Archiwum bloga

niedziela, 10 grudnia 2017



Poranna trwoga



    Jestem monadą wśród amorficznej masy innych monad. Miriad wyalienowanych atomów ludzkich. Wszystkie usiłują stłumić lęk przed istnieniem, zagłuszyć niepojętą grozę przemijania poprzez pusty hedonizm, błazeńskie rozrywki, pracoholizm, alkohol, pozory życia rodzinnego.


To wszystko może znieczulić świadomość tylko na chwilę i nie ocali przed rozpaczą.


Dlaczego jestem? Kto mnie zamknął w proteinowym więzieniu?

Jak to napisał Emil Cioran? „Powinniśmy być zwolnieni z obowiązku dźwigania ciała. Wystarczyłoby brzemię JA”.


Iskra jestestwa rozpala się tylko na chwilę w bezkresie mroku i gaśnie. Ale to lepiej. Istnienie bez kresu byłoby nie do zniesienia.


Budzę się na długo przed świtem i nie mogę już przywołać snu. Totalnie embrionalna kryję się pod kołdrą i drżę ze strachu.


Nie, dziś nie wyjdę. NIE, NIE, NIE.


Dziś nie podejmę walki z codzienną trwogą. Boję się, gdy na przystanku jest za dużo ludzi. Boję się, gdy ktoś mnie dotyka w autobusie albo usiądzie obok mnie. Nigdy nie wiem, czy mam siedzieć czy stać i zawsze podejmuję błędną decyzję. Za dużo innych monad wokół mnie.


Gdy w przeszłości chodziłam na randki, brałam środki uspokajające. Kiedy mam załatwić sprawę w urzędzie, mam dłonie mokre od potu. Długopisy, dokumenty, telefon komórkowy sypią mi się z rak. Niekiedy muszę wyjść po zakupy. W ludzkiej ciżbie czuję się jak jagnię w dżungli pełnej spragnionych krwi potworów. W przebieralni centrum handlowego mam konwulsje, przed wizytą u lekarza paroksyzm dreszczy. Kiedy widzę kolejkę, odwracam się i odchodzę
 Gdy jestem na rowerze, w każdym samochodzie dostrzegam nadjeżdżającą śmierć.

Nie chcę już się bać. NIE WYJDĘ. W szufladzie są tabletki spokoju. Małe chemiczne pociski zabijające strach. Doczołgam się do nich jak pustynny wędrowiec ostatnią siłą czołga się do oazy.


Srebrzy się świt. Pełznę do łazienki. Obejmuję ramionami muszlę, chce mi się… Pozycja pionowa, jest lepiej. Zimna woda, przytomność. Tabletki wciąż nietknięte. Wychodzę. BOJĘ SIĘ.


I jeszcze wiersz na dziś:

***
Nicolás Guillén*


Strach


Nagle robi mi się zimno na myśl,
 że żyję.
 Cóż to za straszliwa przygoda!
 Co za strach!
 Być tutaj uwięzionym
 z bijącym sercem,
 nic nie wiedzieć
 z otwartymi oczami,
 być tutaj jak lunatyk
 z wyciągniętymi przed siebie rękami ślepca,

szukając wyjścia,
 jakiegoś stróża porządku, odźwiernego.
 Ja tutaj, w moim życiu, sam jeden
 żyjący.
 przełożyła Krystyna Rodowska







3 myśli nt. „Poranna trwoga”

