Nikt nie kupował ich krwi
Tajemnica
Eiléan Ní Chuilleanáin
Zamiast spalić tę książkę lub sprzedać po cenie,
Ukryły ją i milczały jak grób, nawet w domu,
Żeby historia tego straconego roku
Została dla każdej prywatnym złudzeniem.
Choć zanikała pamięć, musiały żyć dalej.
Nikt nie kupował ich krwi, więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru,
Prawo wypasu aż pod okna saloniku,
A w końcu świeżą, bujną trawę,
Która wyrosła pod pierwszym łukiem
Mostu przy spalonym budynku papierni.
Przełożył Jerzy Jarniewicz
****
Komentarz Kornelii: Osobliwy wiersz urodzonej w 1942 roku irlandzkiej autorki, często uważanej za najwybitniejszą poetkę Szmaragdowej Wyspy. Jak wyznaje Eiléan Ní Chuilleanáin jej utwory „wyrastają z problemów codzienności, ale drogą nie wprost, bo przez mity, folklor i historię”. Poetka często sięga do tradycji i symboli katolicyzmu, analizowanych w świetle sytuacji kobiet we współczesnej Irlandii. Utwór z pewnością posepny, ale niełatwy do interpretacji (nie znalazłam „oficjalnego” wyjaśnienia) . Eiléan pochodzi z rodziny patriotów, walczących przeciw brytyjskim ciemięzcom. Jeden z jej krewnych, poeta Joseph Mary Plunkett, został w 1916 roku rozstrzelany przez Anglików.
Być może utwór należy rozumieć w tym kontekście – ukryta księga to sekretne dokumenty irlandzkich powstańców, stracony rok to klęska Powstania Wielkanocnego w 1916 roku. Mężczyźni zginęli, zbiegli lub gniją w więzieniach. Kobiety same żyją w nędzy – nikt nie kupował ich krwi, oznacza, że zgodnie z obyczajami Irlandii niewiasty nie mogły brać udziału w wojnie wyzwoleńczej, nie dostawały wsparcia od republikanów. Wyprzedawały więc całe swoje mienie.
Wydaje mi się wszakże, że wiersz można wyjaśniać bardziej uniwersalnie. Tajemnica oznacza popełnione w przeszłości występki – księga jest ich zapisem w umyśle, którego nie można spalić lub w inny sposób unicestwić.
Stracony rok oznaczać może całe zmarnowane kobiece życie – uroda przemija szybko, zadurzenie kończy się bolesnym rozstaniem, często zostają tylko rozczarowania, stracone złudzenia i materialna nędza.
Nikt nie kupował ich krwi
czyli comiesięczne żeńskie udręki nie mają żadnego znaczenia dla świata.
więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru
Odczytujemy to tak, że często trzeba pozbyć się wszystkiego, marzeń, ideałów i mienia, aby tylko przetrwać, zwłaszcza, jeśli wolę działania paraliżuje obciążone winą sumienie.
Bujna trawa sprzedana, a budynek papierni spalony, czyli na odrodzenie, ukojenie, przebaczenie nie ma co liczyć. Aj, czysty padół łez…
Niestety, też mam bolesne tajemnice, o których wolę teraz milczeć, radość uleciała, a bujna trawa uschła i już się nie zazieleni. Siedzę w pracy, jak nikt nie widzi, to trzęsę się ze strachu. Wyobrażam sobie, że mamusia zejdzie, a ja stracę resztę pamięci i mnie wyrzucą z firmy i będę się wyprzedawać, jak nieszczęsne bohaterki wiersza, i umrę z głodu.
Eiléan Ní Chuilleanáin
Zamiast spalić tę książkę lub sprzedać po cenie,
Ukryły ją i milczały jak grób, nawet w domu,
Żeby historia tego straconego roku
Została dla każdej prywatnym złudzeniem.
Choć zanikała pamięć, musiały żyć dalej.
