Mam wrażenie, że jak zazwyczaj bez sensu postępuję – ja w ogóle jestem strachliwa i się przelękłam o Magnolię, która mi się śni po nocach. Donka przedstawiła bardzo roztropne porady, z którymi się zgadzam, ale cóż można więcej uczynić? Niekiedy każdy podąża swoją drogą, nawet, jeśli prowadzi ona gdzieś w ciemność. Errorous też się stara, aczkolwiek na wysokim poziomie abstrakcji.
Mam nadzieję, Magnolio, że nie zirytowałaś się za tę nieudolną operację ratowniczą. Liczę mimo wszystko, że jednak jeszcze trochę pożyjesz (chyba, że koszmarni lokatorzy Cię zadręczą, trzeba się wyprowadzić). Piękny, absolutnie mroczny dzień wzywa mnie znów do spania.
Wiersz dla Magnolii, który jak mam nadzieję poprawi jej humor – i co ważne, wiersz ten inaczej nie miałby szans znalezienia się na tej stronie, bo autorka tego blogu jest zbyt wyrafinowana na takie banały, których my, ludzie prości, jesteśmy miłośnikami
Dla kogo my żyjemy? Te żałoby,
Cierpienia nasze i smutki dla kogo?
Dla kogo głuche, zimne, ciasne groby,
Zionące ku nam ohydą i trwogą?
Czy może ciebie słońce na błękicie,
Czy was, wy gwiazdy z oczyma złotemi,
Cieszy to nędzne nieskończenie życie,
To zło bezbrzeżne, władnące na ziemi?
I żadne słowo nic mi nie tłomaczy,
I nie pojmuję nic na drodze mylnej,
Prócz rezygnacyi martwej, lub rozpaczy
Tem okropniejszej, że do dna bezsilnej!
W ogóle traktuję rosyjskie anioły z pewną podejrzliwością. Widziałam spektakl „Ludzie i anioły”, z którego wynika, że moskiewskie istoty niebieskie nie mają nieskazitelnie białych skrzydeł. Taki prawdziwy anioł powinien jednak palnąć Wieniczkę ognistym mieczem i zapędzić np. do biblioteki.
Odnośnie buddyzmu, miałam kiedyś penpalkę Japonkę, która mi napisała, że wystarczy na łożu śmierci wygłosić wezwanie: „O, Budda Amida” i zbawienie jest zapewnione. Kto wie, może tego spróbuję w stosownym czasie. Trzeba się jakoś ratować…
Co do Magnolii, składam samokrytykę, faktycznie ponura poezja może nie jest akurat teraz tym czego potrzebuje. Zatem spróbujmy inaczej:
http://www.youtube.com/watch?v=oG6pEolAKm8
„Visakho, ci którzy mają stu drogich, mają sto cierpień. Ci którzy mają dziewięćdziesięciu drogich, mają dziewięćdziesiąt cierpień. Ci którzy mają osiemdziesięciu … siedemdziesięciu … sześćdziesięciu … pięćdziesięciu … czterdziestu … trzydziestu … dwudziestu … dziesięciu … pięciu … czterech … trzech … dwóch … Ci którzy mają jednego drogiego, mają jedno cierpienie. Ci którzy nie mają drogich, nie mają cierpienia. Są bez żalu, niesplamieni, bez rozpaczy, powiadam”. Wtedy, rozumiejąc tego znaczenie, Zrealizowany wygłosił przy tej okazji taką eksklamację:
Jakiekolwiek żale i lamenty tu są
Rozliczne rodzaje cierpienia w świecie,
To z powodu czegoś drogiego co istnieje;
Bez czegoś drogiego te są nieobecne.
I tak, są szczęśliwi i wolni od żalu
Którzy nie mają nikogo drogiego nigdzie w świecie,
I tak, aspirując do bycia bez żalu i bez splamień
Nie uważaj nikogo za drogiego nigdzie w świecie. (Udana 8.8)
Bądźmy szczerzy, rozwiązanie problemu cierpienia, sugerowane przez Buddę, jest praktycznie nie do zaakceptowania dla zwykłego człowieka, który robi wszystko by nie dostrzec bólu istnienia, albo uśmierzając go na wszystkie sposoby z wyjątkiem sugerowanego przez Buddę. Kornelia jest wyjątkowa
To jednak za mało, ciągle Kornelia dysponuje pewnymi środkami, by przynajmniej czasowo uśmierzać ból istnienia. Czego trzeba to wiary, że choć te środki pozwalają jakoś funkcjonować, jest to droga donikąd …
Dziwne, że jeżeli chodzi o inne dziedziny, ludzie akceptują pomoc trenera. Jednak gdy chodzi o życie, ludzie uważają, że nie potrzebują żadnych instrukcji … Jak się posiada wiedzę np o strategi szachowej, znajdą się ludzie, którzy są gotowi zapłacić, by im przekazać tą wiedzę, by sami umieli dobrze grać w szachy. Ale jak Kornelia osiągnie tym czy innym sposobem wiedzę na temat tego czym jest świadome istnienie i jak należy żyć, by uniknąć cierpienia, ludzie nie będą chcieli słuchać Kornelii nawet za darmo
Trzymaj się bardzo dzielnie, a kiedy już poczujesz się lepiej, to zastanów się nad doborem łagodnego antydepresantu – tak myślę, że jeden dobry specyfik bez żadnych dodatków powinien okazać się pomocny. Należy postępować rozważnie i ostrożnie, a życie z pewnością jeszcze się do Ciebie uśmiechnie, panno Magnolio – powiedziała Kora, sławna ze swego pogodnego charakteru.. Śpij dobrze, sen to najlepszy lekarz. Spokojnej nocy.
