Archiwum bloga

wtorek, 12 grudnia 2017

Kornelia chce zapomnieć


Bar
Marian Ośniałowski
Wielki Bar
Głośny gwar
Barman stał
Głową chwiał:
„Miły panie, drogi panie,
co pan każe, w naszym barze pan dostanie:
czerwone wino dla poetów,
benedyktynka dla ascetów,
dużo dżinu dla ludzi czynu,
wódka czysta dla realistów,
a dla smutnych whisky a’soda
dla chorych selcerska woda.”
Podeszła panienka młoda:
„Poproszę letejskiej wody,
piłam już wszystko co pili koło mnie,
a teraz chcę tylko zapomnieć.”
A barman skłonił się blady:
-„Panienko nie damy rady,
już takie prawo święte,
że trzeba pić i pamiętać”.
Więc wpadła w straszny gniew,
Krzyczeć zaczęła w głos:
-„Weźcie go zwiążcie, on jest Los!
– stłuczcie kieliszki, stłuczcie szkła,
– dżin jest zatruty, wódka zła.
– Piłam już wszystko: wódkę i dżin.
– Miłość, poezję, wiarę i czyn,
– a teraz tylko gorycz czuję.
– Stłuczcie kieliszki nim was potruje.”
Cicho weszli dwaj ludzie w bieli,
Drżącą panienkę pod ręce wzięli,
Pod ręce wzięli, wyprowadzili,
Ludzie patrzyli i dalej pili.
Łódź, 1947 r.

Już niedługo wysiądziemy


dojrzali do wysiadki `
Hans Arp
W pociągu co jechał z a do b
na krótkiej trasie trzech kwadransów jazdy
nie znalazł się w wagonie ani
jeden prawdziwy wysiadacz.
na końcowej stacji b
jakby zmuszeni koniecznością
wysiedli trzej podróżni.
pozostali siedzieli nadal smutni
większość stwierdziła że musi
jeszcze trzy do czterech razy
jechać z a do b
by dojrzeć do wysiadki.
niektórzy podróżni zapadali na chorobę czasu
bycia tu i bycia tam
i patrzyli żałosnymi oczami w pustkę.
wśród niewysiadaczy byli również i tacy
co twierdzili że są mniej lub więcej martwi
i w żaden sposób nie mogą
podnieść się ze swych siedzeń,
ci prosili o wieńce i datki na kwiaty.
wreszcie byli tam jeszcze jacyś
niezwyczajnego gatunku
którzy zwinęli się razem
coraz mocniej się ściągali
stłoczyli ciasno
tak że ubrania im pękały z trzaskiem
w końcu ich wessała
tworząca się żywa kula.
ci niewysiadacze w ogóle byli do niczego.
upierali się by stanowić kulę
z wolna coraz bardziej twardniejącą.
na końcowej stacji wytoczono ich z wagonu
i tam przed dworcem jeszcze długo
można było ich oglądać.

Kornelia zafascynowana śmiercią


Łatwo ulec fascynacji śmiercią
Jane Hirshfield
Łatwo ulec fascynacji śmiercią.
Udajemy, że się szykujemy,
przymierzamy zbyt duże szpilki,
naszyjniki z pereł,
wonną odległość odmiennego życia.
Ale mamy nadzieję, że tak naprawdę,
to nie idziemy na tę kolację:
ręce – powiadamy – mamy zbyt małe i niezgrabne,
żeby właściwie wznosić kieliszki o długich nóżkach.
Przełożył Czesław Miłosz

Bez pocieszenia


Nadchodzi
Philip Larkin
Jest wieczór, nadchodzący przez pola,
Wieczór, jakiego jeszcze nie widziano,
Który nie zapala lamp.
Z daleka wygląda na jedwabisty, ale
Kiedy się go naciągnie na kolana i piersi,
Nie przynosi pocieszenia.
Gdzie znikło to drzewo, które spinało
Ziemię z niebem? Co takiego jest pod moimi dłońmi,
Czego nie wyczuwam dotykiem?
Jaki ciężar przygina moje ramiona?
Przełożył Jacek Dehnel

Czarny sen Kornelii


Wielki, czarny sen
Paul Verlaine
Wielki, czarny sen
Rzuca na mnie cienie;
Świat gdzieś znika ten,
O zaśnij, pragnienie!
Nic nie widzi wzrok,
Pamięć moja ginie;
Duszę kryje mrok
W tej dziwnej godzinie!
Jestem niby łódź
Falą kołysana;
Pragnień mych nie budź,
Nocy nie przespana!
Przełożył Stanisław Korab-Brzozowski

Pustka bez granic


Tylko pustka
Kenneth Rexroth
Czas jak szkło
Przestrzeń jak szkło
Siedzę cicho
Gdziekolwiek Cokolwiek
Się zdarzy
To cichy to głośny wciąż niespokojny
Wąż owija się
Wokół siebie
Rzeczy są przeźroczyste
Przemijające
Tylko pustka
Bez granic
Tylko nieskończenie nikła
Pieśń
Zwijającego się umysłu
Tylko.

