niedziela, 25 lutego 2018

To długi konwój łez







Niepozorny wygląd



Pierre Reverdy



Pociąg gwiżdże i odjeżdża wśród dymu rzednącego nisko pod niebem.

To długi konwój łez i na każdym peronie, gdzie trzeba się rozstać, coraz to inne ramiona powiewają chustkami. Ale on jest sam i jego okulary ciemnieją od łez innych, a może od deszczu uderzającego o szybę, do której przyciska nos. Nikogo nie zostawił i nikt nie będzie go oczekiwał na dworcu, gdzie wysiądzie.


Zresztą nie ma zwyczaju opowiadać o swoich podróżach, nie potrafi opisać miejsca, w którym był. Być może nigdzie nie był, a kiedy patrzeć na niego, ze strachu, by go o coś nie zapytano, spuszcza wzrok lub wznosi go ku niebu, gdzie rozpływają się wciąż nowe obłoki. 

Po przyjeździe, bez oznak radości lub zniecierpliwienia odchodzi sam w głąb nocy i pod gazowymi latarniami oświetlającymi go raz po raz niknie ze swoją walizeczką w ręce. Jest sam, można przypuszczać, że jest sam. Jednak coś za nim idzie, a może ktoś, w dziwnym kształcie cienia.


Przełożyła Julia Hartwig





David Tutwiler (1952-) - Homeward bound


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...