Archiwum bloga

niedziela, 17 grudnia 2017

Bez siły i bez życia




Do nowego rodzaju świtu

Brian Patten

dostrajając swoje sumienie
do nowego rodzaju świtu
budzisz się, i
obudzony marzysz
lub tak się wydaje
o lasach, które zszedłeś
i życiu, w które byś wpłynął,
gdybyś miał więcej siły.

Przełożył Andrzej Szuba

Komentarz Kornelii: Lakoniczny i smutny wiersz Briana Pattena, najwybitniejszego brytyjskiego poety z Grupy liverpoolskiej. Właściwie miałam już tu nie pisać, ale ponieważ w miejscu, w którym obecnie mieszkam, jest księgarnia pełna tomików poezji, uległam pokusie i się zaopatrzyłam. Właściwie tylko dlatego, że byłam wtedy zawiana, a raczej często taka jestem, żeby na chwilę stłumić lęk. Nie zawsze się boję, jak dotąd mam tu pracę, staram się też śmiertelnie znużyć wysiłkiem fizycznym – ale więcej, niż 7 godzin wędrówki czy czterech rowerowania po wzgórzach morenowych nie zniosę. Mimo zmęczenia i tak dręczy mnie zmora bezsenności, lękam się o świcie, drżę w porze zmierzchu. Na Wybrzeżu dni są nieskończenie długie, właściwie prawie nie ma nocy, Hypnos nie przychodzi.
Cóż, skoro rozluźniona alkoholem wydałam pieniądze na poezję, to może jeszcze kilka utworów przepiszę. Co do wiersza – nowy świt to uświadomienie sobie własnej jałowości, wyczerpania, kresu – można tylko marzyć o dawnych dobrych dniach i czynach – „o lasach, które zszedłeś”, o niegdysiejszej dzielności. Ale to marzenie jest pozorne, tylko się wydaje. Tych lepszych lat może wcale nie było. Tak czy inaczej, nie ma już sił, aby wejść w życie. Pozostaje tylko bezradne czekanie na koniec.
Ja też jestem śmiertelnie znużona. Płomień dopala się. Zerwał się już srebrny sznur i roztrzaskała złota czara. Snuję się tylko jak żywy trup. Nie mam odwagi, żeby zostać trupem martwym. Jak sobie pomyślę, że to będzie trwało jeszcze kilkadziesiąt lat, przechodzą mnie zimnogorące dreszcze.
Na szczęście dni zaczynają się skracać. Oczywiście tego jeszcze nie widać, ale sama świadomość, że każdego dnia ubywa słońca chociaż o kilka mgnień, dodaje mi nieco otuchy. Aczkolwiek nadciągają upały i niebo wypalone słońcem jak kość. Brrrr….


Jedna myśl nt. „Bez siły i bez życia”



Dawno tu u Ciebie nie pisałam, choć zaglądam regularnie. Ostatnio mam wrażenie, że słowa oddzielają mnie od ludzi, że tym, co powiem, mogę tylko kogoś zranić, ale dzisiaj czuję się bardzo opuszczona i samotna, i mam taką myśl, że przez moje milczenie mogłaś się poczuć zignorowana, a nie chciałabym, żebyś tak się czuła. Abstrahując, zaskakujące, jak bardzo nasze własne emocje wpływają na to, co wyobrażamy sobie na temat emocji innych ludzi. Wszak równie dobrze mogłaś się ucieszyć, że wreszcie zamilkłam.
To niepokojące, że uśmierzasz lęk alkoholem, bardzo łatwo w ten sposób stracić nad tym kontrolę. Chciałabym wierzyć w Twój rozsądek, aczkolwiek to trudne wiedząc, że nieszczególnie jesteś przywiązana do życia. Ja też ostatnio nie sypiam prawie wcale. Nocami czuję, że powietrze gęstnieje, przyspiesza bicie serca, pojawiają się tysiące niechcianych myśli. Na tysiące sposobów interpretuję rzeczywistość, to moja kolejna zmora – analizowanie każdego usłyszanego słowa. Również się boję. Ten lęk przyszpila szponami do łóżka, zaciska się obręczą na klatce piersiowej odbierając dech. Zabija mnie nad-odczuwanie i nad-empatia. Pozwalam się zalać cudzym emocjom, staję się łatwym obiektem do wyładowania frustracji. I tylko czasem mam poczucie, że to tak strasznie niesprawiedliwe, że tak bardzo się staram dla ważnych dla mnie ludzi, a mimo to jestem sama. Wewnętrznie. Myślę sobie, że muszę być silna. Wspierająca. Tylko że zupełnie na tę siłę nie mam siły. Już nawet nie chodzi o więzi. Zwyczajnie brakuje mi interakcji, rozmów nawet nie o odczuwaniu, lecz o czymkolwiek, zwykłej wymiany poglądów.
Wracając ze sklepu często przejeżdżam rowerem obok cmentarza, po którym snułam się zimą. To teraz tak bardzo odległe, że zadaję sobie pytanie, czy to naprawdę byłam ja. I kim jestem teraz.
A zatem łączę się w lęku i odchodzę w swoje koszmary.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...