Ulotka
Tomas Tranströmer
Cicha wściekłość gryzmoli w głąb po ścianie.
Kwitnie sad, nawołuje kukułka.
To narkoza wiosny. A cicha wściekłość
maluje swe hasła na wspak w garażach.
Widzimy wszystko i nic, ale sterczący jak peryskopy
obsługiwane przez strachliwą załogę podziemia.
To wojna minut. Prażące słońce
stoi nad lazaretem, parkingiem cierpienia.
My żywe gwoździe powbijane w społeczeństwo!
Pewnego dnia oderwiemy się od wszystkiego.
Poczujemy powiew śmierci pod skrzydłami
i będziemy łagodniejsi i drapieżniejsi niż tutaj.
Przełożył Leonard Neuger
***
Komentarz Kornelii: Naprawdę wyborny wiersz wybitnego szwedzkiego poety, laureata Literackiej Nagrody Nobla. Zamieszczam bez kategorii, ponieważ zakończenie jest zbyt optymistyczne:
My żywe gwoździe powbijane w społeczeństwo!
Pewnego dnia oderwiemy się od wszystkiego.
Poczujemy powiew śmierci pod skrzydłami
i będziemy łagodniejsi i drapieżniejsi niż tutaj.
Oznacza to, że mimo wszelkich udręk i bólu naszej egzystencji śmierć skrzydlata przyniesie wybawienie lub ukojenie.
Cóż, pragnę, aby tak było, ale pewności przecież więc nie mogę. Niekiedy dręczy mnie wizja, że po tamtej stronie czeka naprawdę cuchnące bagno i trzeba będzie zapłacić za wszystko. Może również stać się tak, że aberracyjne życie zacznie się od podczątku.
Ale utwór Tomas Tranströmer znalazł moje uznanie, ponieważ zdał mi się jednoznacznie antywiosenny.
Cicha wściekłość gryzmoli w głąb po ścianie.
Kwitnie sad, nawołuje kukułka.
To narkoza wiosny. A cicha wściekłość
maluje swe hasła na wspak w garażach.
Czyli ten jakoby cudowny krzyk budzącej się do życia przyrody tak naprawdę wywołuje cierpienia, powoduje wściekłość i gniew. Garaże to symbol mrocznego smutku – hasła na wspak czyli wściekłość jest płonna i daremna. Jest cicha, ponieważ zdajemy sobie sprawę z jej daremności.
Widzimy wszystko i nic, ale sterczący jak peryskopy
obsługiwane przez strachliwą załogę podziemia.
Rozumiem to tak, że wiosenny czas burzy nam zmysły, zaburza percepcję, podsyca drzemiące w nas strachy i neurozy.
To wojna minut. Prażące słońce
stoi nad lazaretem, parkingiem cierpienia.
Wojna minut, czyli wiosną każda minuta może przyprawić o szaleństwo, skłonić do podjęcia ostatecznej decyzji. Prażące słońce nie daje wytchnienia, przekształca życie w jeden wielki lazaret chorób bolesnych i nieuleczalnych.
Cóż, mogę tylko po raz setny już chyba powiedzieć, że ja wiosną też chodzę wściekła, o wiele bardziej niż zwykle. Po prostu nie mogę znieść palącego kontrastu między tym słonecznym, kwiatowym, młodozielonym światem, a własną mroczną i gnijącą duszą. Tak, odczuwam swe bytowanie jak rozpalony parking cierpienia.
W zasadzie powinnam albo się powiesić albo zaprzestać tych godnych ubolewania jeremiad.
A może rytualne lamenty chronią mnie przed stryczkową solucją? Nie wiem.
Dziś znowu koszmarne słońce. Czuję się jak na Saharze. Podobno mają przyjść chmury i deszcz, ale jak dotąd wciąż tylko ten torturujący blask. Kupiłam wielki barometr i usiłuję wywołać wzrokiem spadek ciśnienia.
Zatem jeżeli chodzi o nas:
Lecz myśmy siebie odnaleźli w sferze
Gwiazd, co się blaskiem lodowatym palą:
Żyjemy jak bogowie w śródgwiezdnym eterze,
Nie znamy dni ni godzin, radości ni żalu.
Tu – płci nie mamy i nie mamy wieku,
Wszystko tu jedno: daleko czy blisko,
Na twoje grzechy i bóle, człowieku,
Patrzymy stąd z uśmiechem jak na widowisko.
Każdy nasz dzień tu – ma długość wieczności,
Nie odróżniamy już grzechu od cnoty.
W odwieczną gwiazd gonitwę zapatrzeni,
Na żywot wasz łaskawym spoglądamy okiem,
Płucami chłonąc mróz bezkresnych tych przestrzeni,
Jesteśmy za pan brat z wielkim, niebieskim smokiem.
