Smutne skutki weekendowej konsumpcji alkoholu
Ojej, to z pewnością skończy się katastrofą. Potwornie opiłam się piwem Grimbergen Double tudzież cydrem Dzik i zaraz zapewne wszystko zwrócę. Wydaje mi się, że nie ma oczekiwania społecznego na opis mojego czułego uścisku z muszlą, w toalecie ale kto wie…
Samo samobójstwo nie zaprowadzi do piekła – tak mi się wydaje – ale ja przecież mam o wiele więcej rzeczy, podlegających karze. Nie ma przebaczenia i nie ma zbawienia.
Przebudzenie będzie koszmarne… To znaczy przebudzenie o świcie, w zaświatach zresztą też…
Preferuję indywidualną medytację, ale uczestniczyłem i w grupowych. Podczas intensywnej medytacji, nagle wydawałoby się normalni ludzie po prostu wariowali, tzn dostawali odlotu – i tak się składa, że wszyscy oni mieli uprzednio albo częsty kontakt z alkoholem, albo z innymi narkotykami. I to nie medytacja im zaszkodziła, medytacja po prostu przyśpieszyła proces wypłynięcia na wierzch tych skalań jakie powstały z uwagi na picie alkoholu.
Dlatego też, generalny trening umysłu obejmuje zakaz picia alkoholu, jako że wpływa on ujemnie na stan umysłu tutaj i teraz, oraz w przyszłości spowoduje pojawienie się psychozy – to najlepsze co może spotkać pijaka, bo może być i gorzej …
Czuję się upoważniony do tego moralizowania z racji takiej, że nawet jakby Kornelia sobie urządzała takie seanse alkoholowe codziennie, to jest bardzo wątpliwe, czy po dziesięciu latach doszłaby do zbliżonej liczby litrów alkoholu które pochłonąłem.
Ale od 12 lat już nie piję i stanowczo odradzam Kornelii szukania przyjemności w alkoholu, to się nie może dobrze skończyć
Wiem, straszę Kornelię i to trochę nie ładnie, ale właśnie o to mi chodzi, żeby się Kornelia przestraszyła.
Miałem znajomą, która nie mogła rzucić palenia. Ale kiedy jej mama umarła, ewidentnie z powodu papierosów, w jeden dzień jej się udało to czego nie potrafiła zrobić uprzednio. Dlaczego? Bo się przestraszyła.
Mam nadzieję, że Kornelia się nie obrazi, uważając że wtrącam się w nie swoje sprawy, w moim wypadku piłem, bo taki sposób osiągania przyjemności wydawał mi się stosunkowo nieszkodliwy. No i niestety myliłem się.
Wszak nawet Odkupiciel mówił, i to nawet swojej rodzonej matce, tak: „Co mnie i tobie, niewiasto?” A więc tym bardziej co mnie – co mnie do tych rozgorączkowanych i obrzydłych ludzi? Lepiej oprę się o filar i zamknę oczy, żeby mniej mdliło…
- Oczywiście, Wieniczka, oczywiście – zaśpiewał ktoś na wysokościach łagodnie,
tkliwie. – Zamknij oczy, żeby cię mniej mdliło.
O! Poznaję! To znów oni. Aniołowie Pańscy! To znów wy?
- Ależ oczywiście, że my. – I znów tak łagodnie, tkliwie…
- Wiecie co, aniołowie? – spytałem równie czule.
- Co?- ozwali się aniołowie.
- Tak mi ciężko…
- Tak, wiemy, że ci ciężko – zaśpiewali aniołowie. – Pospaceruj sobie, będzie ci lżej, za pół godziny otworzą sklep: wódka jest tam co prawda od dziewiątej, ale czerwone możesz dostać od razu…
- Czerwone?
- Czerwone – powtórzyli śpiewnie aniołowie Pańscy.
- Zimne?
- Zimne, oczywiście…
O! Jakże byłem wzruszony!
Wiem, że mocne trunki szkodzą i niszczą intelekt, wywołują ataki paniki i lęku, ale, jako osoba mająca w tej materii pewne doświadczenie, rozumiesz, że niełatwo się oderwać. Nawet Kora zasługuje zresztą na kilka godzin przyjemności…
Picie daje Kornelii pewną gratyfikację, uśmierzającą ból istnienia na bezpośrednim poziomie, podczas gdy głębiej tak naprawdę alkohol tylko wzmacnia ten ból.
