Archiwum bloga

niedziela, 17 grudnia 2017

Zdmuchnięta żądza życia

Zdmuchnięta żądza życia


Marie Lundquist

Pokaż mi swoją twarz
jak wyglądała
zanim śmierć
uszlachetniła rysy
zdmuchując
żądzę życia
mały niebieski płomień
który ogrzał
ziarno pszenicy
wypełnił ci usta
pocałunkami i chlebem
widziałam
białość
której nie da się dotknąć
miękki opór
ścianę chmur
przez którą przejdziesz
aby spać
na łożu ze snów.

Przełożył Zbigniew Kruszyński

Kora zdradzona przez noc


Oda do bogini porannego zmęczenia

Lars Gustafsson

Oczywiście, że jest.
Gdyby „tej” nie było – jakaż inna byłaby bogini?
W pradawnej rzeźbie
z taniego wapienia
albo drogiego zielonego malachitu
jest okrągła, prawie kula
zwinięta do wnętrza
trochę jak wystraszony jeż.
Jej wąskie oczy dopuszczają
tylko groźny promień światła,
który mówi jej, że noc,
jej jedyny przyjaciel,
także on ją zdradził.

Przełożył Zbigniew Kruszyński
***
Komentarz Kornelii – Wspaniały wiersz skandynawskiego poety. Bogini jest potężna – czyż poranne zmęczenie nie jest udziałem milionów ludzi? W zasadzie jestem solipsystką, wyznaję, że poza moją osobą nic nie istnieje, a może także mnie nie ma. Niekiedy wszakże otrząsam się z tego solipsyzmu – tak jak w tej chwili – i myślę o sobie, a także o tych miriadach innych, którzy po nocy, z trwogi przed nadchodzącym dniem, zwijają się w kłębek jak wystraszony jeż. Noc nas zdradziła, bowiem minęła tak szybko. Światło jest groźne, nieprzyjazne, zmusza do zwleczenia się z pościeli. Noce wydłużyły się trochę, ale wciąż są bezlitośnie krótkie, poranne znużenie mnie dręczy, nie mogę spać. Ile razy jeszcze trzeba będzie tak bezsilnie, wśród bólu, żalu i lęku, zwlekać z łóżka? Zmęczenie o świcie jest jak potworna, sina zmora. Budząc się, marzę, że to już zapada noc. Przecież to jakaś powtarzająca się nieustannie tortura. Nie mogę wprost uwierzyć, że jutro znów będzie tak samo.

Milczenie kładzie czarne rękawiczki


Wieczerza

Michael Krüger

Zapiekane karczochy!
Cały wieczór nimi pachnie.
Ludzie chętnie
Zatrzymują się pod oknem
I słuchają brzęku
Widelców.
Modlitwa, potem wszyscy
Dzielą się kurą.
Kiedy rozlano już
Całe wino
I zrobiło się ciemno, milczenie kładzie
Swoje czarne rękawiczki
Na gardłach biesiadników.
Gazowe światełko
Zapalniczki daremnie szuka
Przy stole twarzy tych,
Którzy jeszcze przed chwilą
Czuli się tak dobrze.
Przełożył Tomasz Ososiński

Diabeł już jedzie po nas


Pierwsza krew

Paula Meehan

Na migocącej ścianie cień stojaka na ubrania,
żar od ognia, swąd palącej się bawełny.
Dym, płomień, panika. Ktoś, czyli matka,
wrzuca prześcieradło do ognia.
Pierwszy raz widziałam krew, gdy rozcięła sobie dłoń o osłonę kominka.
Od tego czasu już zawsze
koń, a na nim jeździec, diabeł z krogulczym nosem,
na ramce, na suficie, w szafie.
Jedzie tu po nas wszystkich, weźmie nas ogniem i krwią.

Przełożył Jerzy Jarniewicz
****

Komentarz Kornelii: Zdumiewający utwór urodzonej w 1955 roku irlandzkiej poetki – jednoznacznie mroczny. Jak jednak go interpretować? Nie jestem do końca pewna. Czy pierwsza krew odnosi się do tej ze skaleczonej ręki? Czy to opis małego pożaru? Ubranie zapala się od kominka? Podczas gaszenia matka kaleczy rękę?
Dla mnie wszakże pierwsza krew to krew menstruacyjna córki. Matka wrzuca splamione pierwszą menstruacyjną krwią prześcieradło do ognia. Obie kobiety uświadamiają sobie jeszcze raz swą absurdalną cielesność, zwłaszcza dziewczyna jest zatrwożona. Krew miesięczna nieubłaganie ilustruje i wyznacza upływ czasu. Nie ma ucieczki od materii, nie będzie ratunku. Nie ma przebaczenia i nie ma zbawienia:

Od tego czasu już zawsze
koń, a na nim jeździec, diabeł z krogulczym nosem,
na ramce, na suficie, w szafie.
Jedzie tu po nas wszystkich, weźmie nas ogniem i krwią.

Samotność błyszczy jak gwiazda

Samotność

Kostas M. Stamatis

Urodziłem się w Gwiazdozbiorze Byka
i od małego
miałem samotność w myślach,
zamgloną latarnię, która podążała za mną.
Dorosłem
i wymieniłem się z ludźmi
myślami i snami,
ale samotność nigdy mnie nie opuściła,
błyszczy na niebie jak gwiazda.
Minęły lata i teraz
Nikogo przy mnie nie ma
nawet matki, która mnie zrodziła.
Wszędzie bezwzględne osamotnienie
jak wtedy,
gdy się urodziłem z samotnością
i zamgloną latarnią w myślach.
Dziwny nasz los, bracia!
Początkiem i Końcem w Życiu
Samotność…

Przełożył Ares Chadzinikolau

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...