Pastorałka z Ohio
James Wright
Po drugiej stronie
Salt Creek, wzdłuż drogi walą się stodoły
I grzęzną wśród łupin po pomarańczach,
Beczek po benzynie, zimnych balonów miłości.
Jedna ze stodół
Chyli się, chyli, zatapia
Bokiem w żelazisty ściek.
Wiotki bicz sumaka kołysząc się,
Lekko trąca kadłub porzuconej
Wanny, gdy wyżej, wśród spękanych kamieni
I dzikich, brudnych drzew, na wzgórzu
Gazociąg zagrzebany dawno temu,
Czarny rynsztok wdziera się w głąb kopalń.
I gwiżdże wśród zzieleniałych pierścieni
Na palcach trumien.
Przełożył Grzegorz Musiał
10 myśli nt. „Gwiżdże na palcach trumien”
Wkrótce się przeprowadzam. Boję się tej pustki, choć będę mieszkała w siedzibie naszego zboru, gdzie ludzie z kościoła zaglądają też czasem poza spotkaniami zgromadzenia. Tylko dręczę się tym, że nieopatrznie ranię tych ludzi, bo już dostałam taki komunikat. Za chwilę się do mnie zrażą, bo i kimże są, by znosić moje niepoukładanie. A ja mam teraz w sobie mnóstwo żalu, lęku i agresji, nad którymi nie potrafię zapanować. I styl komunikacji złośliwy i cięty. I ogromną niechęć do ludzi jako do zbiorowości, z pominięciem poszczególnych jednostek.
Weszłam tutaj, by zapytać, jak mijają Ci Święta, a tymczasem tylko opisuję własne otchłanie … A więc jak znosisz ten „radosny” czas?
Twojej mamie coś dolega, czy to hipochondria?
Ale to mi się nie podoba, jest za ciepło i za jasno, zbyt tłoczno, a ja pożądam ciemności, tęsknię za sztormem.
Odpocznij sobie w te dwa wolne dni i zastanów się nad tym.
Czy nie możesz pożegnać się z jedną i drugą kompanią, wynająć mieszkania/pokoju, skończyć szkoły, znaleźć pracy, wyszukać odpowiedniego partnera, zdobyć pozycję zawodową i dopiero wtedy z czystym sumieniem dowartościować się, sponsorując różnego rodzaju lumpów dworcowych, sorry, osoby wykluczone oczywiście, tudzież wspólnoty religijne? Takie to trudne? Boli?
Może przeniesienie się z ulicy do zboru jest jakąś zmianą na lepsze, ale nie jestem pewna. Już nie będę się znęcać nad poziomem wiedzy i intelektu tego rodzaju wierzących. Dadzą Ci miejsce do spania, znajdą pracę i męża, ale zabiorą ciało i duszę. Może tego właśnie potrzebujesz, jako, że nie umiesz radzić sobie sama nawet przez krótki czas, a zakotwiczenie w religii daje poczucie stabilizacji i sensu, tym niemniej mam wątpliwości. Jako samozwańcza katarka nie powinnam o Kościele katolickim mówić życzliwie, ale oni przynajmniej mają organizację, bogatą doktrynę zakorzenioną w tradycji i niekiedy nawet poczucie humoru. Widziałam zborowców w akcji – niszczyli rodziny i kariery. Miałam chęć zadzwonić po inkwizytora.
Odpocznij sobie, poczytaj, pośpij. Będzie tak, jak sobie ułożysz. Dziś śliczny deszcz pada, idę na spacer. 1 stycznia zamknę blog.
Odpoczywam przymusowo od ponad tygodnia, bo coś mi się stało zdrowotnie po pobycie na ostatniej melinie i mój układ odpornościowy nie potrafi sobie poradzić. Całymi dniami leżę, trudność sprawia mi nawet poruszanie się między pokojem a kuchnią i łazienką.
Dopuszczam myśl, że masz rację, jednak nie jestem na tyle silna, by być sama. Bardzo potrzebuję ludzi, pod względem emocjonalnym i nie tylko. Nie wyobrażam sobie czuć się tak jak teraz i nie mieć nikogo w pobliżu. Kiedyś w każdym z tych ludzi ulicy próbowałam się doszukiwać wrażliwej i inteligentnej istoty, której się w życiu nie powiodło, teraz jednak, poznawszy ich sporo, dochodzę do wniosku, że na ulice trafiają ludzie określonego typu, oni wszyscy są do siebie bardzo podobni. I cały ten dziwny przelot, początkowo kojący, zaowocował jedynie głęboką niechęcią do ludzi jako zbiorowości. Nie wiem, czy odnajdę się w zborze, bo już zaczynam doświadczać odrzucenia – coś w moich wypowiedziach i komunikacji było niewłaściwego. Nikt nawet nie dzwoni by sprawdzić, czy żyję. I ta samotność przypomina szum wiatru ruszającego kłosami zbóż.
Nie identyfikuję się z kościołem katolickim, który ma własną doktrynę i własne nauki, nie mające nic wspólnego z bożym słowem. Potrzebuję religii jako punktu odniesienia.
Zazdroszczę Ci tego ślicznego deszczu, chętnie też bym pospacerowała nad morzem przy takiej pogodzie. Chciałabym, jak Ty, ponad wszelkie towarzystwo cenić sobie samotność.
Szkoda bloga, tych wszystkich przemyśleń i wierszy. Jeśli masz go dość, może wystarczy przestać publikować, a treść zostawić dla potomności.
Zastanawiałam się wcześniej, czy nie poradzić Ci przyłączenie się do jakiejś wspólnoty religijnej, żebyś znalazła oparcie i sens życia, ale byłoby to raczej jakieś koło przy Kościele katolickim, np. przy dominikanach, czy też neokatechumenat, lecz tych zborowców to się boję.
Jako samozwańcza katarka nie lubię katolików, ale tak myślę, że oni są przynajmniej solidni i przewidywalni, a niektórzy nawet wykształceni.
W każdym razie uważaj na swoich Osobistych Przyjaciół Pana Boga i odpocznij, wylecz się porządnie.
O ludziach z ulicy od dawna mam podobną opinię, mniemam, że i tak masz szczęście, iż przygoda się gorzej nie skończyła.
Z samotnością to zapewne przesadziłam, mama mi do telefonu płacze, że baluję nad morzem, kiedy ona umiera. Obiecałem, że skrócę pobyt o cztery dni, ale i tak zamierzam zostać tu do Nowego Roku. Trzymaj się i dbaj o siebie