Archiwum bloga

sobota, 16 grudnia 2017

Zawistne spojrzenie czasu


Zawistne spojrzenie czasu

Oko czasu

Paul Celan

Oto jest oko czasu:
błyszczy zawistnie
pod siedmiobarwną brwią.
Jego powiekę przemywa ogień,
paruje jego łza.
Wlatuje w nie ślepa gwiazda
i roztapia się o gorącą rzęsę:
ciepło się robi na świecie
a umarli
wypuszczają pąki i kwitną.
Przełożył Ryszard Krynicki

Auge der Zeit

Paul Celan

Dies ist das Auge der Zeit:
es blickt scheel
unter siebenfarbener Braue.
Sein Lid wird von Feuern gewaschen,
seine Träne ist Dampf.
Der blinde Stern fliegt es an
und zerschmilzt an der heißeren Wimper:
es wird warm in der Welt
und die Toten
knospen und blühen.
***
Komentarz Kornelii: Zdumiewające wiersz żydowsko-niemieckiego poety. Zamiast wydawać pieniądze na bezsensownie drogie wino (na domiar złego to wielkanocne Brunello di Montalcino za 109 zł mi nie smakowało), powinnam raczej zainwestować w biografię genialnie mrocznego twórcy albo w zbiór jego wierszy z komentarzami, żeby je lepiej zrozumieć. Ale cóż, wydaje mi się, że nie jestem już zdolna do wysiłku intelektualnego – wstając czy też raczej wypełzając z pościeli, już myślę o zmroku i śnie. A po zmianie czasu dni stały się bezlitośnie długie – nie ma jak się schować przed słońcem. Bolesny złotolity blask leje się kaskadami z nieba. Mam wrażenie, że gotują mi się pęcherze na skórze. W lesie wciąż bezlistne drzewa nie dają cienia. Zda mi się na leśnych ścieżkach, że zaraz spłonę wraz ze smaganą słonecznymi promieniami ściółką.
Ale ma być o wierszu. Według jednej z interpretacji utwór odnosi się do Holokaustu. Paul Celan utracił w Zagładzie rodziców i siostrę, tęskni za nimi, cierpi, czuje się samotny. Patrzy na niego zawistnie okrutne oko mijającego czasu, „siedmiobarwna brew” odpowiada siedmiu dniom stworzenia świata, może też oznaczać siedmioramienny świecznik, symbol religii żydowskiej. Ale w wierszu jest pewna nadzieja. Żałoba i smutek nie są jałowe – umarli wracają przynajmniej we wspomnieniach, wypuszczają pąki i kwitną.
Zapewne wolno mi odczytać utwór w inny sposób – podlegamy czasowi, który niszczy nas powoli, ale nieubłaganie. Siedmiobarwna brew to daremnie, kruche i przemijające uroki życia. Powiekę przemywa i dręczy ogień codziennych życiowych trudów, czynności, absurdów. Łza paruje, nie ukoi gorąca i bólu. Gwiazda jest ślepa, to symbol braku nadziei. Na świecie robi się cieplej, wiosna przywołuje dramaty, tragedie, zmarłych, których pogrzebaliśmy już dawno i chcemy po prostu zapomnieć, zamknąć ten trumienny rozdział w życiu. Ale to niemożliwe – wiosenny czas wyrywa mnie z uspokajającego snu, topi ochronną powłokę lodu, zmarli żyją w moich snach, nie chcą odejść, rozkwitają, mają czarne dłonie.
Ach, koszmar… W czas Wielkanocy musiałam spełnić obowiązki cmentarne i zapalić świece w kształcie jaja. Lepiej będzie, jak tam już nigdy nie pójdę. Ale nie mam wielkiego wyboru.
Przede mną maj, gorzki miesiąc samobojców. Widok kwitnących bzów znów wciągnie Korę pod lustro martwej wody.

11 myśli nt. „Zawistne spojrzenie czasu”

