0,188
Charles Bukowski
rozpuszcza się, wszystko się rozpuszcza: ci, co wydawali
nam się wielcy, tacy wyjątkowi – rozpuszczają się;
nawet kot
idący po dywanie rozwiewa się w
kłąb dymu;
państwa prują się w szwach
i z dnia na dzień stają się
potęgami dziesiątej rangi;
ktoś, kto miał średnią trafień 0,330 nagle nie widzi
piłki i ma już tylko 0,188,
siedzi na ławce, odsunięty
i rozmyśla nad
resztą swojego życia;
mistrza wagi ciężkiej nokautuje fuks
któremu dawano 1 szansę na 40;
rozpuszcza się, wszystko się rozpuszcza -
kochankowie odchodzą, a
stare auta nawalają
na autostradzie w godzinach szczytu;
patrzę na swoje zdjęcie
i myślę
kim jest ten
niezgrabny
głupi
staruch?
rozpuszcza się – po nocach gromów i
głodu
nastał
spokój;
na półce biblioteczki
szukam
mostka od dentysty;
i w ogóle nie przychodzi mi do głowy
czym zakończyć
ten wiersz;
niektórym ludziom
jeszcze przed śmiercią
udaje się zobaczyć
własne
widmo.
Przełożył Michał Kłobukowski
W każdy razie cieszę się (w jakiś sensie
Będę czasem wpadał (mimo, że „blog pozostaje zamknięty”) ;).
Pozdrowienia z (niestety) Bułgarii.
Właśnie dlatego zaglądam
A świat „smutny” raczej nie jest. Jest `jaki jest` po prostu… . Jest… `normalny`. Śmieszny najczęściej, ale to tylko, gdy patrzeć przez pryzmat sporej części jego mieszkańców.
W zasadzie, gdyby był smutny, byłby też piękny.
Dlatego też czytanie `smutnych` wierszy można traktować jako miły rodzaj samooszukiwania się ;)…
Każdy odbiera świat inaczej – trudno powiedzieć, jaki jest. Dla mnie to jeden wielki absurd, ulotna iskra świadomości między dwiema czarnymi nicościami, iskra unosząca się bezradnie wśród mgieł lęku. Do tego trzeba wydać majątek na tampony i papier toaletowy.
Blog jest opatrzony ostrzeżeniem, nie szukam czytelników. Każdy czyta na własną odpowiedzialność, wykonuję gest Piłata.
No właśnie – absurd. Skoro absurd to co w nim smutnego? I dlaczego mgły „lęku”? Mgły samotności, mgły pustki, mgły… . Trochę mi się to zdaje subiektywnym dopowiadaniem treści tam gdzie jej obiektywnie (niestety raczej) nie ma.
Tampony, papier itp mimo wszystko nie są wygórowaną ceną za to mgnienie niby-świadomości, które nam się zdarza.
A Piłata zawsze jakoś lubiłem. Najpierw tak trochę instynktownie, później już bardziej świadomie. Taka wyrwana nieco z zupełnie innego kontekstu postać w tej całej bliskowschodniej historii…