Archiwum bloga

wtorek, 19 grudnia 2017

Odrzucone życie


Odrzucone życie

Uległość – wyczekiwanie
Axel Liffner

Dopóki słyszę morze,
żyję.
Lecz z każdym rokiem trzeba,
bym podchodził bliżej.
Niedługo spotkamy się.
Myśl stanie się falą.
Gdy nastąpi spotkanie,
życie i morze pójdą dalej.
Odrzucone z powrotem.
Ulegle idę razem.
Bez szczególnego zadania.
Bez wymagań.

Przełożył Zygmunt Łanowski

Komentarz Kornelii: Melancholijny wiersz poety z chłodnej, mrocznej Szwecji. Bohater zdaje sobie sprawę ze swego przemijania. Słyszy szum morza, które jest dlań symbolem wieczności i śmierci. Każdy rok zbliża do kresu. W końcu życie ucichnie, porwane przez fale, myśli utoną, rozpuszczą się w morskiej pianie.
Mama wróciła ze szpitala, początkowo nawet żwawa, postanowiłam wyrwać się na kilka dni, wyjechałam nad morze. Nie wiem, czy to dobry pomysł – jest za ciepło, aby urzeczywistnić moją dawną koncepcję, tj. w stanie mocnego upojenia winem zamarznąć na plaży. Potrzebuję co najmniej dwóch tygodni, aby się zaaklimatyzować – tak długo być nie mogę, wprawdzie nie odbieram telefonów, aby mi mama zdalnie nie płakała, ale i tak uderzają we mnie stany lekowe jak rozhukane grzywacze. Mogę zwalczyć niepokój, strach cydrem, winem, ale jeśli tak czynię, lęk dławi mnie w nocy – nie ma ucieczki. Długie spacer, zmęczenie, ale nic nie pomaga na sen.
Trudno mi też się oszołomić – lżejsze trunki to teraz dla mnie prawie woda, a jak napiłam się śliwowicy paschalnej (70 procent) to poradzono mi w pubie, abym wzięła taksówkę do domu – i potem całą noc się trzęsłam i tłukłam o ściany. Tak, jak protagonista wiersza marzę, jak moje jestestwo roztapia się w falach, jak wraz z morzem przychodzi kojąca nicość. Ja także:

Ulegle idę razem.
Bez szczególnego zadania.
Bez wymagań.

I nie pragnę już niczego.

7 myśli nt. „Odrzucone życie”

