Bez reszty
Ilse Aichinger
Chłopcy z aktami zgonu
zniknęli.
Prędko opuścili bazary
na niegdysiejszych koniach
Nie ma ich.
Nam pozostaje przemyśleć:
jak sprytne były dinozaury
i jak się zmniejszały
aż do naszych rozmiarów,
ślady odrzucenia
i ich ostateczny koniec,
pomoc i wskazówka
i ich zagłada.
Przełożył Ryszard Wojnakowski
***
Komentarz Kornelii: Smutny i melancholijny wiersz urodzonej w 1921 roku w Wiedniu wybitnej austriackiej poetki. Przepisałam z tomu: Ilse Aichinger, Mój zielony osioł. Opowiadania, wiersze, słuchowiska, Wrocław 2013. Kupiłam w księgarni książek przecenionych
Ilse Aichinger była córką żydowskiej lekarki, niemal cudem przeżyła Zagładę, wielu członków jej rodziny zginęło, może stąd ta skłonność do gorzkich tonów.
Jak dla mnie wiersz o przemijaniu. Życie to mgnienie, już chłopcy noszą swoje akty zgonów, pokolenia znikają z absurdalnego bazaru życia jedno po drugim.
Znikają bez śladu.
Prędko opuścili bazary
na niegdysiejszych koniach
Nie ma ich.
Nie istnieje sposób czy lek, aby to zatrzymać. Czas unicestwi każdego. Skazana jest jednostka, ale także cała ludzkość. Gatunek człowieczy spotka ją los dinozaurów, których nie ocaliła cała ich potęga i moc. Zagłada nastąpi stopniowo, ale jest nieunikniona.
Cóż mogę powiedzieć? Zgadzam się z wymową utworu. Czuję, jak dławi mnie upływ czasu. Tydzień wydaje się trwać tak krótko, jak zaczerpnięcie oddechu, a rok jak siedem trzepotów powieką. Niedługo przekroczę rubież czterdziestu jesieni. Zamierzam trwać jeszcze 50, ale nie wiem, czy z powodu postępującej demencji osiągnę swe zamiary.
Życie smakuje jak papier. Jak zawsze po powrocie znad morza nie mam sił. Cała wypracowana na rowerze kondycja fizyczna kruszy się niemal z godziny na godzinę.
Pracuję intensywnie, ale poza tym przeważnie chowam się w łóżku, przerażona tym, co ostatecznie jest nieuchronne. Mam wrażenie, że pod poduszką leży mój akt zgonu. Mam chęć podnieść poduszkę i spojrzeć na datę.
Podjęłam próbę walki z przypominającym śmierć za życia marazmem poprzez lekturę. Czytałam z ogromnym wysiłkiem obszerne dzieło „Cywilizacja odrodzenia”, które napisał francuski historyk Jean Delumeau. Rozdziały o ideologii, religii, sztuce pojęłam znacznie lepiej, niż te o technice. Bardzo spodobał mi się fragment: „A zatem nie istnieje Piekło, najwyższą karą jest upadek do poziomu zwierzęcości i unicestwienie. Pico della Mirandola w 900 tezach utrzymywał również, że grzech popełniony w czasie nie może pociągać za sobą kary wieczystej.”
Brzmi znakomicie. Tylko, skąd uczony Pico mógł to wiedzieć? I gdzie on teraz jest?
Kora ukryta wśród nocy
Henri Meschonnic
niosę noc
jak się nosi
łóżko pokój
na grzbiecie
mieszkam w niej jeszcze
za dnia
tylko głowa wychylona
by zobaczyć co się dzieje
na zewnątrz
Bez reszty
Ilse Aichinger
Chłopcy z aktami zgonu
zniknęli.
Prędko opuścili bazary
na niegdysiejszych koniach
Nie ma ich.
Nam pozostaje przemyśleć:
jak sprytne były dinozaury
i jak się zmniejszały
aż do naszych rozmiarów,
ślady odrzucenia
i ich ostateczny koniec,
pomoc i wskazówka
i ich zagłada.
Przełożył Ryszard Wojnakowski
***
Komentarz Kornelii: Smutny i melancholijny wiersz urodzonej w 1921 roku w Wiedniu wybitnej austriackiej poetki. Przepisałam z tomu: Ilse Aichinger, Mój zielony osioł. Opowiadania, wiersze, słuchowiska, Wrocław 2013. Kupiłam w księgarni książek przecenionych
Ilse Aichinger była córką żydowskiej lekarki, niemal cudem przeżyła Zagładę, wielu członków jej rodziny zginęło, może stąd ta skłonność do gorzkich tonów.
Jak dla mnie wiersz o przemijaniu. Życie to mgnienie, już chłopcy noszą swoje akty zgonów, pokolenia znikają z absurdalnego bazaru życia jedno po drugim.
Znikają bez śladu.
Prędko opuścili bazary
na niegdysiejszych koniach
Nie ma ich.
Nie istnieje sposób czy lek, aby to zatrzymać. Czas unicestwi każdego. Skazana jest jednostka, ale także cała ludzkość. Gatunek człowieczy spotka ją los dinozaurów, których nie ocaliła cała ich potęga i moc. Zagłada nastąpi stopniowo, ale jest nieunikniona.
Cóż mogę powiedzieć? Zgadzam się z wymową utworu. Czuję, jak dławi mnie upływ czasu. Tydzień wydaje się trwać tak krótko, jak zaczerpnięcie oddechu, a rok jak siedem trzepotów powieką. Niedługo przekroczę rubież czterdziestu jesieni. Zamierzam trwać jeszcze 50, ale nie wiem, czy z powodu postępującej demencji osiągnę swe zamiary.
Życie smakuje jak papier. Jak zawsze po powrocie znad morza nie mam sił. Cała wypracowana na rowerze kondycja fizyczna kruszy się niemal z godziny na godzinę.
Pracuję intensywnie, ale poza tym przeważnie chowam się w łóżku, przerażona tym, co ostatecznie jest nieuchronne. Mam wrażenie, że pod poduszką leży mój akt zgonu. Mam chęć podnieść poduszkę i spojrzeć na datę.
Podjęłam próbę walki z przypominającym śmierć za życia marazmem poprzez lekturę. Czytałam z ogromnym wysiłkiem obszerne dzieło „Cywilizacja odrodzenia”, które napisał francuski historyk Jean Delumeau. Rozdziały o ideologii, religii, sztuce pojęłam znacznie lepiej, niż te o technice. Bardzo spodobał mi się fragment: „A zatem nie istnieje Piekło, najwyższą karą jest upadek do poziomu zwierzęcości i unicestwienie. Pico della Mirandola w 900 tezach utrzymywał również, że grzech popełniony w czasie nie może pociągać za sobą kary wieczystej.”
Brzmi znakomicie. Tylko, skąd uczony Pico mógł to wiedzieć? I gdzie on teraz jest?
Kora ukryta wśród nocy
Henri Meschonnic
niosę noc
jak się nosi
łóżko pokój
na grzbiecie
mieszkam w niej jeszcze
za dnia
tylko głowa wychylona
by zobaczyć co się dzieje
na zewnątrz
Przełożyła Krystyna Rodowska