Archiwum bloga

niedziela, 17 grudnia 2017

Jeśli przeżyję, umrę potem



Kristin Berget

to ciało jest z mięsa
to ciało jest z płci
dokąd mam się udać z tą
wiedzą   kładę się na
boku   jedną ręką podpieram
o ziemię to nie
podłoga podtrzymuje tancerzy
ani ciało opadające na
deski   zamykam usta
nie czytam ust   wiem, że jeśli
to przeżyję   umrę potem

Przełożyła Justyna Czechowska

Komentarz Kornelii: Podczas mojej nieszczęsnej wizyty w księgarni literackiej, złożonej pod cydrową gwiazdą, równie zawiana jak lekkomyślna nabyłam również wiersze urodzonej w 1975 roku norweskiej poetki Kristin Berget. Tomik nosi niemiecki tytuł Der ganze Weg, czyli Ta cała droga. Wyszłam ubogacona w kwiat skandynawskiej muzy, za to, o gorzki smutku, uboższa o 20 złotych (mały obiad z piwem). Kristin Berget została w 2012 roku nominowana do literackiej nagrody miasta Gdańska Europejski Poeta Wolności. Po lekturze mogłam tylko skonstatować, że w Europie wolność bardzo osobliwymi różami rozkwita. Zdaniem krytyków Der ganze Weg to opowieść o płci, będącej symbolem niekiedy ukrytego pożądania,przyzwyczajenia, przynależności i obcości. Autorka opowiada o swym wojażu do wielkich miast Europy, wśród lasów, w których czyhają drapieżniki. Wiersze, których patronkami są święta Katarzyna z Aleksandrii i dziewica Maria, przedstawiają związki między winą a przywiązaniem, wstydem a marzeniem.
Można by przypuszczać, że jeśli Kristin Berget wzywa Marię i Katarzynę, chrześcijańskie dziewice, sama również tęskni do przeczystej niewinności. Niekiedy rzeczy się mają wszakże w sposób wręcz przeciwny. Nasza Safona z kraju fiordów entuzjastycznie przedstawiała swoje przygody z kochanką (kochankami?) w różnych metropoliach kontynentu. Bez wątpienia zdobyła zaszczytne miejsce na skale pięknej Kalijopy dzięki takim oto wersom:

w barze podciągnęłaś rąbek
kwiecistej sukienki żeby pokazać mi
swoje nagie łono musiałam
włożyć w ciebie palce
pod blatem stołu

Ach, muszę przyznać, że czytając tę miodosłodką pieśń, znalazłam się w lekko owianym zazdrością osłupieniu. Doświadczyłam wielu przygód, ale takich igraszek jeszcze nie….Może znajdzie się jakaś śmiała czytelniczka, z którą mogłabym…. Aj, przecież żartuję! Nie spotykam się z nikim. Zresztą za wszystkie perły świata nie odważyłabym się na podobną waginalno-manualno-barową interakcję… :)
A teraz poważnie, analiza utworu, który dla dobra powszechnego przepisałam. Niełatwo to zinterpretować. Dla mnie wiersz to raczej smętne uświadomienie sobie swojej cielesności i płci, która potężnie i wszechwładnie określa nasze zachowania. Czy można stać się wolnym duchem, gdy jest się sterowanym przez genitalia? Każdy roztropny umysł odpowie, że nie można. Nie mam złudzeń, wiem, że każdy patrzący na mnie dżentelmen myśli tylko o tym, jak by tu mnie spenetrować, najlepiej w trzy miejsca, panie natomiast najczęściej marzą o tym, jak by tu spotkać odpowiedniego inseminatora, jurnego dawcę materiału genetycznego i skutecznego zaopatrzeniowca…

dokąd mam się udać z tą
wiedzą

to świadectwo pewnej bezradności wobec bezlitosnych cielesno-płciowych faktów.

jedną ręką podpieram
o ziemię to nie
podłoga podtrzymuje tancerzy
ani ciało opadające na
deski…

to niejasny opis podejmowanych różnych prób przetrwania materialnego świata. Prób może idealistycznych, oderwanych od ziemi.

zamykam usta
nie czytam ust…wiem, że jeśli
to przeżyję…umrę potem

Poetka nie podejmuje kontaktów międzyludzkich, nie rozmawia. Nad wszystkim unosi się jak czarnoskrzydły kruk świadomość nieuchronnej śmierci.
Ach, ja też nie rozmawiam. Wszystko zostało powiedziane. Nie pisz już więcej Kornelio. Nie pisz już więcej.

