Boso, po lodzie, do rzeźni
Policzone
Ilse Aichinger
Dzień, w którym
bez butów wszedłeś w lód
dzień w którym obydwa cielęta
pognano do zaszlachtowania,
dzień w którym
przestrzeliłam sobie lewe oko,
ale nic więcej,
dzień, w którym
w gazecie rzeźników napisano,
życie toczy się dalej,
dzień, w którym potoczyło się dalej.
Przełożyła kora-kora-kora
Abgezählt
Ilse Aichinger
Der Tag, an dem du
ohne Schuhe ins Eis kamst,
der Tag, an dem
die beiden Kälber
zum Schlachten getrieben wurden,
der Tag, an dem ich
mir das linke Auge durchschoß,
aber nicht mehr,
der Tag, an dem
in der Fleischerzeitung stand,
das Leben geht weiter,
der Tag, an dem es weiterging.
Komentarz Kornelii – posępny wiersz urodzonej w 1921 roku austriackiej poetki, Ilse Aichinger, zdaniem krytyków obraz egzystencjalnej pustki, z pewnością odzwierciedlający także okrucieństwa wojny. Ilse Aichinger miała matkę Żydówkę. Jej ojciec porzucił rodzinę, żeby nie zaszkodzić pod rządami nazistów swojej karierze. Siostra-bliźniaczka poetki, Helga w 1939 roku wyjechała do Wielkiej Brytanii, Ilse i matka już nie zdążyły. Krewni matki zostali zamordowani przez hitlerowców. Matka ocalała tylko dlatego, że miała córkę „półaryjkę”. Gdy Ilse osiągnęła pełnoletność, ukrywała matkę przed gestapo.
Boso wśród lodów, czyli czas udręki. Oba cielęta, czyli wszelkie nadzieje, zostały zgładzone. Przestrzelone oko to symbol wielkiego cierpienia albo wspomnienie próby samobójczej. Gdy wojna się skończyła, dawni mordercy i sprawcy wzywają, aby życie toczyło się dalej. Ale czy po takiej tragedii można normalnie żyć? W sensie szerszym – czy po okropnej traumie można jeszcze normalnie żyć?
O życiu po wojennej traumie niezwykle trafnie pisał Bettelheim. Na podstawie własnych przeżyć obozowych opracował metody pracy z dziećmi autystycznymi. Przyrównując zaburzenia psychiczne do uwięzienia w obozie koncentracyjnym, rzucił nowe światło na rozumienie pacjentów.
Podobno po każdej traumie da się normalnie żyć …
Nie było mnie tu jakiś czas, bo rzeczywistość za bardzo bolała. Zwyczajnie nie miałam siły. Nie mam też siły teraz relacjonować ostatnich dni. Lekarka właściwie nic mi nie powiedziała, poza tym, że się martwi. Pewnie bała się obrać jakiekolwiek stanowisko w kwestii relacji … Zgodziła się na taki dobór leków, jaki sobie wybrałam, czyli wieczorem Sedam, rano konkretny antydepresant (ten, który ponoć zmniejsza apetyt), od siebie dorzuciła tylko coś na uspokojenie. Zrobiłam krok w sprawie praktyk. Jeśli pewna wspaniała pani psycholog, która przed dwoma laty uratowała mi życie, nie będzie miała nic przeciwko, praktyki będę miała w szpitalu u mamy. Byłoby wspaniale. Trzymaj kciuki.
Stanisław Grochowiak – Ikar
Julianowi Przybosiowi
I pomyśleć:
Ilu tu stów by znowu trzeba,
By zapach szumiał w porcelanowych nozdrzach.
By język niegdyś wilgotny przestał być rzeźbą w soli,
Oczy dwojgiem różowych świateł,
Co zdobią,
Nie widzą…
Co nas bowiem przeklina? (Przeklina znaczy: oddala,
Bezradnych jak na lodowisku tańczące koszule…)
Ta prawda, co jest ciemna, lecz ziarnista jak stal,
Czy skrzydła Z ptasich pęcherzy, rozpiętych na promykach?
Oto Ikar wzlatuje. Kobieta nad balią zanurza ręce.
Oto Ikar upada. Kobieta nad balią napręża kark.
Oto Ikar wzlatuje. Kobieta czuje kręgosłup jak łunę.
Oto Ikar upada. W kobiecie jest ból i spoczynek.
