The Massacre of The Cathars
Paradox
(The hatred that was shown by the crusaders
For people who were basically peaceful
And the extremes of torture and murder
To rid France of the heretics)
Look out Sentry
We’re in a killing mood
Don’t stand in our way
Don’t try to slow us down
This is war, seek Divinity
We only want to stop heresy
Terror, hatred, murder
Error, fateful, mistake
No need to shout boy
It won’t save your skin now
It’s best to prepare
The time must come for all
Terror, hatred, murder
Error fateful, mistake
Don’t stop carry on ahead
Don’t stop till they are all dead
Minerve die
Cathars fly
Don’t stop just swing that sword boy
No one to resist you just forge on
Massacre, Heretics, Cathars
Murder, in the name of the Lord
Blood flows like fire in my brain
Blood flows like water reddened rain
Won’t you come and join us
Praise and rejoice us more
If we don’t act
And win this war
These heretic bastards
Will be knocking at your door
Massacre, Heretics, Cathars
Murder, in the name of the Lord
If we don’t end this blasphemy
The war will reign for centuries
Keep our church free, we will
Massacre these Cathars and make sure
Jak przetrącone skrzydło
Welon
János Pilinszky
Nie ma słońca. Nie ma księżyca.
I nie ma dzieciństwa.
I zwłaszcza ziemi nie ma, ojczystej ziemi.
Nie ma trumny i nie ma ojczyzny.
Nie ma kołyski i nie ma posłanego łóżka
— podłożonej nam pod głowę śmierci.
Na ostrzu igły wiruje wszystko, co żyje,
a nasz spokój to nic innego,
jak przetrącone skrzydło, które omdlewa
niczym zdjęty, albo nawet nie zdjęty,
welon panny młodej, umierający na gwoździu.
Zwisa.
Zwisamy.
Nie ma dla nas nawet cmentarza.
Przełożył Jerzy Snopek
János Pilinszky
Nie ma słońca. Nie ma księżyca.
I nie ma dzieciństwa.
I zwłaszcza ziemi nie ma, ojczystej ziemi.
Nie ma trumny i nie ma ojczyzny.
Nie ma kołyski i nie ma posłanego łóżka
— podłożonej nam pod głowę śmierci.
Na ostrzu igły wiruje wszystko, co żyje,
a nasz spokój to nic innego,
jak przetrącone skrzydło, które omdlewa
niczym zdjęty, albo nawet nie zdjęty,
welon panny młodej, umierający na gwoździu.
Zwisa.
Zwisamy.
Nie ma dla nas nawet cmentarza.
Przełożył Jerzy Snopek
Żmija z rozdwojonym językiem
****
Marie Lundquist
Tak często pytałam
o winę
że zapomniałam
skąd jest:
żmija, która mówi
rozdwojonym językiem
i martwa
natura w błogiej
gliniance
Przełożył Zbigniew Kruszyński
***
Komentarz Kornelii: Promieniujący melancholią krótki wiersz urodzonej w 1950 roku szwedzkiej poetki i dramatopisarki. Nie jestem pewna, jak interpretować, może utwór nie do końca depresyjny, dlatego zaistnieje poza kategorią. Lubię twórczość Marie Lundquist, ponieważ, podobnie jak ja, autorka zmaga się z problemem winy. Kiedy Marie była nastolatką, jej matka zginęła z własnej ręki. Zazwyczaj oskarżamy się o samobójczą śmierć osób najbliższych. O moich osiągnięciach wolę nie wspominać.
Poetka dręczy się pytaniami o winę. Czas upływa, dramatyczne wydarzenia zacierają się w pamięci. Ale przecież wciąż tkwią w umyśle, jak:
żmija, która mówi
rozdwojonym językiem
albo jak martwa natura, symbol śmierci. Glinianka wydaje się błoga, bowiem życie toczy się dalej, przezwyciężyliśmy traumę i trwamy nadal, nawet osiągając stan pewnej przyjemności. Tym niemniej natura jest nieodwołalnie martwa. Zapomnienie pomaga tylko pozornie i niczego nie zmieni.
Cóż, także zapominam dawne zaszłości. Właściwie nie wierzę, że to zdarzyło się naprawdę. Ale żmija ma naprawdę rozdwojony język, mówi i oskarża. Ból został i niekiedy się budzi wraz z pamięcią. Jestem martwa, wraz z całym światem, który przetwarzam zmysłami. Nie ma ucieczki.
Wróciłam znad morza, krótki wyjazd był błędem, nie zaaklimatyzowałam się, teraz kołacze mi głowa, czuję się, jakbym miała szpilki wbite w oczy. Nie mogę w ogóle spać. Obrzydliwa pora roku, prawie nie zapada noc. Nie mogę uciec w ciemność. Przepełzłam jakoś przez maj, miesiąc, który zazwyczaj najbardziej mnie dręczył, ale czerwiec zapowiada się jeszcze bardziej tragicznie. Kiedy wreszcie zaczną skracać się dni?!?!
Podczas mojej nieobecności złodzieje włamali się do domu rodziców. I teraz mamusia oskarża mnie, że powinnam z nią siedzieć i pilnować domostwa, a nie snuć pod dalekich plażach. Znowu mam się czuć winna? Ale bryndza…
Zamknę się w łazience i zaczekam na zmrok…
Marie Lundquist
Tak często pytałam
o winę
że zapomniałam
skąd jest:
żmija, która mówi
rozdwojonym językiem
i martwa
natura w błogiej
gliniance
Przełożył Zbigniew Kruszyński
***
Komentarz Kornelii: Promieniujący melancholią krótki wiersz urodzonej w 1950 roku szwedzkiej poetki i dramatopisarki. Nie jestem pewna, jak interpretować, może utwór nie do końca depresyjny, dlatego zaistnieje poza kategorią. Lubię twórczość Marie Lundquist, ponieważ, podobnie jak ja, autorka zmaga się z problemem winy. Kiedy Marie była nastolatką, jej matka zginęła z własnej ręki. Zazwyczaj oskarżamy się o samobójczą śmierć osób najbliższych. O moich osiągnięciach wolę nie wspominać.
Poetka dręczy się pytaniami o winę. Czas upływa, dramatyczne wydarzenia zacierają się w pamięci. Ale przecież wciąż tkwią w umyśle, jak:
żmija, która mówi
rozdwojonym językiem
albo jak martwa natura, symbol śmierci. Glinianka wydaje się błoga, bowiem życie toczy się dalej, przezwyciężyliśmy traumę i trwamy nadal, nawet osiągając stan pewnej przyjemności. Tym niemniej natura jest nieodwołalnie martwa. Zapomnienie pomaga tylko pozornie i niczego nie zmieni.
Cóż, także zapominam dawne zaszłości. Właściwie nie wierzę, że to zdarzyło się naprawdę. Ale żmija ma naprawdę rozdwojony język, mówi i oskarża. Ból został i niekiedy się budzi wraz z pamięcią. Jestem martwa, wraz z całym światem, który przetwarzam zmysłami. Nie ma ucieczki.
Wróciłam znad morza, krótki wyjazd był błędem, nie zaaklimatyzowałam się, teraz kołacze mi głowa, czuję się, jakbym miała szpilki wbite w oczy. Nie mogę w ogóle spać. Obrzydliwa pora roku, prawie nie zapada noc. Nie mogę uciec w ciemność. Przepełzłam jakoś przez maj, miesiąc, który zazwyczaj najbardziej mnie dręczył, ale czerwiec zapowiada się jeszcze bardziej tragicznie. Kiedy wreszcie zaczną skracać się dni?!?!
Podczas mojej nieobecności złodzieje włamali się do domu rodziców. I teraz mamusia oskarża mnie, że powinnam z nią siedzieć i pilnować domostwa, a nie snuć pod dalekich plażach. Znowu mam się czuć winna? Ale bryndza…
Zamknę się w łazience i zaczekam na zmrok…
Krzyk pod czarnym księzycem
Pieśń jeźdźca
Federico García Lorca
W księżycu włóczęgów
czarnym z samotności
śpiewają ostrogi.
Koniu czarnej maści,
dokąd niesiesz wędrowca zmarłego?
…Stalowe ostrogi
martwego włóczęgi,
który lejce zwolnił.
Koniu chłodnej sierści,
jakiż zapach ma nóż, który okwitł?
W zaćmionym księżycu
rozkrwawiło pasmo
gór Sierra Morena.
Koniu czarnej maści,
dokąd niesiesz wędrowca zmarłego?
Noc o czarnych bokach
gwiazd ostrogą wspięta
cwałuje przez niebo.
Koniu chłodnej sierści,
jakiż zapach ma nóż, który okwitł?
Pod czarnym księżycem
krzyk i blask szeroki
weselnego ognia.
Koniu czarnej maści,
dokąd niesiesz wędrowca zmarłego?
Przełożyła Halina Poświatowska