Archiwum bloga

niedziela, 17 grudnia 2017

Zmarli wwiercają się coraz dalej


Zmarli wwiercają się coraz dalej


Marie Lundquist

Zmarli wwiercają się coraz dalej. Najpierw
ich nie dostrzegamy. Potem widzimy małe
zgrabne piramidy z piasku wszędzie na podłodze.
Nic nie pomaga zamiatanie, nazajutrz są tu znowu.
Teraz je rozpoznaję są nieodparte jak mięta
i egipskie.

Przełożył Zbigniew Kruszyński

****

Komentarz Kornelii: To jeszcze jeden owoc mojej niefrasobliwej wizyty w księgarni literackiej, którą urzeczywistniłam w jaskrawym stanie mało trzeźwym. Tomik wierszy urodzonej w 1950 roku szwedzkiej poetki Marie Lundquist „Pisane na kamieniach”. Wydany w Serii Poetyckiej „Zeszytów Literackich”. Wydałam równie niepojęte jak skandaliczne 27 złotych ( czyli przepoetyzowałam potencjalną fląderkę w zestawie i piwo). Jak to ujął Adam Zagajewski, Marie Lundquist, wierna tradycjom nowszej szwedzkiej poezji skupia się na tym, co najbliższe. Miłość, deszcz, ciało, drzewa, śpiew ptaków, matka, dom. Osiągnęła mistrzostwo w koncentracji słów i obrazów…Jej liryzm odnajduje strefę dramatu, tak, jak igła kompasu lgnie ku północy.
Cóż, utwory w materii relacji męsko-żeńskich oczywiście nie sprawiły na mnie wrażenia, ale wiersze o śmierci i umarłych dosłownie zasnuły trwogą i toksycznym smutkiem – i jeszcze wydałam 27 złotych, żeby się do tego żałosnego stanu doprowadzić. Powyższy utwór opowiada w znacznym zakresie również o mnie. Umarli nie dają mi zapomnieć, piramidy z piasku na podłodze stały się ogromne, zmieniły w kopiec, który mnie pogrzebał. Nie pamiętam przeszłości, ale jednocześnie mam jej świadomość i wszelkie zamiatanie nie pomaga.
Dramatyczne zaszłości są nieodparte jak wieczorny zapach mięty. Egipskie – czyli widma są wieczne i mroczne, przed nimi nie ma ucieczki. Niekiedy czuję się dobrze, ale często szczególnie w nocy i nad ranem, porywa mnie fala dusząca lęku. To przecież nie byłam ja. To się nie stało naprawdę. Odbył się tylko spektakl teatralny, po którym „martwi” aktorzy wstaną, podziękują za brawa i odejdą do garderoby.
Nie wiem, jak to się wszystko skończy. Dobrze, że jeszcze przesyłają mi pracę, która absorbuje kilka godzin dziennie i nie pozwala na myślenie. Ale dni są długie, trudno je zapełnić. Nie wiem, czy mam tu trwać dalej, czy schronić się u rodziców. Jeśli zostanę na Wybrzeżu jeszcze przez sierpień, mogę ostatecznie oszaleć, a jeszcze z firmy mnie usuną.

Jedna myśl nt. „Zmarli wwiercają się coraz dalej”



Z jakiego powodu odrzucasz powrót do swojego mieszkania? I dlaczego mają Cię wyrzucić z pracy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...