6 myśli nt. „Jeśli przeżyję, umrę potem”

  1. Widzę, że ostatnimi czasy unosisz się pod cydrowymi gwiazdami. Mam nadzieję, że to tylko urlopowy przelot, a nie sposób na dalsze życie. Z pewną dozą przerażenia konstatuję, że odważyłabym się na barową interakcję, wiedziona ciekawością i potrzebą wrażeń. Szczególnie, gdybym przejazdem znalazła się w jakimś miejscu, gdzie zupełnie nikt by mnie nie znał i mogłabym się poczuć odrealniona i wyjęta z rzeczywistości. Swoją drogą, zastanawiające jest to, że przerastają mnie zwykłe codzienne sprawy, jak umówienie wizyty u dentysty albo sprawdzenie na uczelni, czy zdałam semestr, natomiast nie straszne mi jakieś ekstremalnie doznania, z obiektywnego punktu widzenia niekoniecznie bezpieczne.
    Przechodząc do Twej analizy wiersza – dotychczas wzbraniałam się przed poglądem, jakoby mężczyźni byli istotami zdominowanymi przez swoje seksualne żądze, jednak ostatnie miesiące zweryfikowały moje przekonania. Natomiast uważam, że kobiety poszukują czegoś więcej, niż dawcy nasienia. Ponadto uważam, że w sprzyjających okolicznościach uprawianie miłości fizycznej może być aktem duchowym.
    Zastanawia mnie, dlaczego poetka (podobnie jak Ty), zrezygnowała z rozmów. Wszak inteligentny człowiek potrzebuje werbalnej interakcji z innymi ludźmi, bez względu na swój emocjonalny stosunek do nich, tudzież jego brak.
    Cokolwiek sobie postanowiłaś, pisz, Kornelio.
    Przesyłam letnie pozdrowienia i życzę udanej nadmorskiej aury.
  2. Nie widziałam filmu o Fridzie Kahlo, aczkolwiek znając bohaterkę mogę sobie wyobrazić, że miała odwagę do takich dotyków. Pod stołem? Usunęłaś blog. Ogólnie blogowanie nie ma sensu, lepiej zająć się rzeczywistym światem i nie tworzyć tych smętów, mam nadzieję, że wszystko OK u ciebie i tylko się od tego elektronicznego bezsensu odrywasz.
    • Pod stołem. Nie pamiętam wielu szczegółów, to jednak dawno było. Rozmawiała z jakąś dorodną blondyną, która przespała się z jej mężem. Frida zwierzyła się jej, że to nie pierwszy raz, gdy została zdradzona. Blondyna powiedziała: „Nie wiem, jak ty to wytrzymujesz”, po czym, nagle, zagryzła usta. Reszty się domyślasz.
      Ma sens, ma. Przynajmniej dla mnie, bo są we mnie potoki słów i wylewam je w wielu miejscach. Na szczęście nie wszystkie są smętne. :> To mój sposób na porządkowanie, dzielenie i mnożenie myśli. Nie umiałabym tak bez pisania. Zmieniłam tylko adres, bo odkryłam, że stary zdążył się „zaksięgować” w google, zanim wyłączyłam dostęp dla botów. Aktualny zostawiam w nicku przy tym komentarzu – szare pióra.
      U mnie wszystko w porządku, dziękuję. Dziwi mnie Twoja troska.
  3. Może poszukam tego filmu, jak wrócę do domu, scena zapowiada się ekscytująco. Nawet nie wiem, co to są boty, mniemałam, że jeśli usunęłaś blog, musiały zaistnieć jakieś ważne przyczyny albo załamanie nastroju. Ja bym swój zlikwidowała w jakiejś czarnej chwili, ale na skutek popełnionego błędu technicznego nie mogę tego uczynić jednym przyciskiem, a usuwanie pojedynczych wpisów jednego po drugim jest zbyt bolesne, tak, że jeszcze trochę tu podziałam. :)
  4. Jestem prawie pewna, że to „Frida” z 2002 roku.
    Boty to takie macki Googla, które „czytają” wszystkie strony w internetach i potem umieszczają je w wyszukiwarce na podstawie tego, co wyczytały. Istnieją skrypty blokujące dostęp do strony takim botom, Blogger umożliwia to jednym kliknięciem w ustawieniach.
    Rozumiem. To dobrze. :>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...