280
Czułam, szedł pogrzeb
Emily Dickinson
Czułam – szedł pogrzeb w moim mózgu,
Żałobnicy – tu i tam krocząc -
Stąpali ciężko – coraz ciężej -
Aż rozum wyrywać się począł -
A kiedy wszyscy zasiedli,
Grabarze zaczęli walić
Jak bęben – bili bez przerwy -
Aż mój umysł ogarnął paraliż -
Usłyszałam jak podnoszą skrzynię
I przez duszę moją ciągną Oni -
W skrzypiącym obuwiu z ołowiu -
Wtedy przestrzeń zaczęła dzwonić,
Jakby dzwonem były całe niebiosa -
A uchem tylko – istnienie,
Zaś cisza i ja – samotnym
Rozbitym – obcym plemieniem -
Potem pękła jakaś deska w mózgu
I upadłam,i spadałam w próżni -
Raz po raz uderzając jakiś świat,
By na koniec – nie móc nic rozróżnić -
Przełożyła Ludmiła Marjańska
Żałoba cmentarnych pomników
Cmentarz
Peter Didsbury
Siedział w tyle autobusu
i gapił się na kamienie
Padał śnieg
a dłoń porastały mu cienkie włoski
Patrzył na jawory
wędrujące po okrągłym księżycu
Czarne i białe pomyślał
gdy jego długi cień się od niego uwolnił
Czarne i białe,
szorował szybę rękawem
Przełożył Jerzy Jarniewicz
****
Komentarz Kornelii: Peter Didsbury, urodzony w 1946 roku przedstawiciel brytyjskiego odrodzenia poetyckiego. Protagonista wiersza jedzie w zimowy wieczór autobusem i obserwuje skąpany w księżycowym blasku cmentarz. Patrzy na nagrobki Zdaje sobie sprawę z własnej cielesności i przemijalności. Nie do końca rozumiem „czarne i białe” – może to tylko gra świateł wśród pomników, albo alegoria śmierci i życia. Szorowanie szyby rękawem to może symbol daremnej próby dotarcia do istoty rzeczy.
Ostatnio spaceruję po cmentarzu, zapamiętuję imiona zgasłych ostatnio osób z młodszego pokolenia i sprawdzam na fejsbuku. Większość jest – pozują do zdjęć z rodziną, przyjaciółmi, swymi małymi dziećmi. Nie ma żadnych informacji o śmierci, przeważnie wpisy urywają się. Elektroniczna nieśmiertelność jedyną możliwą?
Mama przypuszcza, że ma raka płuc, pokazała mi i bratu, gdzie schowała pieniądze na pogrzeb. Zapowiada się kłótnia o spadek. Nie wiem, czy wyjść i nigdy już tam nie wrócić, jak tatuś przekaże cały cash swoim wnusiom. Tak naprawdę jest mi wszystko jedno. Wydaje mi się, że mama jeszcze trochę pożyje. Nie wiem, dlaczego ściska mnie znużenie, gasi umysł nieustanna senność. Uważam, że świat urządzony został wyjątkowo absurdalnie. Wszędzie można kupić te okropne i degustujące prezerwatywy, do tego kolorowe, jakby ludzie pieprzyli się nieustanie (zapewne się pieprzą). Przepraszam za wulgaryzm, przeważnie ich nie używam, dziś tylko pozwoliłam sobie na wyjątek, ponieważ doświadczam jakiegoś mocno smutnego dnia. Tak więc wszędzie prezerwatywy, a nigdzie nie ma tabletek do autoeutanazji. A powinny przecież zostać wystawione takie automaty z błyskawicznie i bezboleśnie działającym eutanazolem, wszędzie, na przystankach, w sklepach, w toaletach.
Kora, zamarznięta nicość
Nic
Adriena Šimotová
Nic nie jest omotane sznurkiem bezsilności
Nic nie leży na gałęziach
Nic nie wytrawiam do zmarzniętej podłogi
Nic nie czytam z dymów ogienków
Nic nie pisze dla mnie chmura na niebie
Nic nie jest podobne do szczęścia ani bólu
wszystko jest zesztywniałe jak zmarzły ptak
lekki i chrzęszczący
który nie wytrzymał tego Nic
tak głęboko pod temperaturą zamarzania
Przełożył Franciszek Nastulczyk
Żyła mozolnie, zgorzkniała
Ciotka Svea
Lars Gustafsson
Żyła osiemdziesiąt sześć lat
Właściwie nie tak długo.
