Śmierć jak zapach wonności
Rozmowa zmęczonego życiem z własną duszą
Śmierć jest dziś dla mnie
jak zdrowie dla chorych,
Jak wyjście z komnaty po długiej niemocy.
Śmierć jest dziś dla mnie
jak zapach wonności
jak pobyt pod żaglem w dniu, kiedy wiatr wieje.
Śmierć jest dziś dla mnie jak zapach lotosów,
Jak pobyt na brzegu krainy upojeń.
Śmierć jest dziś dla mnie
jak przejście ulewy,
jak powrót żołnierzy po wojnie do domu.
Śmierć jest dziś dla mnie
jak niebo po burzy,
jak widok nigdy przedtem niewidziany.
Śmierć jest dla mnie
jak myśl o domu
po długich latach przeżytych w niewoli.
Przełożył Tadeusz Andrzejewski
Komentarz Kornelii: Sławny tekst literatury staroegipskiej pod współczesnym tytułem: Rozmowa zmęczonego życiem z własną duszą. Nasycony szarym smutkiem utwór świadczy, że pewne myśli, ból, cierpienie są stare jak ludzkość. Życie już tysiące lat temu potrafiło tak znużyć, udręczyć i wyczerpać, że ludzie marzyli o odejściu.
Cóż, jak tu wyłuszczałam, ja się nie zabiję, tylko tak sobie marzę przed Wielkanocą, nie licząc na żadne zmartwychwstanie. Uważam, że rację ma dusza nieszczęsnego Egipcjanina, która go napomina i przestrzega, żeby się jeszcze zastanowił, bowiem nie wiadomo, jak będzie w zaświatach „Popatrz, nikt przecie stamtąd nie powrócił”. Roztropna dusza z pewnością ma słuszość, zawsze można trafić w jeszcze bardziej cuchnące bagienko (aczkolwiek, jak nie będzie tortur fizycznych, duchowe zniosę, najlepsza byłaby męka samotności). Liczę na czarną nicość, której doświadczyliśmy już przed urodzeniem. Aczkolwiek jeśli okaże się, że będę musiała stanąć przed sądem Ozyrysa, to dostojny bóg-sędzia na mój godny gorzkiego ubolewania widok bez wątpienia zwróci ostatni posiłek. Ale mitologia kraju nad Nilem cieszy się moim uznaniem. Grzeszni zmarli zostają unicestwieni przez Pożeraczkę – potwora z korpusem lwa, głową krokodyla i zadem hipopotama. Chaps i po bólu! Unicestwienie świadomości, wszystko znika. Pastwienie się nad delikwentem przez całą wieczność, które zapowiada eschatologia chrześcijańska, należy natomiast uznać za jaskrawą niesprawiedliwość.
Nastąpi inwazja obłędu
Pokój z widokiem
Benjamin Maack
Tam obok
w klinice psychiatrycznej
wariaci są teraz uczeni szydełkowania.
W niedziele wariatom wolno przyczepiać
pocztówki do balonów i je wypuszczać w powietrze .
Wtedy tam nad kliniką
niebo jest pełne balonów.
Najbardziej lubią czerwone.
Wszystkie balony są czerwone.
W długie dni
wiatr przynosi
brzęczenie
szydełek
do mojego pokoju.
Przełożyła kora-kora-kora
Zimmer mit Ausblick
Benjamin Maack
Drüben
in der Psychiatrie
bekommen die Irren jetzt das Stricken beigebracht.
Sonntags dürfen die Irren Postkarten
an Ballons hängen und fliegen lassen.
Dann ist drüben über der Psychiatrie
der Himmel voll mit Ballons.
Rote mögen sie am liebsten.
Alle Ballons sind rot.
An langen Tagen
trägt der Wind
das Klappern von
Nadeln
in mein Zimmer.
****
Komentarz Kornelii: Wiersz z jednoznaczą nutą prozaku pióra urodzonego w 1978 roku niemieckiego poety, laureata prestiżowych nagród. Benjamin Maack nazywany jest punkowym romantykiem, który czerpie inspiracje raczej w multipleksach niż wśród krajobrazów. Osobliwy utwór o płynnej granicy między normalnością a obłędem, o lęku „normalnych” przed Innym. Klinika psychiatryczna znajduje się tuż obok. Istnieją obawy, że „wariaci” wyrwą się na swobodę i będą żyli wśród nas. Dlatego zajmuje się ich szydełkowaniem. Jako namiastkę wolności pozwala się pacjentom puszczać balony. Czerwień to symbol nadziei, ale także krwi, namiętności i kipiących zmysłów. To zwiastun buntu. Nikt nie jest bezpieczny. Człowiek pozornie normalny może z dnia na dzień niespodziewanie runąć w bezdenną otchłań szaleństwa. Pokój powinien być miejscem zapewniającym schronienie, prywatność, stan bezpieczeństwa – ale nawet do pokoju przenika brzęk nieustanie pracujących szydełek jak burzące podwaliny dobrego samopoczucia groźne memento.
Cóz, udało mi się jak dotąd zamknąć obłęd w pancerzu samodyscypliny i lęku, w ciężkiej zbroi erotycznej ascezy i codziennego obowiązku. Demony kotłują się i wyją pod pancerzem, ale jak dotąd nie zdołały go rozerwać. Nigdy nie dałam się zamknąć w klinice psychiatrycznej, czwarty rok żyję bez lekarstw. Co miesiąc na moje konto firma przelewa pieniądze. Wczoraj spożyłam pyszną zupę miso i sushi, popijając zieloną herbatą. Jest dobrze. Jest dobrze. Jest dobrze?