Weźmy przykład gratyfikacji seksualnej, która w sumie tak jak picie jest uzależnieniem i tak naprawdę faktycznie jest doświadczeniem bolesnym, czego większość nie postrzega, z uwagi na zniekształcone postrzeganie rzeczywistości:
Miałem trzy pałace, jeden na sezon deszczowy, jeden na zimę i jeden na lato. Żyłem w Deszczowym pałacu przez cztery miesiące, bawiąc się wraz z muzykami, bez mężczyzny między nimi i nie schodziłem do niższego pałacu.
Potem, po poznaniu powstania, zaniku, gratyfikacji, niebezpieczeństwa i ucieczki w przypadku zmysłowych przyjemności, zaniechałem pragnienia zmysłowości, usunąłem gorączkę zmysłowych przyjemności, trwałem z umysłem wyciszonym w sobie. Widzę inne istoty nie bez pożądania zmysłowych przyjemności, trawione przez pragnienie zmysłowości, spalane gorączką zmysłowych przyjemności, zaangażowane w zmysłowe przyjemności. Nie zazdroszczę im ani się tym nie zadowalam. Dlaczego tak jest? Ponieważ zadowalam się takim zadowoleniem co całkowicie odłączone od zmysłowych przyjemności, poza niekorzystnymi rzeczami, ponad niebiańskimi przyjemnościami. Nie zazdroszczę tego co zaniechałem, ani nie zadowalam się tym.
Załóżmy, że jest człowiek, trędowaty z ranami i wrzodami na swym ciele, trawiony przez robaki i drapiący świerzbiące miejsca paznokciami, przypiekający swe ciało nad paleniskiem i wtedy jego przyjaciele i towarzysze, jego krewni i rodzina, przyprowadzą lekarza by mu pomógł, który przygotuje lekarstwo dzięki któremu uwolni się od trądu i wydobrzeje i będzie szczęśliwy, niezależny, sam dla siebie panem, zdolnym do udania się tam gdzie mu się spodoba i wtedy dwóch silnych mężczyzn uchwyci go za ramiona i zaciągnie go do paleniska, jak ci się wydaje, Magandija, czy człowiek ten będzie wykręcał swe ciało na różne sposoby?” „Tak mistrzu Gotama. Dlaczego tak jest? Ponieważ taki ogień jest w rzeczywistości bolesny w dotyku i powoduje wielkie oparzenia i gorączkę”. „Jak ci się wydaje, Magandiya, czy ogień jest bolesny w dotyku i powoduje wielkie oparzenia i gorączkę tylko teraz czy też ogień ten był bolesny w dotyku i powodował wielkie oparzenia i gorączkę również uprzednio?” „Mistrzu Gotama ogień ten jest bolesny w dotyku i powoduje wielkie oparzenia i gorączkę teraz jak i uprzednio. Tylko, że u człowieka trędowatego przypiekającego się przy palenisku organy zmysłowe nie działały sprawnie i miał on błędną percepcję przyjemności tego co było w rzeczywistości bolesne w dotyku”. „Tak też Magandija, zmysłowe przyjemności w przeszłości były bolesne w dotyku i powodowały wielkie oparzenia i gorączkę i zmysłowe przyjemności w przyszłości będą bolesne w dotyku i spowodują wielkie oparzenia i gorączkę i zmysłowe przyjemności są teraz bolesne w dotyku i powodują wielkie oparzenia i gorączkę. Magandiya, te istoty, które nie są wolne od pożądania zmysłowości, które są trawione przez pragnienie zmysłowych przyjemności i są palone gorączką zmysłowych przyjemności, ich zmysły nie działają sprawnie i mają one błędną percepcję przyjemności tego co jest w rzeczywistości bolesne w dotyku.
http://majjhima-nikaya.blogspot.com/2010/11/m-75-magandiya-sutta.html
Ogółem śliczny dzień, chmury, mgła i leje .Ładnie przemokłam w lesie. Na dziś mam butelkę czerwonego Cabernet Savignon i dwa cydry lubelskie. A Ty się dobrze czujesz? Przegoniłaś choroby somatyczne, panno Magnolio?
Potrzeba Ci spokoju, może się jeszcze wszystko ułoży. Na ten temat relacyjny niewiele mogę powiedzieć, jak wiesz, to jest poza granicą mojego pojmowania, tym niemniej życzę Ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że sytuacja ulegnie poprawie. Nowy dzień przyniesie nowe nadzieje, tylko sobie krzywdy nie uczyń, Zobaczysz, ze wschodem słońca będzie Ci lepiej. Trzymaj się dzielnie.
Połóż się po prostu do łóżka, oddychaj powoli, spokojnie, wyobraź sobie szum morza, zielonobłękitne fale…
Ja też nie lubię wschodów słońca, to była taka, przenośnia, żeby nie tracić otuchy. Pamiętam, że przeżywałaś już z tego powodu kryzysy, a przecież po burzy następowała poprawa. Jak się jeszcze raz potniesz, to zamknę albo zniszczę bloga, nie będziesz mogła wierszy czytać…
Postaraj się położyć, zasnąć, odpocząć…
Spróbuj zasnąć. Ja też nie jestem entuzjastycznie nastawiona do życia, ale cóż… Siedzę przy świecach, piję wino. Noce są długie, jest dobrze. Postaraj się zobaczyć w tym wszystkim jakieś lepsze strony.
Może za wcześnie odstawiłaś antydepresanty. Dobrze dobrane leki sprawiają cuda. Effectin ma znakomitą opinię. Na razie się połóż i odpocznij. Jestem myślami z Tobą..
Może spróbuj, jeżeli jeszcze nie znasz zerknąć na stronę evotu
http://schizofrenia.evot.org/
Może uda Ci się tam zaprzyjaźnić z kimś, albo przynajmniej otrzymać wsparcie i radę ludzi odczuwających tak samo lub podobnie. Wydaje mi się, że komuś kto nigdy nie odczuwał najmniejszej potrzeby by się ciąć, mimo największej empatii, trudno zrozumieć takie tendencje.
Ale mi chodziło o tą skłonność do samookaleczenia. Jest tam dział „autoagresja” gdzie piszą ludzie z takimi inklinacjami. Jest też dział dla pogrążonych w depresji:)
Dla mnie ludzie z evotu w większości są zbyt normalni, więc przestałem się tam udzielać
Połóż się i dobrze wyśpij, a potem, w lepszym momencie, zastanów się, czy nie dobrać odpowiednich antydepresantów. W końcu wielu ludzi ratuje się nimi przez długie lata, nawet lekarze biorą, psychiatrzy też, psychoanalitycy.
Nie martw się, Magnolio, dziś skończę na jednej butelce, przejechałam dziś jednak na długi weekend do rodziców, których dom jest cichy, nie mogę im zabrudzić toalety:)
Jestem z Tobą, bądź dzielna, nie rób żadnych głupot.Jesteś mądrą, dobrą osobą, wszystko przed Tobą… . Śpij dobrze i spokojnie, ja też już się kładę, został ostatni kielich.. .
Dobrego dnia mimo wszystko
Oczywiście, że masz słuszność z gratyfikacją seksualną. Ale przypominam sobie taką złotą myśl z książki „Problem samobójstwa w filozofii” : „Alkohol jako anestetyk przeciwko bezsensownej rzeczywistości działa stanowczo za krótko, ale i tak jest o wiele lepszy od seksu”. Mnie j więcej tak to brzmiało…
Czuje, że przez ostatnie dwa wieczory zniszczyłam etanolem większość szarych komórek i nie mogę dziś oderwać się od łóżka… Jak mi się to uda, poszukam książki o buddyzmie. Aniołów Pańskich jeszcze nie widziałam, ale nie były to prawdziwe Anioły, ponieważ oszukały Wieniczkę w sprawie zimniusieńkiego wina… .