Jej śpiew jest ochrypły, twarz kobiety jak pole
Usiane chrustem gonitwy, ptasich tropów zakosów,
Tu zbliż się z pędzelkiem do jaskułczenia brwi,
Tu proszę, spróbuj ptaszka uwiesić na promieniu…
Piękno? Podobno w napowietrznych pokojach,
Ależ jaka chmura udśwignie nam balię,
Ależ w imię piękna wykląć rzeczy ciężkie,
Stół do odpoczynku łokci krzesło do straży przy chorym!
Brueghel malował wołu ten był w pierwszym planie,
Wykląć Brueghla, bo w drugim dopiero Ikar jak mucha
Wzbijał się?
Spadał?
Omiatał nieboskłon
Cukrzaną chmurką na lepkim patyku!
***
Aj, straszysz mnie smołą piekielną, jakbym sama nie wiedziała
Powiem Ci, że dawanie przykładu jest wyczerpujące …
Cóż, domina chce na mnie zarobić, i tak mam dla niej pewne uznanie, ponieważ używa również wyszukanych słów w rodzaju „fantastka” czy „stawić się”
Bardzo się cieszę, że masz dobre widoki na praktyki, na pewno się uda – jak wcześniej nie uczynisz sobie krzywdy. Jak dla mnie, to za dużo masz tych lekarstw, ale cóż – może sytuacja tego wymaga. Stanowisko lekarki jest nieco niepokojące – pacjent sam wybiera sobie leki.. W każdym razie uważaj na siebie
Wiem, jak ciężko być przykładem. Żartowałam z tym, mam nadzieję, że nie potraktowałaś poważnie
Jakoś tak owa domina nie wzbudza we mnie sympatii. Poza tym, dzięki Tobie zaczynam rozumieć, dlaczego ludzie dziwnie zerkali, gdy na uczelni czytałam gruby tom pod tym tytułem („Domina” Barbary Wood) – zapewne skojarzyło im się dość jednoznacznie …
Cóż, lekarka także jest bezradna wobec problemów miłosnych. Zresztą cóż oni mogą? Mnie w drugiej fazie psychiatrka też zapisywała to, co chciałam, krótka, automatyczna wizyta, recepta i wychodzę szczęśliwsza, za to uboższa o 120 zł… A za mną kolejka innych cierpiących.. Przypuszczałam, że będzie chciała Cię hospitalizować, ale najwidoczniej sytuacja nie jest aż tak dramatyczna.
Już to Ci pisałam, ale jeszcze raz rada na przyszłość: Może wyjednaj sobie psychoterapię na fundusz? Może to okaże się pożyteczne? W końcu ile można ratować się alchemią?
Na temat sensu tej „baśni” to lepiej zamilczę, żeby nie pozbawiać Cię iluzji…Trzymaj się dzielnie, wyjdź pospacerować na tym pięknym słońcu… Buuuu…
Chciała hospitalizować. Mówiła też mnie, potem też mojej mamie, że się o mnie martwi. Widzi przecież, że jestem na krawędzi. Żadnej psychoterapii. Jedną mam za sobą, never again.
To fatalnie, że jesteś na krawędzi. Jeśli będzie naprawdę źle, to jednak się hospitalizuj. Ach, ludzie szturmują miejsca, w których można otrzymać darmową psychoterapię, a nawet te płatne terapeutki mają wielu pacjentów, jeśli tylko cieszą się dobra opinią. Może trafiłaś na nieodpowiedniego psychoterapeutę – mężczyźni niekiedy zaczynają flirtować. Ja tego, tj. psychoterapii, (podobnie jak flirtowania) nie uznaję, ponieważ nie rozmawiam, ale Tobie z pewnością byłoby łatwiej. W każdym razie nie możesz nieustannie ratować się farmakologią. Mam nadzieję, że dostaniesz praktyki. Jak się jest zajętym, to się nie myśli – jak w pracy akurat jest flauta, to zaczynam myśleć i jest mi niedobrze. Byłam zamiast lunchu w lesie, słońce jaskrawe, absolutnie nie do przyjęcia. Trzymaj się bardzo dzielnie…
Wiesz, że życzę Ci jak najlepiej – ale sprawy Twojej relacji mogą ułożyć się w różny sposób. Słyszałam od psychiatrki, że mózg się przyzwyczaja do lekarstw i lepiej nie brać długo, (a szczególnie w Twoim delikatnym wieku). Może dostaniesz praktyki i wtedy nastąpi znacząca poprawa. Dobrego dnia