Archiwum bloga

wtorek, 19 grudnia 2017

Absurd pociąga w dół


 

 

W dół

Reiner Kunze

Jena, pogrzeb Ulricha Zwienera

Ostatnie dwa metry
Tamci wprawnie zwijają
z powrotem sznury
Triumfuje absurd – on pociąga w dół
Zwłaszcza tych, co z miłości skaczą
pod głaz toczący się z góry

Przełożył Jakub Ekier

***

Komentarz Kornelii: Absolutnie grobowy i jednoznacznie cmentarny wiersz urodzonego w 1933 roku w Rudawach niemieckiego poety, syna górnika. Przepisałam z tomu: „Remont poranka”. Ulrich Zwiener (1942-2004) to niemiecki lekarz i filozof z Jeny, twórca wielu inicjatyw współpracy akademickiej z państwami dawnego bloku wschodniego, także z Polską. Niestety, mimo wielostronnej aktywności, cierpiał na depresję. 18 czerwca 2004 roku trafił do kliniki psychiatrycznej uniwersytetu w Jenie. Nazajutrz wyskoczył. Poeta opisał to w innym wierszu:
Skok

Reiner Kunze

Pamięci U.Z.

Podobno pierwszy raz się pozbył
tak znamiennego niepokoju, osiągnął
równowagę
Na dziesiątym piętrze kliniki
przy otwartym oknie

Przełożył Jakub Ekier

Cóż, z wysokiego okna w klinice zapewne też bym skoczyła: – nie ma papieru toaletowego, duszno, natarczywe współpacjentki domagają się papierosów i drobnych, przepychanki przed telewizorem, prysznice brudne, nie ma prywatności, żeby się spokojnie przebrać, brrr…. Musiałabym w tych okropnych warunkach skoczyć, tak, że nieszczęsnemu Ulrichowi się nie dziwię – aczkolwiek w klinice w Jenie zapewne sytuacja bytowa przedstawiała się lepiej. W każdym razie staram się nie wyć w miejscach publicznych, aby nie trafić do wariatkowa – tym bardziej, że o mnie nikt by wiersza nie napisał.
Taki skok to rzeczywiście znakomita metoda na pozbycie się niepokojów, lęków, fobii – tym niemniej z przyczyn, które wielokrotnie wyłuszczałam, ja jej nie zastosuję. Niech Ozyrys czy inny srogi i samozwańczy sędzia jeszcze zaczeka.
Pierwszy utwór opisuje najbardziej dramatyczną chwilę pogrzebu – spuszczenie trumny do otwartego grobu. Staram się unikać pogrzebów, tym niemniej w kilku musiałam partycypować.
Niezwykła sprawność grabarzy także mnie fascynowała:

Tamci wprawnie zwijają
z powrotem sznury

Tych „ostatnich dwóch metrów” się nie zapomina. Żałobnicy płaczą, szlochają, krzyczą, mdleją. Posępna muzyka gra, ksiądz wznosi modły, w tle rzępoli trębacz jazzowy, makabryczne widowisko. Z tego, co sobie przypominam, w powyższej grobowej sytuacji rządziłam taki popis lamentowania i erupcji łez, że właściwie mogłabym zatrudniać się jak zawodowa płaczka.
Triumfuje absurd – on pociąga w dół
To prawda, życie, podobnie jak i śmierć, to jaskrawe manifestacje absurdu. Wstajesz rano, krzątasz się koło swoich spraw, przejmujesz problemami i swą żałosną rolą, leczysz się intensywnie, a w końcu i tak cię pogrzebią. Na ten absurd śmierci nawet miłość, do której podobno niektórzy są zdolni, nie znajduje żadnego lekarstwa.
Właściwie nie mam już wiele do powiedzenia. Usiłuję wyobrazić sobie własny pochówek – grabarz i może jeszcze urzędnik władz komunalnych jako kondukt pogrzebowy. Ciekawe, czy urnę z popiołami też spuszcza się na sznurach? Zapewne tak, przecież tak po prostu jej nie wrzucą.
Jak znajdą mnie późno, na co liczę, mieszkanie będzie tak cuchnęło, że nikt nie będzie mógł odziedziczyć wysokowartościowego locum i się wprowadzić :).
Nie mogę wytrzymać tego słońca. W Niemczech i we Francji ulewy, deszcze i tornada, a u nas świetlna pustynia. Ciśnienie wreszcie powoli spada, ale nie czynię sobie wielkich nadziei. Nie przetrwam tego lata. Z powodu koszmarnie krótkich nocy nie mogę spać i budzę z płonącym bólem nie tylko głowy, ale właściwie całego ciała. Może zawieszę wpisy blogowe aż do jesieni. Wiosną i latem nie mam na nic siły.

3 myśli nt. „Absurd pociąga w dół”

  1. „Usiłuję wyobrazić sobie własny pochówek”
    To trudna sprawa, czy wręcz niemożliwa, jeżeli Kornelia ma na myśli „własną śmierć”. A powód jest dość prosty. Jakkolwiek wyraziście Kornelia to sobie wyobrazi, zawsze przetrwa jako obserwator, ten kto to sobie wyobraża. Oczywiście można sobie wyobrazić śmierć własnego ciała, nie mniej wtedy staje się jasnym, iż ciało jest jednym z obiektów świadomości, a nie mną, który to widzę czy wyobrażam sobie je jako martwe.
    To tylko taka drobna dygresja, może nie do końca współbrzmiąca z emocjonalnym stanem Kornelii, za co skłonny jestem z góry przeprosić. :)
  2. Aj, ale Ty potrafisz układać zawiłe teorie.
    Masz na myśli to, że świadomość, osobowość czy też jakaś psyche przetrwa śmierć ciała? Tego przecież nie wiemy. Czy takie setki tysięcy dusz krążyły wokół komór gazowych w Auschwitz? Nie możemy wierzyć, żeby tak było naprawdę.
    Nawet, jeśli przyjmiemy Twoje założenia, corpus meum z pewnością umrze. Jako, że jestem wciąż żywa, mogę sobie wyobrażać, jak społeczeństwo względnie służby miejskie lub spadkobiercy poradzą sobie z tym problemem :)
  3. Co to znaczy, że nie wiemy? Kornelia mówi o sobie, tak ze skromności, czy też raczej apodyktycznie rozciąga swą niewiedzę na wszystkich?
    Główna idea tego, co pisałem zawierała przesłanie, że śmierć jest dla nas czymś niewyobrażalnym, czysto technicznie, na poziomie refleksji. I dodatkowo na poziomie emocjonalnym, co jednakowoż bywa często niezauważane, faktycznie zachowujemy się jakbyśmy byli nieśmiertelni.
    No i proszę przy mnie nie wspominać o komorach gazowych w Auschwitz. To temat dla mnie, ofiary holokaustu dość bolesny. Niech sobie Kornelia wyobrazi, że zbanowano mnie na pewnym forum, za przedstawienie udokumentowanych faktów stawiających istnienie tychże komór pod znakiem zapytanie. Choć muszę uczciwie przyznać, że do tego bana przyczyniły się także kobiety, bo uprzednio zostałem zawieszony czasowo, za rzetelny, dobrze opracowany post, krótko i zwięźle omamiający nazwijmy to „ułomności kobiecego charakteru”. W sumie nie napisałem nic od siebie, a tylko zacytowałem co większych filozofów, jednakże nasze czasy odznaczają się całkowitym brakiem szacunku dla filozofii. Wstyd! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...