(Patrząc w szerszej perspektywie).
Zimą 1919 roku była dziewczynką w Smålandii,
która tak się cieszyła z nowych butów.
(Nigdy przedtem nie miała nowych butów).
Suszyła je
nad rozżarzonym piecem w klasie,
aż zobaczyła, że podeszwy
są z tektury.
Wróciła do domu w śnieżnej zamieci
w samych skarpetach,
tak opowiadano.
I żyła potem mozolnie, zgorzkniała,
osiemdziesiąt lat,
pod koniec życia siedząc sama, bezdzietna
w swojej ciemnej kuchni.
Przełożył Zbigniew Kruszyński
Nad nami zamarzłe niebo
Grudzień
Reiner Kunze
Miasto, rybo, bez ruchu
stoisz w toni
Nad nami zamarzłe niebo
……………
Przezimować, pyskiem
w głąb
Przełożył Jakub Ekier
Komentarz Kornelii: Lakoniczny i jednoznacznie zamarznięty utwór urodzonego w 1933 roku niemieckiego twórcy. Przepisałam z tomu: Remont Poranka, Biuro Literackie, Wrocław 2008.
Zdaniem poety, grudzień to miesiąc posępny. Życie w ciemności i zimnie zamiera. Niebo pokryte jest lodem – uczucia nie mają dostępu. Jesteśmy jak ryby zimą, które mogą tylko podjąć próbę przezimowania, przetrwania do ciepłej wiosny, być może skazaną na klęskę, ponieważ „pyskiem w głąb”. Jak dla mnie także alegoria zmierzchu naszego bytowania, kiedy ciało traci już siły witalne. „Pyskiem w głąb” może oznaczać nieuchronny pogrzeb.
Ale grudzień to mój umiłowany miesiąc, gdy mrok mnie otula, pociesza, całuje, pozwala skryć się we śnie. Zapadające ciemności obdarzają mnie pieszczotami jak najbardziej czuły kochanek (którego nigdy nie miałam). Zmysły cichną w jeziorze zmierzchu. Nic nie czuję i nic mnie nie boli. Nigdy mnie nie było. Żałuję każdego kończącego się grudniowego dnia.
Ale jeszcze ten paroksyzm Bożego Narodzenia. Jak to przetrwać? Gdyby tak czas zachodu słońca mógł się zatrzymać. Niech słońce już nie wzniesie się wyżej! Może skoczę ku niskiemu słońcu i zawisnę, wczepiona w złocistą kulę, całym moim ciężarem ściągnę ją w dół.
Mama powiedziała, że czuje się okropnie, umiera i że mam opiekować się ojcem. Nie wiem, czy uciec na święta nad morze, czy też asystować przy umieraniu, obierając te lepkie kartofle. Zapewne ucieknę, to moja życiowa strategia.
A jak rzeczywiście umrze?
Mam mnóstwo pracy, dziś i jutro. Chcę pod kołdrę.
Chcę pod kołdrę.
Teraz.
W mroźnym oddechu zimnych kobiet
Niebo
Laura Riding
Gwiazdom skrzydła nieruchomieją nad miastem
W mroźnym oddechu zimnych kobiet.
Księżyc to nikły wróg dla zimnych kobiet,
Ubywający do ostatniej chłodnej kreski.
Co jest chłodniejsze niż dziewczęcy świt?
Zerka znad łuku księżycowego ramienia
jak przestraszone dziecko wzywa słońce.
Co okrutniejsze jest od słońca według mrozu?
Jednak nie ma bieli
Takiej jak biel tych kobiet.
Słońce trudzi się z odejściem w groźnym lęku,
Wie, że na świat wyda zmierzch, który trzeba
oddać obojętności zimnych kobiet.
Takie są nieba zimnych kobiet:
onieśmielone oraz odmrożone.
Fragment poematu „Miasto zimnych kobiet”, przełożyła Julia Fiedorczuk
Wszyscy szukają samotności
Marie Lundquist
Wszyscy szukają samotności. Kobiety składają
ją i wtykają między piersi. Uciekinierzy
noszą ją głęboko w kieszeni. Kiedy się
rozbiorą liczą zadrapania na udzie. Nawet
noworodki mają otwór w kościach czaszki
aby przygotować jej miejsce.
Przełożył Zbigniew Kruszyński