Paul Delvaux – interpretacja
To jeden z tych obrazów, które wprawiają całą moją duszę w psychodeliczne wibracje. Paul Delvaux. SAMOTNOŚĆ.
Wzniecająca
gorączkę zachwytu halunacyjna wizja genialnego surrealisty. Nocny
dworzec – zatopiony w melancholii, niezwykły, jak tajemnica skryta w
rdzeniu enigmy, ulotny jak fatamorgana. Na peronie stoi samotna kobieta.
Odwrócona plecami, nie możemy zobaczyć jej twarzy. Czy dlatego, że
pragnie ukryć rzęsiste łzy smutku lub usta zaciśnięte w cierniowym bólu?
Oniryczna
postać ma na sobie czerwoną suknię. Czerwień to kolor cierpienia, ale
także energii i życiowej mocy. Barwa sukni, a także szeroko
rozpuszczone, długie jasne włosy, świadczą, że bohaterka umie jeszcze
poskromić demony rozpaczy i nie porzuciła wszelkich pragnień. Nie
opuścił jej jeszcze Élan vital, życiowy pęd, twórcza siła. Czerwień to
także znak, że kobieta ma za sobą zmysłowe burze, nie jest już
dziewicza.
Na
sukni spostrzec możemy wąski czarny pasek. Dzięki temu możemy wiedzieć,
że postać na peronie poznała w życiu smak nieszczęścia. Samotna patrzy w
tarczę zawieszonego na granatowym niebie księżyca. Dworzec skąpany jest
w lunarnym świetle. Księżyc w pełni to symbol snów i tęsknoty, ale
także nadziei.
W
dworcowej poczekalni jarzą się światła. Zapewne są tam ludzie.
Bohaterka, zachęcona księżycowym blaskiem, może wejść do poczekalni,
spotkać się z innymi osobami, podjąć próbę położenia kresu samotności.
Na
torach czeka gotowy do odjazdu pociąg towarowy. Nad czarną, daleką
lokomotywą unosi się obłok dymu. Samotnica może też przedostać się do
pociągu i odjechać do dalekiej krainy, w której czeka na nią bardziej
pomyślny los. Podróż pociągiem towarowym nie jest łatwa, drogę do torów
zagradza niski płot. Ale są to trudności, które można przezwyciężyć. Czy
kobieta w czerwonej sukni odważy się porzucić swoją samotność?
Ja
także stoję na dworcu, lecz mam na sobie od stóp do głów tylko czerń, a
moje włosy o barwie piór kruka są krótkie. Nie wejdę do poczekalni, nie
odjadę z pociągiem, pozostanę samotna na bezludnym peronie, na zawsze
zamknięta w srebrze księżycowego światła.
Spotykałam
się z mężczyznami, lecz byłam wtedy zarazem zimnośnieżna jak
przepełniona lękiem. Tylko nieliczni potrafią przedstawić sobie tak
dwoisty stan.
Niekiedy
z powodu mojej osobności, lodowatego serca, syberyjskiej atrofii uczuć
wymykającej się najbardziej bujnej wyobraźni poddaje mnie torturom
sumienie. Jestem przerażona własną nieustanną mizantropią i chroniczną
antropofobią W blogowych zapisach dawałam już temu wyraz. Czy
usprawiedliwią mnie słowa filozofa Immanuela Kanta, że „wyrzeczenie się
wszelkich radości życia społecznego po to, aby ludzi nie nienawidzić,
skoro się nie może ich kochać, wydaje się tylko małą ofiarą”?
Zaczął się weekend, zamierzam poświęcić go rozkoszom snu.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że stosownym zakończeniem tego dnia i wpisu będzie następujący wiersz:
Chluba
Chlubię się tym, że żyję,
Że potrafię maskować twarz,
A zamknąwszy oczy udawać śmierć.
Chlubię się, że nie zostałam jeszcze
Powieszona na rynku
Pośród beczek i marchwi,
Że sprzedałam swoją odwagę za strach,
A strach oddałam za bezcen,
Że nie umiem już rozmawiać,
A myślę tylko nocą ukradkiem, na paluszkach.
Chlubię się, że potrafię już żyć bez słońca,
Poszukiwana, śledzona i osaczona,
Pogardzana i pogardzająca.
Wielu chciałoby coś uszczknąć z mego wyklętego ciała,
Unicestwić je, nim zdążę im napluć w twarz.
Wszyscy, śmiertelnicy, choć podobni,
Nienawidzimy się za to, że nie jesteśmy tacy sami.
Ludzie mają ojca i matkę,
A ja nie mam żadnej pokrewnej duszy na ziemi.
Ale chlubię się tym, że jeszcze żyję,
I gdyby chcieli mnie sądzić na swoją miarę,
Nikt prócz mnie samej nie mógłby stanąć w mojej obronie.
Flavia Cosma
przełożyła z rumuńskiego Irena Harasimowicz-Zarzecka
2 myśli nt. „Paul Delvaux – interpretacja”
Dziękuję bardzo za wpis. Ojej, tak niestety jest, że schizoidalny i posępny ten blog. Nie wiem, może lepiej omijaj…
Zadołowanie się nie jest stanem wskazanym. Jak czytałam Twoje wiersze, wielokrotnie drżałam, ale jestem mało odporna i powinnam w ogóle unikać poezji. Z książkami historycznymi nie mam kłopotów.
Kto potrafi przewidzieć, co jeszcze tu napiszę…
Tak, te samotność na obrazie jest rozświetlona, pogodna. W ciemności odczuwa się ból i lęk bardziej dotkliwie. Byłaś bardzo wrażliwym dzieckiem, zapewne nie stałaś na peronie sama i świeciły się jakieś latarnie…
Zadołowanie się nie jest stanem wskazanym. Jak czytałam Twoje wiersze, wielokrotnie drżałam, ale jestem mało odporna i powinnam w ogóle unikać poezji. Z książkami historycznymi nie mam kłopotów.
Kto potrafi przewidzieć, co jeszcze tu napiszę…
Tak, te samotność na obrazie jest rozświetlona, pogodna. W ciemności odczuwa się ból i lęk bardziej dotkliwie. Byłaś bardzo wrażliwym dzieckiem, zapewne nie stałaś na peronie sama i świeciły się jakieś latarnie…
Co do gołębia na zdjęciu, nie mam żadnych z nim związanych metafizycznych skojarzeń. Choć kto to może wiedzieć na pewno. Przecież On jeszcze żył i dopiero odszedł za jakiś czas… Pozostało jednak wspomnienie, uwiecznione na zdjęciu.
Świetne wiersze i blog… nie podnoszą jednak nastroju.
Pozdrawiam.