Archiwum bloga

niedziela, 17 grudnia 2017

Anioł czarny jak noc




Nocny lot

Michael Krüger

Wszystkie samoloty lądowały z opóźnieniem
i już nie mogły wystartować,
toteż my, wielojęzyczna reszta,
trafiliśmy do maszyny wyłączonej z ruchu.
Siedziałem na miejscu 34B, pośrodku, gdzie
nie lubię, po mojej prawej stronie anioł czarny jak noc,
który w spokoju ducha sortował swój śmietnik,
po lewej pan czytający Platona, w oryginale.
Wolno było palić, w rzędzie nr 20
poszła w ruch nawet fajka wodna.
W korytarzu grano w piłkę nożną, a z przodu,
w pierwszej klasie irlandzki zespół ćwiczył
rekwiem Verdiego. Ja też inaczej
wyobrażałam sobie zmierzch swojego życia,
powiedziała znudzona stewardessa, roznosząc prasę
z ubiegłego roku. Pilot uśmiechnął się przez
sen. A któż dociera tam, gdzie zamierzał,
mruknął anioł, Platon zaś zapadł w drzemkę.
Bliżej poranka, kiedy mi także opadły powieki,
Wzbiliśmy się w powietrze.

Przełożył Andrzej Kopacki

****
Komentarz Kornelii: Przed moim „odlotem” jeszcze wstawię wiersz, dziwny utwór urodzonego w 1943 roku niemieckiego poety, który w melancholijno-groteskowym tonie opisuje problemy świata artystycznego i intelektualnego. „Nocny lot” popularny jest wśród zagranicznych blogerów, ale „oficjalnej” interpretacji nie znalazłam. Dla mnie jednoznacznie melancholijna, aczkolwiek nie druzgocząco smutna, opowieść o przemijaniu i śmierci. Samolot już nie odleci, jest niesprawny (w niemieckim, oryginale jest to powiedziane wyraźniej), płomień życia całej generacji gaśnie. Miejsce niedobre, w środku, zmierzch nie będzie rozkoszą. Czarny anioł to śmierć, sortuje śmietnik czyli sprawdza listę dobrych i złych uczynków mających umrzeć. Niektórzy usiłują pocieszać się idealizmem (czytanie Platona). Inni zagłuszają lęk przed końcem poprzez hałas i rozrywki (granie w piłkę, fajka wodna), ale i tak wszyscy słyszą requiem – nie ma ocalenia. Prasa z ubiegłego roku – przed śmiercią zostają tylko pożółkłe wspomnienia. Inaczej sobie wyobrażaliśmy to wszystko, nie tak nudno i żałośnie. Nie dotarliśmy do celu i musimy odejść. I w końcu startujemy. Dokąd? W nicość?Liczę, że nie do piekła.
Ogólnie wizja odejścia nierozkoszna, aczkolwiek do zniesienia. Wolałabym wszakże statek albo łódź, kiedy w przeszłości zdarzało mi się kilka razy lecieć samolotem, lęk dosłownie mnie miażdżył, zabijała klaustrofobia, dręczyła antropofobia, nawet skarpety miałam mokre.

Jedna myśl nt. „Anioł czarny jak noc”



Polubiłabym tego anioła, wypowiedział tu tylko jedno zdanie, ale już wiem, że twardo stąpa po ziemi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...