Benjamin Maack
Tam obok
w klinice psychiatrycznej
wariaci są teraz uczeni szydełkowania.
W niedziele wariatom wolno przyczepiać
pocztówki do balonów i je wypuszczać w powietrze .
Wtedy tam nad kliniką
niebo jest pełne balonów.
Najbardziej lubią czerwone.
Wszystkie balony są czerwone.
W długie dni
wiatr przynosi
brzęczenie
szydełek
do mojego pokoju.
Przełożyła kora-kora-kora
Zimmer mit Ausblick
Benjamin Maack
Drüben
in der Psychiatrie
bekommen die Irren jetzt das Stricken beigebracht.
Sonntags dürfen die Irren Postkarten
an Ballons hängen und fliegen lassen.
Dann ist drüben über der Psychiatrie
der Himmel voll mit Ballons.
Rote mögen sie am liebsten.
Alle Ballons sind rot.
An langen Tagen
trägt der Wind
das Klappern von
Nadeln
in mein Zimmer.
****
Komentarz Kornelii: Wiersz z jednoznaczą nutą prozaku pióra urodzonego w 1978 roku niemieckiego poety, laureata prestiżowych nagród. Benjamin Maack nazywany jest punkowym romantykiem, który czerpie inspiracje raczej w multipleksach niż wśród krajobrazów. Osobliwy utwór o płynnej granicy między normalnością a obłędem, o lęku „normalnych” przed Innym. Klinika psychiatryczna znajduje się tuż obok. Istnieją obawy, że „wariaci” wyrwą się na swobodę i będą żyli wśród nas. Dlatego zajmuje się ich szydełkowaniem. Jako namiastkę wolności pozwala się pacjentom puszczać balony. Czerwień to symbol nadziei, ale także krwi, namiętności i kipiących zmysłów. To zwiastun buntu. Nikt nie jest bezpieczny. Człowiek pozornie normalny może z dnia na dzień niespodziewanie runąć w bezdenną otchłań szaleństwa. Pokój powinien być miejscem zapewniającym schronienie, prywatność, stan bezpieczeństwa – ale nawet do pokoju przenika brzęk nieustanie pracujących szydełek jak burzące podwaliny dobrego samopoczucia groźne memento.
Cóz, udało mi się jak dotąd zamknąć obłęd w pancerzu samodyscypliny i lęku, w ciężkiej zbroi erotycznej ascezy i codziennego obowiązku. Demony kotłują się i wyją pod pancerzem, ale jak dotąd nie zdołały go rozerwać. Nigdy nie dałam się zamknąć w klinice psychiatrycznej, czwarty rok żyję bez lekarstw. Co miesiąc na moje konto firma przelewa pieniądze. Wczoraj spożyłam pyszną zupę miso i sushi, popijając zieloną herbatą. Jest dobrze. Jest dobrze. Jest dobrze?
Śmiertelna pustka duszy
Aglaia Antemiadu
Nikos Pappas
Mała Aglaia z Koryntu
skoczyła z balkonu swego domu
by się zabić…
ta wiadomość, to samobójstwo
stało się tylko dlatego,
żeby uwiecznić swoją obecność
w świecie, Koryncka panna
z kokardami we włosach i szeroko wykaligrafowanymi
listami do nieznajomych,
które napisała w wrześniowe popołudnia,
kiedy Zatoka Koryncka malowała błękitem
twarz Rumelii, nogi Morei.
Zbolała Aglaia
nie przeżyła nawet miłości ani wspomnienia
by ubarwić pustkę swojej duszy
choćby krótko przed potrzaskaniem delikatnych kości
z balkonu, z którego znudziło się jej patrzeć.
Przełożył Ares Chadzinikolau
Komentarz Kornelii: Znakomity wiersz nowoczesnego poety z Hellady. Wielokrotnie to powtarzałam, ale ostrożności nigdy za wiele: nie zamierzam położyć kresu swemu życiu i wszystkim też ostateczne rozwiązanie stanowczo i energicznie odradzam. Zamieszczam takie wiersze, ponieważ mi się podobają. Uważam, że należy trwać, a nawet podjąć próbę wyłuskiwania kolorowych chwil, ponieważ inny wymiar może okazać się jeszcze bardziej odrażający od obecnego (aczkolwiek niełatwo to sobie wyobrazić). Podobnie jak zbolała Aglaia nie przeżyłam miłości ani wspomnienia. Nie pamiętam niczego, ale nie skoczę, żeby ubarwić doskonałą pustkę mojej duszy– taki lot ku ziemi trwa przecież tylko kilka sekund, a ponadto można spaść na kogoś i wyrządzić mu krzywdę. Mojej nonsensownej obecności w tym pożałowania godnym świecie również utrwalać nie zamierzam. Może za to sprawię sobie na Święta butelkę wina za 100 zł, a dziś pójdę na sushi…
Żałosne, efemeryczne kukiełki
Omar Chajjam
Kukiełkami jesteśmy, niebo jest kuglarzem,
i to naprawdę, nie tylko w przenośni;
przez chwilę poskaczemy tutaj, po tych deskach
i wracamy po kolei do skrzynki niebytu.
Przełożył Władysław Dulęba
Perski poeta, astronom i matematyk (1048-1131), który drwił sobie ze szkół filozoficznych i doskonale rozumiał absurd egzystencji.