Obłęd
Nuala Ní Dhomhnail
Starucha spod wiatraka
pierze w rzece zakrwawione koszule,
łypie na mnie spode łba
niepokojąco często.
A pies szczeka i szczeka
zza węgła.
Ucichły kościelne dzwony,
zakapturzony kruk leci wprost na mnie,
Muszę się stąd wynosić.
W wiosce
wilkiem na mnie patrzą;
spuszczają głowy,
boją się jak zarazy.
Od wiatru jeżą się włosy
na karkach wzgórz;
deszcz tarabani o ziemię,
zrywa się śnieżna zawieja.
Z trzaskiem zamykam im drzwi
przed nosem.
… i budzę się w środku nocy
pośród siarczanych świateł
gdy sufit powoli jaśnieje
cieknącym kroplami porankiem,
drzwi otwierają się same,
pies przez nie wpada
rzuca się na mnie w tej właśnie chwili,
oczy ma jak talerze -
nie, większe, to koła u wozu,
nie, dużo większe – skrzydła
wirującego wiatraka..
(według przekładu Dereka Mahona)
Przełożył Jerzy Jarniewicz
Komentarz Kornelii: Przerażające studium obłędu i wyobcowania pióra irlandzkiej poetki. Bohaterka jest inna, pełna strachu, społeczność jej nie akceptuje. Boi się psów, podobnie jak ja. Szczekanie wioskowego kundla jest symbolem zagrożenia, lęku, który atakuje o świcie. „Oczy ma jak talerze” – czy to nie nawiązanie do baśni Andersena?
Cóż, w jakimś sensie mogę się z tą nieszczęśnicą identyfikować. U kresu nocy, gdy pewne jest, że kojący sen minął i wkrótce będzie trzeba będzie wstać, wejść w ten obrzydliwy świat, paraliżuje mnie lęk, strach wielkooki. Panuję nad sobą, ładnie się ubieram, ale myślę, że niektórzy uważają mnie tu za wariatkę. Niekiedy mówię sama do siebie, śpiewam, zawsze jestem sama. Nie mogę już znieść tej trwogi. Wczasowałam się nad morzem za długo. Owszem, poprzez intensywne rowerowanie zdobyłam wspaniałą kondycję fizyczną, jakiej nigdy wcześniej nie miałam, ale strach coraz silniej uderza mnie w twarz. Może piłam za dużo? Może to z samotności? Jutro przed świtem wracam – strasznie boję się podróży tym nowym, ciasnym pociągiem Pendolino. Na pewno ktoś mnie dotknie. Jak szczęśliwie dojadę, zakwateruję się u rodziców. Za bardzo się boję wrócić do mieszkania. Może przez kilka tygodni jakoś się uspokoję, wtedy przejadę do siebie. U rodziców mam wszystko podane pod nos, zainstaluję się w łóżku, zwinę w kłębek, nasunę kołdrę na głowę. I tak chciałabym zostać. Nie będę już tu pisać.
Jedna myśl nt. „Pies rzuca się na mnie”
To chyba jest trochę tak, że świat
zewnętrzny staje się odzwierciedleniem stanu naszej duszy. Kiedy
przepełnia nas lęk, wszystko wokół zdaje się być pułapką, w samotności
dostrzegamy jedynie szczęście, które nie może stać się naszym udziałem.
Czasem mam tak, że kiedy budzę się rano, tak bardzo przeraża mnie
nadchodzący dzień, że strach wgniata w łóżko. Nieraz wieczorem nie da
się zasnąć z obawy przed jutrem. W przeciwieństwie do Ciebie, nie panuję
nad sobą, jestem zdominowana przez emocje. Bywa, że chodzę ulicami ze
łzami płynącymi po twarzy, trudno też ukryć drżenie rąk. Myślę, że
musisz czuć się bardzo samotna, skoro mówisz do siebie. Podobnie jak ja.
Zatem krążę gdzieś obok myślami, może choć przez chwilę poczujesz, że
nie jesteś tak bardzo opuszczona przez wszystkich, jak Ci się wydaje.
Mijające się łódki na wzburzonym, czarnym oceanie.