Nikt nie kupował ich krwi, więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru,
Prawo wypasu aż pod okna saloniku,
A w końcu świeżą, bujną trawę,
Która wyrosła pod pierwszym łukiem
Mostu przy spalonym budynku papierni.
Przełożył Jerzy Jarniewicz
****
Komentarz Kornelii: Osobliwy wiersz urodzonej w 1942 roku irlandzkiej autorki, często uważanej za najwybitniejszą poetkę Szmaragdowej Wyspy. Jak wyznaje Eiléan Ní Chuilleanáin jej utwory „wyrastają z problemów codzienności, ale drogą nie wprost, bo przez mity, folklor i historię”. Poetka często sięga do tradycji i symboli katolicyzmu, analizowanych w świetle sytuacji kobiet we współczesnej Irlandii. Utwór z pewnością posepny, ale niełatwy do interpretacji (nie znalazłam „oficjalnego” wyjaśnienia) . Eiléan pochodzi z rodziny patriotów, walczących przeciw brytyjskim ciemięzcom. Jeden z jej krewnych, poeta Joseph Mary Plunkett, został w 1916 roku rozstrzelany przez Anglików.
Być może utwór należy rozumieć w tym kontekście – ukryta księga to sekretne dokumenty irlandzkich powstańców, stracony rok to klęska Powstania Wielkanocnego w 1916 roku. Mężczyźni zginęli, zbiegli lub gniją w więzieniach. Kobiety same żyją w nędzy – nikt nie kupował ich krwi, oznacza, że zgodnie z obyczajami Irlandii niewiasty nie mogły brać udziału w wojnie wyzwoleńczej, nie dostawały wsparcia od republikanów. Wyprzedawały więc całe swoje mienie.
Wydaje mi się wszakże, że wiersz można wyjaśniać bardziej uniwersalnie. Tajemnica oznacza popełnione w przeszłości występki – księga jest ich zapisem w umyśle, którego nie można spalić lub w inny sposób unicestwić.
Stracony rok oznaczać może całe zmarnowane kobiece życie – uroda przemija szybko, zadurzenie kończy się bolesnym rozstaniem, często zostają tylko rozczarowania, stracone złudzenia i materialna nędza.
Nikt nie kupował ich krwi
czyli comiesięczne żeńskie udręki nie mają żadnego znaczenia dla świata.
więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru
Odczytujemy to tak, że często trzeba pozbyć się wszystkiego, marzeń, ideałów i mienia, aby tylko przetrwać, zwłaszcza, jeśli wolę działania paraliżuje obciążone winą sumienie.
Bujna trawa sprzedana, a budynek papierni spalony, czyli na odrodzenie, ukojenie, przebaczenie nie ma co liczyć. Aj, czysty padół łez…
Niestety, też mam bolesne tajemnice, o których wolę teraz milczeć, radość uleciała, a bujna trawa uschła i już się nie zazieleni. Siedzę w pracy, jak nikt nie widzi, to trzęsę się ze strachu. Wyobrażam sobie, że mamusia zejdzie, a ja stracę resztę pamięci i mnie wyrzucą z firmy i będę się wyprzedawać, jak nieszczęsne bohaterki wiersza, i umrę z głodu.
Czerń nad moim łożem
Nocą
Monika Taubitz
Czasem
nocą zdaje mi się,
że drzwi są otwarte.
Czyżbym nie zamknęła
mojego domu?
Aż tyle nocy
nie wpuściłam.
Czerń
przed moim łożem
w całej swej okazałości.
Coś, szydząc ze mnie,
zachwiało moim przekonaniem,
że w dłoni
trzymam klucz.
