John
Minton (1917-1957) - Blitzed city with self-portrait.
Samotność
Tomas
Tranströmer
I
Gdzieś
tutaj lutowym wieczorem bliski byłem utraty życia.
Samochód
wpadł w poślizg i dostał się
na
lewą stronę drogi. Jadący naprzeciw –
ich
światła – znalazły się bardzo blisko.
Moje
nazwisko, moje dziewczyny, moja praca
oddzieliły
się ode mnie i zostały z tyłu, ciche,
oddalone
coraz dalej. Ja byłem anonimem
jak
chłopiec na szkolnym boisku otoczony przez wrogów.
Jadący
z przeciwnej strony mieli ogromne reflektory.
Oświetlały
mnie kiedy kręciłem kierownicą
przezroczysty
w przerażeniu płynącym jak białko jajka.
Sekundy
pęczniały – zajmując coraz więcej miejsca –
wielkie
jak gmachy szpitalne.
I
prawie można było się zatrzymać,
odpocząć
chwilę
przed
zderzeniem.
Nagle
koła załapały: pomocne ziarna piasku
albo
cudowne uderzenie wiatru. Auto wyszło z poślizgu
i
przeleciało na drugą stronę jezdni.
Słup,
zgniecenie – ostry dźwięk –
odleciał
w ciemność.
Nastał
spokój. Siedziałem w ciszy i patrzyłem
jak
ktoś idzie przez śnieżycę
żeby
zobaczyć jak ze mną.
II
Chodziłem
długo
po
zmrożonych polach Gotów.
Żadnego
człowieka jak okiem sięgnąć.
W
innych częściach świata
ludzie
rodzą się, żyją i umierają w stałym tłoku.
Bycie
cały czas widocznym – życie
pod
obstrzałem wielu oczu –
musi
dawać specjalny wyraz twarzy.
Twarz
obłożoną gliną.
Bełkot
podnosi się i opada
kiedy
dzielą pomiędzy siebie
niebo,
cienie, ziarna piasku.
Muszę
być sam
dziesięć
minut rano
i
dziesięć minut wieczorem.
-
Bez programu.
Wszyscy
stoją w kolejce do wszystkich.
Wielu.
Jeden.
Przełożył
Mirosław Rodziewicz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz