Archiwum bloga

środa, 20 grudnia 2017

Tylko smutki i nienawiści



Ruiny

Kostis Palamas
Powróciłem do jasnych dziecięcych miejsc,
powróciłem do białej ścieżki młodości,
powróciłem, by zobaczyć piękny pałac
zbudowany świętymi rękami Miłości.
Ścieżkę zakryły wielkie jeżyny,
miejsca zabaw spaliły upalne południa,
trzęsienie zburzyło już pałac,
teraz w ruinach, zgliszczach
pozostaję sparaliżowany. Jaszczurki i węże
żyją tu ze mną – smutki i nienawiści.
Trzęsienie zburzyło już pałac.

Przełożył Nikos Chadzinikolau

Kora stanie się ścierwem


1974

Domokos Szilágyi

Mam trzydzieści sześć lat.
Na co czekam?
Czekam przypuszczalnie na śmierć.
Przeszłość mam tak bardzo stężoną,
jak przyszłość pustą, sierocą.
I ja niedługo będę ścierwem -
szaleńcem; nad tym pracuję
od czasu, gdy ktoś wyciągnął mnie
z matki.
Już od dawna wiem
i pragnę tego, zdaje się.
Bo mam już bardzo dość. Mówię -
przecież wiesz.
Ziemia wybawi
tego, kto w istnieniu chodził chwiejny,
nigdy nie rodził, nie zabił.

Przełożył Szczepan Woronowicz
***
Komentarz Kornelii: Przepisałam z: Literatura na Świecie, nr 4 (1977), 1986. Domokos Szilágyi (1938-1976) był wybitnym węgierskim poetą z Siedmiogrodu. Ceniono go jako jednego z najzdolniejszych twórców pokolenia, obecnie poza obszarem węgierskojęzycznym właściwie nieznany. Po dwóch nieudanych małżeństwach walczył z czarnym smutkiem, w ostatnich utworach Szilágyiego pojawia się ton tragiczny, stanowią one rodzaj swoistego pożegnania z życiem. W listopadzie 1976 roku poeta zginął z własnej ręki – kolejny samobójca w mojej toksycznej kolekcji.
Wiersz posępnie przecudny, w znacznym zakresie opowiadający także o mnie. Powstał w 1974 roku, mamy 2016, ale przesłanie jest uniwersalne, wieczne. Twórca, jak każdy inteligentny człowiek, zdaje sobie sprawę, że istnienie jest tylko udręką i absurdem, prowadzącym do grobu, bezsensownym czekaniem na nieuchronny koniec:
Na co czekam?
Czekam przypuszczalnie na śmierć.
Poczucie tego nonsensu pojawia się bardzo wcześnie:

I ja niedługo będę ścierwem -
szaleńcem; nad tym pracuję
od czasu, gdy ktoś wyciągnął mnie
z matki.

Nawet intensywne doznania z przeszłości nie ochronią przed pełną bólu i daremności przyszłością:

Przeszłość mam tak bardzo stężoną,
jak przyszłość pustą, sierocą.

Egzystencja męczy. Można tylko pragnąć śmierci:

Już od dawna wiem
i pragnę tego, zdaje się.
Bo mam już bardzo dość.

Poeta liczy, że śmierć przyniesie ukojenie i spokój dla tak udręczonej egzystencji, zwłaszcza, że nie popełnił wielkich zbrodni, nie zabił, nie przyczynił się też do pomnożenia niewolników materii:

Ziemia wybawi
tego, kto w istnieniu chodził chwiejny,
nigdy nie rodził, nie zabił.

Cóż, utwór opowiada także o mnie. We wczesnej młodości byłam spokojna, ale przecież odczuwałam aberrację życia i bezgraniczny nonsens bytu. Miałam kilka burzliwych, pełnych w wydarzenia lat, stężoną przeszłość, ale teraz nie oczekuję już niczego.
I mogę powiedzieć o sobie:

Bo mam już bardzo dość.

Także nie rodziłam (fizjologiczna ohyda). Poeta odszedł w moim wieku, czy też powinnam?
Niestety, moja sytuacja jest odmienna. Ostatnie wersy nie do końca mnie opisują. Z moimi osiągnięciami mogę podjąć ryzyka skoku w ciemność. Nie mogę uwierzyć, że te zaszłości wydarzyły się naprawdę. Oczywiście egzaltuję się swoim tragizmem i niezwykłością, ale to nie zmienia faktów.
Czas rwie jak górska rzeka bez naszego udziału. Kalendarze zmieniają się błyskawicznie, stronice książek żółkną w mgnieniu oka. To samo przyjdzie. Ech, trzeba trwać… Ale bryndza…

Bardzo długi pociąg śmierci


Maszerujący las

Lars Gustafsson

Co noc o jedenastej
przybywa martwy las.
Starannie ścięty i ułożony
na wielu wagonach.
Pociąg jest długi. Bardzo długi.
Kiedyś silny wiatr śpiewał
w koronach wszystkich drzew.

Przełożył Zbigniew Kruszyński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...