  1. Zostałam sama. „Przyjaciele” wyjechali na początku roku, a ludzie ze zboru, którzy wcześniej mi pomagali, wrócili do własnych spraw. I nie mam nikogo, do kogo mogłabym mówić, więc – jak zwykle w takich sytuacjach – piszę u Ciebie.
    Jest teraz taki dziwny stan, którego nie znam, nie doświadczałam go nigdy wcześniej, a przynajmniej nie mogę sobie przypomnieć. Zresztą, niewiele ogólnie mogę sobie przypomnieć, cała przeszłość zlewa się w jedną zwartą masę, z której czasem wypływają poszczególne wspomnienia, niczym seria stop-klatek. Brak sił, brak celu. Absolutny brak znaczenia i celowości jakichkolwiek czynności i zdarzeń. Uleciały wszelkie definicje, rozpierzchły się punkty odniesienia. Całymi dniami nie wstaję z łóżka, nie potrafię na niczym się skoncentrować, trudno mi nawet dookreślić, o czym myślę. Nawet najprostsze czynności stają się niewykonalne – godzinę zbieram się w sobie, by wstać i zrobić herbatę, idę do kuchni, wstawiam wodę, po czym nie mam siły tam wrócić i jej zalać, więc dochodzę do wniosku, że nie potrzebuję herbaty. I tak po wielokroć. Bywa, że przez kilka dni nie słyszę ludzkiego głosu zwracającego się do mnie i sama też do nikogo nie mówię. Czasem rozpaczliwe szukanie ratunku – dzwonię do mamy, próbuję tłumaczyć, lecz nie do końca potrafię. Coś takiego trzeba przeżyć. Mama w odpowiedzi irytacją pokrywa bezsilność, a ja – gniewem strach. Bo nic tak nie spycha w otchłań jak bezradność w momencie, gdy ja sama jestem tak bardzo bezradna, jak stwierdzenie, że jestem dorosła, więc powinnam umieć sobie radzić. A ja nie umiem. I cóż. Od dawna czuję, że nie nadaję się do tego świata, tylko nie wiem, jak ostatecznie i nieodwołalnie się z tego wszystkiego wypisać. I jeszcze jest zasiana przez chrześcijan obawa przed piekłem, grzechem niewybaczalnym i wiecznym potępieniem. Coraz większy smutek. Żadna rozpaczliwa szamotanina, lecz przytłaczająca i pochłaniająca wszystko apatia. Znikąd ratunku, znikąd nadziei. Jakaś ciemność wypełza z mojego wnętrza i mnie pochłania.
    • Magnolio, spróbuj się jednak jakoś pozbierać. Wiem, że jesteś nadwrażliwa i skrzywdzona przez los, ale nie wolno się poddawać. Liczyłam, że jakoś zintegrujesz się z tym zborem – wprawdzie nie lubię zborów, ale to nie ma znaczenia, ja ogólnie nie lubię świata. Znam osoby inteligentne, wykształcone, ale odczuwające bezsens tego wszystkiego, które przyłączyły się do sekt czy zborów, niekiedy absurdalnych, i jakoś sobie radzą, mają poczucie wspólnoty. Religia zazwyczaj daje jakieś zakorzenienie, kaznodziejskie kościoły są pełne. Może spróbujesz jeszcze raz? Dlaczego nie przyłączyć się do ludzi obdarzonych łaską wiary? Może nie dałaś się przekonać, że Jezus Chrystus jest naszym Zbawicielem, a zborowcy się zniechęcili?
      Już wcześniej radziłam Ci, co powinnaś uczynić – mam przypomnieć? Sama sobie nie radzisz, dlaczego nie poszukać jakiegoś odpowiedniego partnera? Zakochanie się zazwyczaj pomaga. Metoda może prosta, ale często skuteczna. Terapie Ci nie pomogły, lekarstwa także nie, o elemencie dworcowym lepiej zamilczę. Należy spróbować czegoś innego. Na pewno masz lepsze dni, w których możesz podjąć jakieś działania.
      Wydaje mi się, że piekła nie ma, ale naprawdę lepiej nie skakać w przepaść. Nigdy nie wiadomo, gdzie się wyląduje. Sama mnie wcześniej z właściwą sobie subtelnością straszyłaś kotłami ze smołą. Życie jest krótkie jak trzepot rzęs, po co przyśpieszać to, co samo przyjdzie? Zresztą jak sobie coś zrobisz, to doprowadzisz mamę do rozpaczy, a przecież nie chcesz tego, prawda? Twoja mama zapewne stara się jak może, ale Ty też powinnaś trochę się wysilić.
      Jeśli chcesz u mnie pisać, to wolałabym także komentarze do wierszy, a nie tylko gorzkie żale (aczkolwiek te ostatnie licują z czasem Wielkiego Postu) :)
  2. Aj, smuci mnie, że jesteś znów w takich opałach. „Przyjaciół” to bym zbytnio nie żałowała.Nie chodzisz do żadnej szkoły, względnie pracy? Wiem, że nie potrafisz sobie poradzić, napiszę więcej wieczorem, a teraz wyjdź z tego łóżka i przejdź się po pięknym świecie.
    • W nocy przyjaciel ze zboru, po rozmowie telefonicznej ze mną, zabrał mnie na dyżur psychiatryczny. Chcieli mnie zostawić w szpitalu, ale zabrał mnie do siebie. Mam stwierdzoną ciężką depresję. Leczę się. Wybacz gorzkie żale, potrzebowałam komuś o tym powiedzieć. Na komentarze do wierszy też przyjdzie czas.
  3. Jeśli chcesz, to możesz dopisać do listy, aczkolwiek nie wydaje mi się, żeby czytanie tych smętnych wierszy miało na Ciebie pozytywny wpływ. Odpowiem Ci, jak będę w lepszej kondycji i nie-zawiana.
  4. Magnolio, wiem, że masz depresję – niestety, często Ci się to zdarza. W sprawie komentarzy miałam zamiar skłonić Cię do pewnego wysiłku intelektualnego, który może by Ci pomógł . Przeprowadzkę do pana zborowca uważam za znakomity pomysł, aczkolwiek szpital też byłby odpowiedni. Nadal jestem zdania, że jak sobie kogoś nie znajdziesz, to się nie wyzwolisz, jakoś nie potrafisz być sama, a te wszystkie terapie okazują się bezskuteczne. Jak Ci lepiej będzie, to się nad tym zastanów. Trzymaj się bardzo dzielnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...