Czerwona kostka toczy się


Nierzeczywistość
Karl Vennberg
Tak, chyba słowa noszą maski,
inne maski niż nasze uczucie,
a rzeczywistość nie zakłóca tej gry.
Należy do tego dodać srebrne tło,
a książę przebłyskuje
z ręką w kłującej czerni.
Czerwona kostka toczy się w naszym kierunku.
Wylęknione są łzy, które otaczają nasze słowa.
Nie wchodź w niejasną rolę z życiem,
które zdziera z nas nasze maski.

Apokalipsa

Apokalipsa według Marty
Marta Petreu
On anioł zbliżył się i rzekł:
oto czas jest bliski -
możesz więc złapać Boga za nogę
za but z ostrogą
za but z safianu co okrywa purpurowe opuszki;
już czas otworzyć czarną księgę wielką księgę
Ja marta sługa Jego pomyślałam:
mogę złapać Boga za nogę
za but z ostrogą
mogę dotknąć choć małego palca – zawiera Kształt doskonały
Tak. Nadszedł czas – mówię
Mogę dotknąć twojego buta nogi stopy twojej z ognistymi odciskami
mogę pomacać chociaż mały wykrzywiony palec
umęczony – jak w pożyczonych butach -
śmiertelną nogę
Ja marta sługa jego na ziemi
Z rękami spękanymi od zimna od ługu
ja marta pies twój na ziemi
objęłam twoje nogi
moimi krótkimi włosami wyczyściłam ci buty
Dotknęłam Cię. Uczyniłam co należało.
Więc daję świadectwo
Więc daję świadectwo:
on pachnie stajnią. Pachnie brudem. Pachnie odwieczną nieczystością
Pachnie rzeźnią. To smród surowego mięsa
wyrwanego ostrogą miażdżonego obcasem
Jak pestki jabłka rozgrywa między zębami mleczne dzieci
Pachnie żywym mięsem co umiera pachnie kwaśno latryną
Co za smród Panie co za smród
gęsty i stary
od pierwszego dnia królestwa twojego
(czy od dnia wygnania z Ogrodu?)
Zalatuje śmiercią starą i świeżą zalatuje od ciebie wieczną śmiercią
nosisz Panie wykrzywione buty o zdartych podeszwach
a te nogi te spuchnięte stopy
pełne pęcherzy odcisków odparzeń
Czym jesteś? – pytam
Jak kadzidło w świątyniach
u stóp twojego niebieskiego tronu unosi się
czerwony opar krwi bzyczą roje much zielonych i tłustych
nadętych jak pawie
Masz buty spękane od boskich krucjat
i wybłyszczone pastą z mózgu
z twoich ostróg zwisają strzępki mięsa i wnętrzności
Mnie w nocy płyną po twarzy zimne strużki łez
A Tobie Panie
upasione robactwo roi się w onucach
(Tak. Jesteś Jedyny. Dlatego ci ulegam? Sama nie wiem.
O, Dzień wygnania z Ogrodu)
Czym jesteś, Panie? pytam
i drżę z wściekłości i odrazy. Twoje stopy
na milę cuchną
narzędziami tortur lochami. Czym jesteś, Panie? Brzydzę się
On Abadon mój anioł mój domowy ptak
zbliżył się i rzekł: oto czas jest bliski
możesz złapać Boga za nogę
możesz wypastować jego bucik
Ja Marta jego pies na ziemi
uczesałam go. Dotknęłam go. Mówiłam do niego.
Uczyniłam wszystko co należało. Teraz daję świadectwo:
w tym nieprzerwanym uśmiercaniu
istot świadomych i obdarzonych mową
on władca domaga się hymnów pochwalnych ciepłej porcji
kadzidła: spienionej krwi
On sam – doskonała Forma bytowania – jest jak przyczajony hycel
On Władca jest Rzeźnikiem
Jest Hyclem.
Przełożył Kazimierz Jurczak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...