Przełożyła Magdalena Sanocka
****
Komentarz Kornelii: Mroczny wiersz urodzonej w 1937 roku we Wrocławiu niemieckiej poetki. Noc, wdzierająca się do domu, oznacza czarne myśli, dławiące obłoki melancholii. Nie pomoże zamykanie drzwi, czy też stosowanie różnych blokad psychicznych. Noc powinna przynosić ukojenie, lecz niekiedy okazuje się koszmarem „w całej swej okazałości”.
Coś, szydząc ze mnie,
zachwiało moim przekonaniem,
że w dłoni
trzymam klucz.
Cóż, nocne rozmyślania prowadzą do wniosku, że możemy walczyć, ale nie potrafimy sterować swym losem, nie trzymamy w dłoni klucza do przyszłości. Czerń przytłacza. Jesteśmy marionetkami w rękach Czegoś szydzącego, potężnego nieznanego.
Też czuję się jak marionetka, aczkolwiek lubię noc – nawet, jeśli ma przynieść halucynacje, majaki i widma przeszłości. Przejechałam znad morza, czuję się okropnie po podróży i związanym z nią lęku. Musiałam zatrzymać się u rodziców, mama znowu zaczyna umierać i chce, żebym szukała jej w internecie informacji o operacyjnym usuwaniu nowotworów. Prymuśnie. Boli mnie głowa i muszę wcześnie wstać, żeby zdażyć do pracy. Idę spać i nie przejmuję się czernią nad moim łóżkiem, w którym uciekałam od jawy przez wiele lat.
Monika Taubitz
Czasem
nocą zdaje mi się,
że drzwi są otwarte.
Czyżbym nie zamknęła
mojego domu?
Aż tyle nocy
nie wpuściłam.
Czerń
przed moim łożem
w całej swej okazałości.
Coś, szydząc ze mnie,
zachwiało moim przekonaniem,
że w dłoni
trzymam klucz.
Przełożyła Magdalena Sanocka
****
Komentarz Kornelii: Mroczny wiersz urodzonej w 1937 roku we Wrocławiu niemieckiej poetki. Noc, wdzierająca się do domu, oznacza czarne myśli, dławiące obłoki melancholii. Nie pomoże zamykanie drzwi, czy też stosowanie różnych blokad psychicznych. Noc powinna przynosić ukojenie, lecz niekiedy okazuje się koszmarem „w całej swej okazałości”.
Coś, szydząc ze mnie,
zachwiało moim przekonaniem,
że w dłoni
trzymam klucz.
Cóż, nocne rozmyślania prowadzą do wniosku, że możemy walczyć, ale nie potrafimy sterować swym losem, nie trzymamy w dłoni klucza do przyszłości. Czerń przytłacza. Jesteśmy marionetkami w rękach Czegoś szydzącego, potężnego nieznanego.
Też czuję się jak marionetka, aczkolwiek lubię noc – nawet, jeśli ma przynieść halucynacje, majaki i widma przeszłości. Przejechałam znad morza, czuję się okropnie po podróży i związanym z nią lęku. Musiałam zatrzymać się u rodziców, mama znowu zaczyna umierać i chce, żebym szukała jej w internecie informacji o operacyjnym usuwaniu nowotworów. Prymuśnie. Boli mnie głowa i muszę wcześnie wstać, żeby zdażyć do pracy. Idę spać i nie przejmuję się czernią nad moim łóżkiem, w którym uciekałam od jawy przez wiele lat.
Smolisty kożuch bagna
John Montague
Delikatny, smolisty kożuch
bagna biegnie na
spotkanie z prądem,
sunie ku falom i wtóruje
chrypliwej mowie morza.
Pod wręgami bagniska
szaleństwo śliskości: połyskliwa
młocka czarnych pasów
srebrno-zielonych makreli,
opalizujący pierścień
łapiących powietrze pstrągów.
Tak jak ryba najmocniej
lśni przed śmiercią
tak łuski morskiego bagna
świecą wiecznym
ogniem zgnilizny
– j a s n a w o d a –
światło w przesmyku
przed sztormem.
Przełożył Andrzej Szuba