Śmierć w myślach
Gunnar Ekelöf
Minął ranek i dzień, wieczór otworzył ramiona.
W objęciach snu zaczęły mówić ryby.
Otwarte oko spotkało swój los w edredonowym puchu.
Ciała zerwały się do biegu nad dźwięczącymi przeszkodami.
Z rozdartymi wargami całowały się sny.
Ale nikt nie mógł uwierzyć w to, co mówiły.
Jeden sen siedział przy oknie i nie chciał zasnąć.
Wróżył niepogodę z fusów zachodzącego słońca,
A rybak, pochylony nad swoją tajemnicą w trzcinach,
Wyciągał lśniące białe chwilki z gardła rzeki.
Wówczas zbudziły się dzikie kaczki i potarły spojrzeniami draskę nocy,
I ta rozbłysła jak błyskawice w górzystym krajobrazie,
Które zostały połknięte i nic się nie wydarzyło,
Ale gardło wygięło się jak pastorał nad kontrabasem -
Jego nieustający ton stał się szerokim gościńcem przez morze,
Którym ptactwo niebieskie podąża w ostatniej podróży,
A opuszczony wiatr szedł po omacku w kłującej ciemności,
Wpędzał gwiazdy w drzewa i zawodził w studniach,
Szukając na ziemi bezdennego źródła całkowitej zagłady,
Gdzie kiedyś meteor złożył swe oko w ofierze.
W płytkiej wodzie źródła bezdenne oko stało się bezbarwne,
Ale spłowiałe lilie poczęły kwitnąć w zagłębieniach doliny.
Przełożył Janusz B. Roszkowski
Jakbym już była w grobie
Miejsce w antologii
Ivan Slamnig
Czeka na liczbę miejsce puste, białe,
lejc w parentezę został zasupłany.
Dwa znaki tylko wyciśniemy małe,
skoro formularz chce podwójnych danych.
Tymczasem jesteś wciąż nieokreślony,
zanotowano tylko Twój początek.
Wśród rówieśników o latach skończonych
ty ze swoimi stanowisz wyjątek.
Nocami, kiedy zmora mózg ci chłepce,
wymyślasz formę swojej odrębności,
szalony, wierzysz i śnisz o ucieczce,
pragniesz odpędzić psa od swoich kości.
Książki czekają roku śmierci, czasu
uzupełnienia. Smutek utop w sobie.
Imię, nazwisko obok dwóch nawiasów
i jest tak, jakbyś już był w grobie.
Przełożył Edward Zych
Więdnąca maska pośmiertna
Co w naszej mocy
Sinéad Morrissey
Raz w życiu kogoś zabiłam. Nie pytaj, jak sobie z tym radzę -
jej usta w półwrzasku, więdnąca maska pośmiertna,
Przyszyte są catgutem do moich. Był surowy.
Powiedział mi: „Szwy znikną dzięki łasce,
Wystarczy łaska. Opowiedz im o łasce, a łaska was wyzwoli”,
Wyszukałam więc ciebie. Jestem głosem, który tłumisz,
Gdy zstępuje wściekłość i chwytasz za broń.
Jeśli choć raz w życiu posłuchasz, twarz będziesz miała wolną
Tu w cieniu, a ja dostanę z powrotem twarz własną,
Dobędę ją spod liści, ze skarbca jej roześmianych ust.
Przełożył Jerzy Jarniewicz
***
Komentarz Kornelii: Jak dla mnie przerażający wiersz urodzonej w 1972 roku w Portadown (Irlandia Północna) utalentowanej poetki. Sinéad Morrissey odbyła wiele podróży, mieszkała w Japonii i Nowej Zelandii, zdobyła prestiżową nagrodę T.S.Eliota, wykłada na uniwersytecie w Belfaście. Mam ogromne kłopoty z interpretacją tego utworu, właściwie jestem bezradna. Z tego powodu zamieszczam bez kategorii, także dlatego, że nie pasuje do moich toksycznych miazmatów ten „skarbiec jej roześmianych ust”.
Próbowałam zrozumieć przesłanie, szukając informacji o Sinéad Morrissey, znalazłam jednak niewiele. Nie udało mi się wytropić nawet tekstu oryginału. Poetka jest znakomita, ale przecież nie genialna, dlatego analiz jej twórczości zapewne nie ma wiele. Pozostają tylko pytania:
Raz w życiu kogoś zabiłam. Nie pytaj, jak sobie z tym radzę -
jej usta w półwrzasku, więdnąca maska pośmiertna,
Przyszyte są catgutem do moich.
Czy to wiersz o śmierci? Tak może się wydawać. Ta maska pośmiertna jest wstrząsająca. Ale czy narratorka rzeczywiście kogoś uśmierciła? Utwor ukazał się w 1996 roku – czyżby protagonistka zgładziła kogoś już w młodym wieku?
A może to raczej alegoria, symbol zakończonej boleśnie przyjaźni, albo raczej gorącej relacji? Lesbijskiej? Na temat orientacji seksualnej Sinéad Morrissey nie znalazłam wiadomości, poetka jest matką, ale w obecnych czasach o niczym to nie świadczy.
Kim jest surowy głos, mówiący:
Szwy znikną dzięki łasce,
Wystarczy łaska. Opowiedz im o łasce, a łaska was wyzwoli
Duchowny? W Irlandii przynajmniej wcześniej roiło się od fanatycznych księży i nagorliwych pastorów. Ta „wyzwalająca łaska” trochę przypomina mi chrześcijańskie ułudy
A może to głos sumienia?
Wyszukałam więc ciebie. Jestem głosem, który tłumisz,
Gdy zstępuje wściekłość i chwytasz za broń.
Jeśłi choć raz w życiu posłuchasz, twarz będziesz miała wolną
Tu w cieniu, a ja dostanę z powrotem twarz własną,
Dobędę ją spod liści, ze skarbca jej roześmianych ust.
I tego nie pojmuję. Kogo znalazła nasza tragiczna bohaterka?
Łaskę? Pocieszenie w poezji? Serdeczną przyjaciółkę, powiernicę? Nową kochankę?
Co należy uczynić, aby uwolnić twarz?
Nie mogę znaleźć odpowiedzi. Jeżeli ktoś je zna, będę wdzięczna za informacje (i tak nikt tego nie czyta).
Może wiersz należy rozumieć bardziej ogólnie, jako opowieść o wyrządzonej krzywdzie i oskarżającym sumieniu?
Zamieściłam utwór przede wszystkim z powodu wypalających tchnienie życia wersów:
Raz w życiu kogoś zabiłam. Nie pytaj, jak sobie z tym radzę -
jej usta w półwrzasku, więdnąca maska pośmiertna,
Przyszyte są catgutem do moich.
Ta maska pośmiertna jest ze mną, zapominam te usta w półwrzasku, ale nie uda mi się wymazać koszmarnego obrazu z udręczonego umysłu.
Powinnam w tym miejscu wyłuszczyć, dlaczego wiersz opowiada także o mnie, ale lepiej zachowam milczenie.