Jak się dziś czujesz? Trochę lepiej? Nie wiem, jak w tym stanie przejedziesz na studia to tych potwornych współlokatorów. Może weź sobie parę dni wolnego. Wydaje się, że to jedyne rozwiązanie.
Pozdrawiam Cię bardzo gorąco
„)
Nie zirytowałam się, a operacja ratownicza bynajmniej nie nieudolna – bardzo mi pomaga świadomość, że w tym całym bagnie nie jestem sama, że ktoś stoi na brzegu i wyciąga do mnie rękę. Wczorajszy dzień jest spisany na straty, mgliście z niego pamiętam jakieś telefoniczne rozmowy, mojego wpisu tutaj – w ogóle (wiedziona instynktem zapewne pomyślałam, że po tych wszystkich dramatycznych dywagacjach jestem Wam winna jakieś wieści). Łykałam benzo garściami, trudno określić ilości, bo otwierałam oczy tylko na kolejną porcję. Dzisiaj nie brałam nic i postaram się stan ten utrzymać. Myślę jasno, acz z trudem walczę z grawitacją
O antydepresancie rozmyślam. Łagodnego nigdy nie brałam, bo gdy dwa lata temu trafiłam do lekarza, znajdowałam się w takim stanie, że zdecydowano o zastosowaniu silnych środków. Odstawiłam leki, aby dojść do dna i zakończyć to z godnością, tudzież w pełni móc cieszyć się, gdy w relacji jest dobrze. Niespodziewanie się posypało. Rano zabolała mnie taka głupota – dzwonię, nie oddzwania, a gdy dzwonię po raz drugi – zajęte. Wytłumaczyłam sobie, że ze mną rozmawiać nie chce, natomiast woli z kimś innym. Po chwili oddzwania, opowiada o trudnej życiowej sytuacji, rozmawiamy godzinę. I zaświtał promyczek nadziei – nikt się nie zwierza przecież komuś, kto nic dla niego nie znaczy. I może ta cała sytuacja też jest powodem frustracji, a zarazem złych nastrojów … Nie wiem, jak wyłączyć zazdrość, to jest chyba mój największy problem. W każdym razie – dzisiaj, na razie, jest odrobinę lżej.
Może to właśnie dobrze, że wracam na studia. Wprawdzie współlokatorzy pozostawiają wiele do życzenia, ale zajęcia i samotne nocne włóczenie po mieście może dobrze mi zrobią.
A tutaj piosenka, ostatnio bardzo mi bliska, niejako zgodna z moim przeżywaniem (no, poza pozytywnym zakończeniem):
http://www.youtube.com/watch?v=Vq-U4BRaLp4
Świeci dziś słońce, zupełnie jak przed laty. Wtedy też przepełniał mnie lęk związany z tą osobą, lecz lęk innego rodzaju. I z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że prościej jest obawiać się o czyjeś życie, niż obawiać się opuszczenia przez tę osobą. Choć może to potwornie egoistyczne rojenia wariata.
Dziękuję Ci bardzo za te wszystkie dobre słowa, i dziękuję wszystkim, którzy włączyli się w akcję wspierania marnego pyłu zwanego Magnolią. Nigdy bym się tego nie spodziewała, podobnie jak tego, że takie poczynania będą w stanie ogrzać me skostniałe serce.
Pozdrawiam.
Takie ćwiczenie wymaga stałej praktyki i to że nie wszystkim pomaga, wynika z tego, że jak człowiek wyjdzie z dołka i w dodatku pojawi się z tego czy innego powodu radosne uczucie, jest tendencja, żeby zapomnieć o tej praktyce, człowiek „rzuca” się na szczęście, i wyobraża sobie, że ten stan już takim pozostanie.
Nie teoretyzuję tutaj. Co prawda mój normalny stan od dzieciństwa, to głęboka melancholia, która w sumie jest nawet przyjemna:) – ale dawno temu przesadziłem z medytacją i wpadłem w psychozę, po której zwykle – i tak było w moim wypadku – pojawia się stan depresji. Było to rzeczywiście bardzo nieprzyjemne uczucie, ale wziąłem je głównie na przeczekanie stosując wyżej wymienioną metodę. Oczywiście w żadnym razie nie odradzam odstawiania leków, ale jako dodatkowe wsparcie można spróbować tej kontemplacji.
No i jak w najbliższym czasie Magnolia „pogrąży” się w szczęściu, to niech o niej nie zapomina