Archiwum bloga

niedziela, 17 grudnia 2017

Kora chce zwinąć się w kłębek



***

Ludmyła Taran

Czuję się – coraz częściej -
jak stary pies,
skołtuniony i nieruchawy.
Łzawią psie oczy i zbitym,
niemytym spojrzeniem prosi:
Nie odganiaj…
Tak i ja.
Zanim rozchodzę się
rano,
zanim napłynie
do żył cicha, niedostrzegalna siła -
żeby choć nogi wlec, przesuwać.
A przesunąć się jeszcze ktoś nie puszcza.
Ta niteczka cienka jak pajęczynka -
zwłaszcza w nocy, przed świtem.
Zwinąć się w kłębek, zasnąć jak w dzieciństwie.
Czy się nie budzić?

Przełożyła Anita Kamińska

Komentarz Kornelii: Gorzkosmutny urodzonej w 1954 roku wiersz ukraińskiej poetki i literatki, utwór o nadchodzącej starości, utracie sił witalnych, śmiertelnym znużeniu. Cóż, jak jestem młodsza, chociaż zbliżam się już do czterdziestki. Nie czuję się jak pies (nie cierpię i boję się psów, mam kynofobię, ciągle chcą mnie gryźć!) i nie proszę wzrokiem.
Ale druga część utworu jest wspaniała. Odczuwam podobnie (patrz wpis: Poranna trwoga). Nie zawsze urządzam taki teatr, jak przedstawiłam w tym wpisie, ale mi się zdarza. Wydaje mi się, że nie tylko ja, ale wiele innych osób po prostu nie ma energii, sił, chęci, aby wstać rano. O świcie najczęściej zwijam się w kłębek i nie chcę się budzić, nie chcę wstawać, marzę o śmierci, albo przynajmniej o tym, że jest już wieczór i właśnie zasypiam. Oczywiście prawie wszyscy, ja także, jakoś w końcu się wygrzebują, odrywają od azylu pościeli, przystępują do codziennych rytuałów, do tych pustych obowiązków i jałowego, absurdalnego życia. Ale naprawdę wolałabym pozostać w pozycji embrionalnej pod kołdrą.
Moje życzenia się spełniły, miałam w tym tygodniu niewyobrażalny nawał pracy, lecz teraz wszystko jest gotowe. Powinnam wyjść na ten piekielny skwar, ale się trochę boję…

Kora wśród asfodeli


Paul Celan

WIECZNOŚĆ starzeje się: w
Cerveteri
asfodele
pytają się nawzajem biało.
Mamlającą chochlą,
z kotłów umarłych,
ponad kamieniem, ponad kamieniem,
nabierają zupy
we wszystkie łóżka
i posłania.

Przełożył Marek Śnieciński

Komentarz Kornelii: Przepiękny, pełen mrocznych symboli wiersz żydowsko-francuskiego poety-samobójcy. Bez wątpienia utwór o śmierci, upadku, przemijaniu. Cerveteri, starożytne Caere, to miasto w Italii, sławne z cmentarzysk etruskich. Tajemniczy lud Etrusków stworzył wspaniałą cywilizację, a jednak pozostały po nim tylko udekorowane freskami posępne grobowce. Wśród cmentarzysk, między kurhanami, kwitną białe asfodele (złotogłów), które dla starożytnych były kwiatami umarłych. Sadzono je na nekropolach jako pokarm dla dusz. Dawni Hellenowie wierzyli, że asfodelowe łąki rozciągają się nad brzegiem Styksu.
Asfodele, symbolizujące żal, smutek i melancholię, pytają się nawzajem, czyli nie wiedzą. Wynika stąd, że w śmierci, podobnie jak w życiu, nie ma żadnego sensu. Nabierają zupy znad kamieni, czyli znad grobowców, z kotłów umarłych, mamlającą chochlą, ostatnie określenie jednoznacznie negatywne, oznaczające moim zdaniem nieuchronność, żałośliwość i marność śmierci. Wieczność starzeje się, nie jest zatem wiecznością, lecz podlega czasowi. Na żadne życie wieczne nie mamy zatem co liczyć (co akurat mi się podoba). Zupa ta trafia „we wszystkie łóżka i posłania”. Każdy z nas zostanie więc potraktowany tym śmiercionośnym pokarmem. Nie ma ucieczki ani nadziei. Wszyscy dołączymy do Etrusków.
Ach, pojadę do Cerveteri, zlegnę na grobowcu etruskim, wypełnię się cydrem i umrę wśród białych kwiatów. Dlaczegoż by nie? Ostatnio mimo erupcji lęku ogólnie w tym roku mniej się boję, odważę się na podróż, zaopatrzę w truciznę, wiem, gdzie w ogrodzie botanicznym rosną odpowiednie rośliny. Jakie to będą nagłówki w mediach, oczywiście przez bardzo krótką chwilę.
Cóż, wiadomo, że tak nie postąpię. Taki kres byłby zbyt teatralny. Ponadto…. Wiadomo, co ponadto… Ale zawsze wolno pomarzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...