Archiwum bloga

wtorek, 19 grudnia 2017

Śmierci i plewy




***
Natalia Gorbaniewska

Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
W rozmiękłą glebę ziarno rzucone
zamiast dojrzewać spokojnie, w stronę
światła, spod spodu zrywa się z siłą,
aby się przebić na wskroś, na wylot.
Gdy źle zmielona mąka, to w grudę
spieka się niby męczennik, z trudem
poszukujący tego, co znika
chcąc odciętego użyć języka
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.

Przełożyła Katarzyna Krzyżewska

***

Komentarz Kornelii: Dziwny, smętkowy wiersz mającej także polskie obywatelstwo rosyjskiej poetki-poetki (1936-2013). Jak należy go interpretować? Niełatwo o odpowiedź. Wydawało mi się, że to studium obłędu, ale raczej obraz jakiejś neurozy, rozpadu osobowości, wewnętrznego chaosu. A może to obraz demencji?

Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła

Bohaterka nie jest już zdolna do logicznego myślenia, w jej umyśle wirują słowa, burzy się nietwórczy zamęt. Sprawa zawiła – czyli wieloprzyczynowość tego stanu rzeczy.
Dwa następne czterowiersze to, moim zdaniem, także świadectwo mentalnych zaburzeń. Słowa zrywają się jak obłąkane ziarna, nie powstanie z nic nic dobrego. Nie ma nadziei, łąka została źle zmielona, język odcięty – nic już nie zostanie ułożone w spójną myśl, nie zostanie powiedziane.
Rozstrzygające jest zakończenie:

Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.

„Doktor prześwietlił” – to raczej sama Natalia dokonała analizy swej psyche, zobaczyła śmierć i rozkład. Uznała, że destrukcja umysłu jest karą boską za popełnione zło.
W 1970 roku w ramach represji poetka została uznana za chorą umysłowo i osadzona w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu, potem w osławionym więzieniu na Butyrkach w Moskwie. Może w tym wierszu są też echa jej cierpień?
W każdym razie początek i koniec utworu doskonale do mnie pasują. Nie potrafię wykreować myśli, zatapia mnie pustka, albo też tylko pojedyncze słowa wirują pod moją czaszką jak wściekłe osy. Tłukę się po mieszkaniu jak obłąkana, mówię do siebie. Przejechałam do rodziców – na moim pięterku czynię to samo.
Doktor mnie badał, ale wiele lat temu, nie wykrył nic – niekiedy myślę, że mam guza mózgu albo schizofrenię. A raczej to wczesna demencja – nieuleczalna.
Noszę w mojej głowie śmierć i próchno. Może to naprawdę kara boska za grzechy. Znajdzie się się ich dość. Jeśli w ogóle Bóg istnieje, i jeśli zniża się do wymierzania kary ludzkim efemerydom. A może to unicestwiają mnie cienie przeszłości, której nie mogę zmienić?
Nie wiem. Ciekawe, jak jeszcze długo utrzymam się na powierzchni. Nie pamiętam już niczego. Ach, cóż… Wsiądę na rower, zmęczę się, będę lepiej spała.

2 myśli nt. „Śmierci i plewy”

  1. ODWRÓT
    Leszkowi
    Więc opadanie
    powiek
    wieka trumny
    trumny do grobu
    grud na trumnę
    ciężko
    I będę leżał
    i będę się stawał
    na obraz ziemi i jej podobieństwo
    Wolno wam jeszcze rzucić trochę gliny
    z odciskiem palców
    to będzie mój posag
    A ty się odwróć od swojego bólu
    szczupła brunetko o gotyckich włosach
    Jeśli jak zbędny udział w mojej śmierci
    komuś tu po mnie drobny ból zostanie
    niech mnie przesadzą do głębszego grobu
    niech leżę
    niżej
    niż dosięgnie pamięć
    Wincenty Faber
    z pozdrowieniami :)
  2. Ładne. Pięknie dziękuję. Przypominam sobie inne takie wiersze z otwartym grobem. Może znajdę je i wstawię.
    Poeta Wincenty Faber był chory, zapewne wiedział, że ma policzone dni, stąd takie smętne myśli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...