już brakować
powietrza
związana sznurkiem
jak paczka
jak stanę się mistrzem
uwalniania się z więzów
zaczyna już brakować
powietrza
Przełożyła kora-kora-kora
Eingerollt in meine Trauer
Gila Philipp-Kullmann
Eingerollt in meine Trauer
als Paket
zusammengeschnürt
wie werde ich
Entfesselungskünstler
die Luft
wird schon knapp
als Paket
zusammengeschnürt
wie werde ich
Entfesselungskünstler
die Luft
wird schon knapp
***
Komentarz Kornelii: Krótki, ale porażająco smutny wiersz urodzonej w 1942 roku w Berlinie niemieckiej poetki, laureatki licznych nagród. Bohaterka jest skrępowana pętami smutku, więzami depresji. Czuje się bezradna, ściśnięta. Pragnie się uwolnić, zastanawia się, jak tego dokonać. Ale:
zaczyna już brakować
powietrza
powietrza
Kobieta nie już sił na podjęcie walki. Może jest już za późno. Czy smutek ją zdławi?
Cóż, często czuję się podobnie, owinięta we własny smutek, związana lękiem. Oczywiście w grudniu jest lepiej, długie noce nie pozwalają mi się obudzić. Jeśli mam pracę, smutek nie może mocno mnie ugodzić. Ale i tak czuję się sparaliżowana, związana. I zaczyna mi brakować powietrza. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Listopad, cudowny miesiąc, dobiegł końca. Święta wymagają jednak pewnej energii, wysiłków. Choinki, prezenty, dekoracje, światła, rozniecają melancholię. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Zostać z rodziną? Wyjechać? Czy muszę podejmować te decyzje?
Cóż, często czuję się podobnie, owinięta we własny smutek, związana lękiem. Oczywiście w grudniu jest lepiej, długie noce nie pozwalają mi się obudzić. Jeśli mam pracę, smutek nie może mocno mnie ugodzić. Ale i tak czuję się sparaliżowana, związana. I zaczyna mi brakować powietrza. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Listopad, cudowny miesiąc, dobiegł końca. Święta wymagają jednak pewnej energii, wysiłków. Choinki, prezenty, dekoracje, światła, rozniecają melancholię. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Zostać z rodziną? Wyjechać? Czy muszę podejmować te decyzje?
W pustych oczach tylko łzy
Śmierć mówi szeptem gorącym
Śmierć
Józef Czechowicz
Za ścianą płaczą dzieci
Ona do mnie mówi
Oddycham lodowym kwieciem
nieznanych równin
Ona do mnie mówi
Oddycham lodowym kwieciem
nieznanych równin
A tam kołysanki
a tu chust poszum
nie ma nic gorętszego cichszego od jej głosu
Na próżno żyję myślę chodzę tylko przed Progiem
a gdy płynę przez miasto wieś
szumię lasami kawiarnią bezdrożem teatrem
to ona zawsze jest gdzieś
za ciszą nocną wiatrem
a tu chust poszum
nie ma nic gorętszego cichszego od jej głosu
Na próżno żyję myślę chodzę tylko przed Progiem
a gdy płynę przez miasto wieś
szumię lasami kawiarnią bezdrożem teatrem
to ona zawsze jest gdzieś
za ciszą nocną wiatrem
Zgłuszyć nie mogę
Nieruchome nad ulicą zachody
miedziane jak grosz
gwarzące syrenami samochody
mury fabryk w nieustannym tętnie
mądry pociągu bieg
krzyczą o życiu namiętnie
nie wierzą że jest brzeg
Nieruchome nad ulicą zachody
miedziane jak grosz
gwarzące syrenami samochody
mury fabryk w nieustannym tętnie
mądry pociągu bieg
krzyczą o życiu namiętnie
nie wierzą że jest brzeg
Ja chcę nie wierzyć i nie chce wierzyć mały poszarpany kruk
którego psy rozdarły
śmierć chodzi ona do mnie mówi szeptem gorącym
zdaje się że z obrazu złotego dna wychodzi Bóg
schyla się nade mną umarłym i krukiem zdychającym
którego psy rozdarły
śmierć chodzi ona do mnie mówi szeptem gorącym
zdaje się że z obrazu złotego dna wychodzi Bóg
schyla się nade mną umarłym i krukiem zdychającym
Na rzęsach wstydliwa łza
widzę w niej świat gliniany jak skarbonka
nachodzi na mnie lodowa łąka
to już nie ja
widzę w niej świat gliniany jak skarbonka
nachodzi na mnie lodowa łąka
to już nie ja
I ciebie kruku nie ma
(może nikogo nie ma za złotym tłem)
zawiły schemat
(może nikogo nie ma za złotym tłem)
zawiły schemat