Chłodna jest nasza wieczność i nic już nas nie czeka,
Chłodny jest nasz śmiech nad dolą człowieka.
A jeżeli chodzi o Kornelię, cóż jej pozostało jak sobie nie powyć. Sam tego kiedyś próbowałem
Wciąż i wciąż na nowo z dolin ziemi
Wznosi ku nam się do życia pęd,
Dziki głód, upajający nadmiar,
Z setek uczt katowskich bije swąd.
Spazm rozkoszy, żądza nieustanna,
Ręce dziadów, zbirów i lichwiarzy,
Trzoda ludzka popędzana lękiem,
Dyszy chucią i o szczęściu marzy.
Mdły jej odór wokół się wyczuwa,
Sama zżera się i znowu się wypluwa.
Knuje wojny, tworzy sztuki piękne,
Dom rozpusty przyozdabia złudą,
Grzęźnie w blichtrze dziecięcego świata,
Tłoczy się i ginie przed jarmarczną budą.
Dla każdego z fal się wznosi kształt żywota,
By się rozpaść znów na bryły błota.
Ale myśmy odnaleźli siebie
W sferze lodu prześwietlonej gwiezdnie,
Obce są nam lata, dni, godziny,
Obca młodość, starość i różnica płci.
Wasze grzechy, lęki, wasze cnoty,
Mordy, zbrodnie, bóle i radości
Widowiskiem są wam jak słońca obroty,
Każdy dzień tu długość ma wieczności.
Na wasz żywot patrząc pobłażliwym okiem,
Na krążące gwiazdy cicho spoglądając,
Przyjaźnimy się z niebieskim smokiem,
Oddychamy tu kosmicznym mrozem.
Chłodny, nieruchomy jest nasz wieczny byt,
Chłodny i promienny jest nasz wieczny śmiech.
Hermann Hesse
Przełożyła Gabriela Mycielska
***
Tym niemniej dobrze rozumiesz, że nic pewnego nie wiadomo. W poprzednich wpisach straszyłeś mnie nie tylko koszmarnymi Apaczami, ale także wizją nieszczęsnego grzesznika, nad którym znęcają się strażnicy piekła. Tak, że cudownie obojętna egzystencja wśród gwiazd czy strażnicy piekła? Sam tego nie możesz powiedzieć.
Ogólnie rzecz biorąc, mniemam, że kiedy płomień życia zgaśnie, pogrążymy się w takiej samej mrocznej nicości, jaka panowała przed naszym narodzeniem. Tym niemniej do końca nie wiadomo. Z pewnością nie będę się śpieszyć, żeby się przekonać. Jakbyście Ty i Magnolia, nabroili w życiu tyle co ja, też byście drżeli ze strachu.
Rzeczywiście zapewne sobie powyję – niedziele są mało przyjemne, ponieważ nie ma co z sobą zrobić. Potem może pójdę na sushi.
Czy wędzony węgorz to też sushi? Kiedyś jadałem, owszem, ale niejaki Ginter Grass szczegółowym opisem tego co jada węgorz zanim go zjedzą zachęcił mnie do wyłączenia się z tego łańcucha pokarmowego.
Obecnie uważam, że to nieładnie kogoś jeść, na surowo czy też ugotowanego. Innymi słowy, trzymam z Pitagorasem, podczas gdy Kornelia wydaje się zajmować opozycyjne stanowisko:
Nie tylko ty powstrzymywałeś się od tego, co żyje,
ale i my, o Pitagorasie! Któż by jadł rzecz żywą?
Lecz, gdy się ugotuje, usmaży, upiecze rzecz żywą,
wtedy ją jemy, bo nie ma już duszy!
Sam nie jesteś pewien…
Tak, niekiedy w sushi są węgorze. Takie, który dopadły topielca, odznaczają się znakomitymi walorami smakowymi, ale w ostatnich czasach takich znakomitych okazji mają mało.
Jak byś krwawił co miesiąc, jak zarzynana jałówka, też jadłbyś tatara, żeby uniknąć anemii
No tak, współczuję Kornelii, z uwagi na fakt posiadania czegoś tak okropnego jak kobiece ciało. Ciało samo w sobie jest obrzydliwe, ale jakbym miał się jeszcze dodatkowo zmagać z jego kobiecością i ryzykiem wzbogacenie kulturowego – tak to się teraz nazywa chyba – przez grupę imigrantów; no to nie wiem jakbym sobie dał radę, pewno bym nie dał
Co prawda ogólna kultura tutaj dwa tysiące lat temu stała na wyższym poziomie niż teraz, jednak mimo tego wciąż jest to kraj normalniejszy niż te europejskie gdzie zastąpienie procesji religijnych przez parady rozwydrzonych dewiantów i zboczeńców nazywa się postępem