  1. Co do wiersza, komentarz z Maraia:
    Im więcej człowiek wie o życiu, im dłużej żył, tym życie wydaje mu się straszniejsze. Strach siedzi na dnie świadomości każdej żywej istoty. A ludzki świat przynosi odrębny strach, o wiele straszniejszy niż w świecie zwierząt, których świadomość także przepaja dzika podnieta nieustającego niebezpieczeństwa. Życie to rozpoznanie strachu, to skowyt stworzenia beznadziejnie szarpiącego się pomiędzy biegunami narodzin i śmierci. Cóż można uczynić? Znikąd ratunku. Kto żyje, musi się bać. Dziennik
    Osobiście jednak uważam, że problem strachu może zostać rozwiązany, o ile tylko jesteśmy gotowi zakwestionować wydawałoby się niekwestionowalne założenie o naszym istnieniu:) Kto nie identyfikuje się z ciałem, i tym samym nie ucieleśnia się w świecie, nie ma najmniejszych powodów do lęku:)
    Dopiero tu zajrzałem i chyba znajdę tu parę ciekawych wierszy do mojej kolekcji, jednym słowem podoba mi się :)
    pozdrawiam
    • Komentarz z Dziennika Sandora Maraia zatrważająco prawdziwy. Nie pozostaje nic, jak tylko wyć względnie skowyczeć z lęku i bólu. Dla niektórych skołatanych dusz nie ma ocalenia.
      Z potrzasku cielesności można wyzwolić się w tylko jeden sposób – a na to potrzeba odwagi. Ponadto nie możemy wiedzieć, co czyha po drugiej stronie horyzontu. Może nadal tam będzie istnienie i jeszcze więcej udręki…
      Czas tak czy inaczej zniszczy materialną powłokę i odsłoni tajemnicę.
      Blog jest toksyczny, opatrzony ostrzeżeniem, od 18 lat. Nie szukam kontaktów, odradzam lekturę. Jeśli internauta dotrze do tego jądra ciemności i czyta, czyni to na własną odpowiedzialność. Także pozdrawiam. Mam gorącą nadzieję, że moje wiersze nie przyniosą Ci szkody. :)
  2. Cóż za optymizm! Czas nic nie odsłoni, przyszłość pozostawiona sama sobie będzie zaledwie powtórką przeszłości. To trochę tak jak liczyć na pomoc Boga:)
    Pytający: Bóg pomoże.
    Nisargadatta Maharaj: By ci pomóc, Bóg musi wiedzieć o twoim istnieniu. Ale ty i twój świat są stanami snu. We śnie możesz cierpieć agonie. Nikt o tym nie wie, i nikt nie może ci pomóc.
    Co do wyzwolenia się z cielesności, to ciało jest tylko jednym z obiektów świadomości i fundamentalna postawa zwykłego człowieka, identyfikowania się z ciałem nie jest obowiązkowa. Przyznam, że raczej o takich rzeczach zwykle nie mówię z ludźmi, dysonans poznawczy jest zbyt wielki, ale jak zauważyłem, nie masz wielu złudzeń co do obrzydliwej natury ciała ludzkiego, zatem czemu się koniecznie upierać, że jest się ciałem? :)
    Jeżeli chodzi o stopień toksyczności blogu, dorzucam trochę cyjanku:
    Czas nosi w sobie piętno nieistotności, dopóki nie wypełni się jego odrażający nakaz, a mianowicie starość i śmierć. W Europie wszystko rozwiązuje się przez pracę, a ściślej przez służbę pracy. Wystarczy zajrzeć w przejście podziemne i zobaczyć to rojowisko tych zabieganych ludzi. Dokąd się śpieszą? To nie jest miałkie pytanie dotyczące śmierci lecz zdziwienie, że tak ważne jest dla nich to, co nieistotne. Poranne wstawanie, potem higiena rodzinna, środki komunikacji; osiem godzin pracy – przeważnie nieistotnej, nie należącej do egzystencji – potem zakupy, znów środki komunikacji, trochę – możliwie dalekiej od egzystencji – rozrywki, w najlepszym razie spółkowanie, i w końcu sen albo nocna bezsenność. Żyją w taki sposób, że w ogóle nie biorą udziału w swoim życiu, jednak to, co się z nimi dzieje, muszą wcześniej czy później uznać za to czym jest – za swoje życie. – Mnie dopiero na koniec udało się wydostać spod tego bezosobowego losu; moją największą przygodą jestem ja sam. Kertesz Dziennik Galernika

Dodaj komentarz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...