  1. Może właśnie zaangażowanie intelektualne pomyślnie wpłynęłoby na stan Twojego ducha. Zaskakująca nieco interpretacja, wypuszczający pąki umarli nasunęli mi raczej niezbyt estetyczną wizję rozkładających się zwłok. Wizyta na cmentarzu musiała być trudna – przeszłość znowu wyciągnęła po Ciebie swe macki i powróciły nieoswojone wspomnienia.
    „Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. Wywodzi
    Z nieżywej ziemi łodygi bzu, miesza
    Pamięć i pożądanie, podnieca
    Gnuśne korzenie sypiąc ciepły deszcz.
    Zima nas otulała i kryła
    Ziemię śniegiem łaskawym, karmiła
    Maleńkie życie strawą suchych kłączy.
    Zaskoczyło nas lato, idąc nad Starnbergesee
    Rzęsistym deszczem.”
    W relacji jest dziwnie. Kilka dni temu niemalże scena zazdrości o moich przyjaciół. Słowa, że ja nie doceniam tego co miałam, ale sprawiedliwy los się na mnie zemści za to, że odrzuciłam miłość tak cenną, bo osiągniętą z takim trudem pokonania nieufności. Że ja sobie mogę ludzi wybierać. Gdy zwróciłam uwagę na to, że ma wokół siebie więcej ludzi niż ja, usłyszałam, że ma ich wszystkich w dupie, że to powierzchowne i nic nie znaczące relacje. A to przeczy temu, co słyszałam na co dzień, o tym, jacy ci ludzie są wspaniali i wyjątkowi. Dziś jakieś spotkanie, nie chce mi powiedzieć z kim, prawie nie rozmawiamy. Wczoraj przez cały dzień nieobecność. Nie wiem, co myśleć o tym wszystkim.
    Moi przyjaciele są tu tylko na chwilę. Jeszcze są, a ja już za nimi tęsknię. Ola wkrótce wróci do swojego dawnego życia i choć obecnie jest dla mnie jak siostra, wkrótce znowu zostanę sama. Nasz przyjaciel staje się coraz bardziej agresywny, a ja myślę sobie, że chciałabym mieć takiego brata. Nie chciałam się tak do nich przywiązać. Boję się.
    Nie załamuję się tylko dlatego, że to wszystko, co mnie otacza, jest tak odrealnione, że nie potrafię uwierzyć, że to moje życie.
    PS. Rzadziej się odzywam, bo nie mam stałego internetu. Wifi domowe współlokatorzy załatwili tylko dla siebie, bo jest jakieś dziwne i ktoś z firmy musi je konfigurować osobno na każdym komputerze, a lte F. nam zabiera, kiedy chce nas ukarać.
    Pozdrawiam ciepło, acz mało wiosennie.
    • Aj, nie rozumiem, kto zabiera Wam Wifi. Dziwne jakieś to wszystko… Nie możesz się zapewne skutecznie uczyć bez internetu (mimo, że ogólnie ogłupia i często chciałabym się odłączyć).
      Ten wiersz o kwietniu przysłałaś mi już w ubiegły roku, znałam go już wcześniej jest sławny. Może kiedyś wstawię, ale nie wiem…
      Twoja relacja to bez żadnych wątpliwości wampir, uprzednio kilkakrotnie na to wskazywałam. już nie wiem co mam powiedzieć. Racjonalne byłoby zerwanie tej znajomości, która do niczego dobrego zapewne już nie doprowadzi, i poszukanie bardziej odpowiedniego towarzystwa, ale tego zapewne nie potrafisz. W każdym razie uważaj na siebie. Ja też lubiłam różne „anormalne” układy, a skutki są opłakane. Trudno mi pojąć, dlaczego chcesz mieć coraz bardziej agresywnego brata, mam nadzieję, że to się dobrze skończy…
      • Wifi nikt nie zabiera, kolega zabiera modem. Który jemu nie jest potrzebny, bo mamy tylko mój komputer. Żeby nas ukarać.
        Przepraszam w takim razie, że się powtarzam, ale wiersz ten uwielbiam niezmiennie i od lat.
        Może i wampir. Ale cóż ja na to mogę, że kocham wampira … W ogóle, łatwo jest mi kochać ludzi, natomiast przestać nijak nie potrafię. Powiedziałabym, że nawet F. kocham jak brata, ale nie wiem, jak to jest kochać brata. I ta jego agresja mnie bezpośrednio nie dotyka, ewentualnie w momencie, gdy się dzieje, nie zostawia śladów. Bo wiem, że to jest chwilowe, a i nie spodziewałam się niczego innego.
      • I jeszcze przypadkiem wbiłam sobie cierń w serce na dobranoc. Przełożyłam karę do innego telefonu, bo chwilowo nie mam swojego i pojawiły się w skrzynce odbiorczej jakieś stare smsy sprzed lat. Z TEGO numeru, podpisanego TYM imieniem, a jednak jakby od zupełnie innego człowieka …
  2. Koro nawet nie wiem dlaczego dla mnie to piękny wiersz.
    Dziękuję bardzo spóźniona za życzenia świąteczne. A ja życzę Ci szczęśliwego przetrwania wiosennego słońca. Zaczynam Cię rozumieć. Dzisiejsza oślepiająca jasność słoneczna i skok w lato też się odbija na moim bardzo złym samopoczuciu….. Pozdrawiam, trzymaj się i mobilizuj jakoś.
  3. Do Was Trojga: :) Wiersz Paula Celana nie jest skrajnie mroczny, dlatego zamieściłam poza kategorią. „Rozkwitający umarli” mają jednoznacznie pozytywny aspekt. Tym niemniej blog jest skrajnie egocentryczny, właściwie solipsystyczny – interpretuję wiersze, sztuki teatralne, tylko ze względu na siebie. Dla mnie jeśli umarli rozkwitają, to znaczy, że nie dają o sobie zapomnieć. A ja już nie chcę pamiętać. Ponadto wiosną, w ciepłe dni, trudniej jest stłumić uczucia i wygenerować stan pustki, także długi sen przestaje być możliwy, niestety…
  4. Nie masz za co przepraszać, nie można wszystkiego pamiętać, a wiersz śliczny, Ciekawe, czy za rok znowu mi go podarujesz… :)
    Wydaje mi się, że maj jest jeszcze bardziej okrutny od kwietnia, eksplozja liści, kwiatów, słońca, długie dni, nic, tylko się cieszyć…
    Wybacz, Twoje zakochanie w wampirze jak również ostatnie przygody są poza najdalszym zasięgiem mojego, zresztą psychopatycznego pojmowania. Mogę Ci tylko życzyć, żeby wszystko ułożyło się tak, jak chcesz. I żebyś była zdrowa, nie popełniała głupstw, dbała o siebie, a czas to wszystko załagodzi, ukoi…
  5. Wczoraj się tak spacyfikowałam, że nie wiedziałam, jak się nazywam, a wieczorem doprawiłam jeszcze jakąś nalewką cytrynową. Obudziłam się z przytłaczającym poczuciem pustki. Dziś było kilka wiadomości jakby nigdy nic. Wczoraj po południu też zwykła rozmowa o niczym. Brak sił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...