Aniołowie milczeli chwilę. A potem znów zaśpiewali:
- Wiesz co, wstąp do restauracji dworcowej. Może tam coś będzie. Wczoraj wieczorem był kseres. Nie mogli przecież wypić całego kseresu w ciągu jednego wieczoru…
W żadnym wypadku niech Kornelia nie szuka tej książki o buddyzmie. Jest słaba. Na pytanie skąd wiem, że jest słaba, skoro nie wiem jaka to książka, moja odpowiedź jest prosta: nie ma dobrych książek o buddyzmie po polsku i tylko jedna po angielsku, która może służyć jako wprowadzenie do Nauki Buddy.
Ale od czego Kornelia ma mnie?
The reader is presumed to be subjectively engaged with an anxious problem, the problem of his existence, which is also the problem of his suffering. There is therefore nothing in these pages to interest the professional scholar, for whom the question of personal existence does not arise; for the scholar’s whole concern is to eliminate or ignore the individual point of view in an effort to establish the objective truth — a would-be impersonal synthesis of public facts. The scholar’s essentially horizontal view of things, seeking connexions in space and time, and his historical approach to the texts,[b] disqualify him from any possibility of understanding a Dhamma that the Buddha himself has called akālika, ‚timeless’.[c] Only in a vertical view, straight down into the abyss of his own personal existence, is a man capable of apprehending the perilous insecurity of his situation; and only a man who does apprehend this is prepared to listen to the Buddha’s Teaching. But human kind, it seems, cannot bear very much reality: men, for the most part, draw back in alarm and dismay from this vertiginous direct view of being and seek refuge in distractions.
http://www.nanavira.org/notes-on-dhamma/preface
Nie posłuchasz mnie, to może posłuchaj tego – jeśli sprawy zaszły tak daleko, to wróć do normalnych, codziennych antydepresantów, a zostaw te uspokajające, przyjmowane od przypadku do przypadku. I nie wyrządzaj już sobie krzywdy. Ja też niekiedy mam chęć, ale myślę: mam taką ładną skórę, trochę będzie szkoda, poczekam może, aż się pomarszczy…
Ten przypadek mnie przeraża i czyni bezradną.
Głowa mnie boli , przeszłam się po cmentarzu i jeszcze raz wyjdę później trochę ochłonąć. Nie mam dziś siły na rower. Ty też wyjdź, złap trochę świeżego powietrza, pogoda przemiła, chmurzasta… Może zaczęłabyś biegać? Młoda jesteś, dałabyś radę, jak widzę te biegaczki w lesie, wyglądają na pełne endorfin.
Wzięłam pracę do domu, ale pewnie wcześnie zasnę.
Bądź dzielną chwatką, a nie roztrzęsioną galaretą
Nadal jestem z Tobą myślami.
Spokojny spacer i świeże powietrze przy bólu głowy bywają niezastąpione, więc mam nadzieję, że i Tobie pomogą.
relacja ma charakter zmienny…
Twoje przeżycia sprawiają, że coraz bardziej doceniam zalety mojej dobrowolnie wybranej izolacji.
Wiele osób bierze antydepresanty, które często działają także jako placebo.. Niewykluczone, że pomoże Ci mocno zwykły bioxetin czy zoloft
Szkoda, że nie możesz pobiegać. Trochę się orzeźwiłam, ale nie mam chęci na podjęcie pracy, pewnie przełożę na jutro, a teraz pójdę spać. Trzymaj się bardzo stanowczo i zdecydowanie.
Jako, że podlegamy czasowi, wszystko się zmienia i nic nie jest stałe, także w relacji. Zapewne przed Tobą jeszcze wiele takich burz. Ja wolę jednak analizować słowa martwych filozofów niż żywych ludzi
Należy mieć nadzieję, że będzie dobrze
Właściwie nie rozumiem, dlaczego aż tak bardzo zabraniają Ci wysiłku fizycznego. Znałam depresantki, które śmigały jak zawodowi kolarze.
,
Muszę zamknąć tego bloga, bo nie dość, że jesteś chora na serce, to jeszcze czytasz moje wiersze o śmierci i za bardzo przejmujesz się tym wszystkim. . A ja roztaczam atmosferę upadku i bezsensu, a przecież będę żyła jeszcze 50 lat (aczkolwiek nie wiem, po co).
Te sprawy kochania się są poza zasięgiem mojego rozumu. Życzę Ci, żeby stało się, jak zechcesz.. Koszmar jakiś z tym sercem. Tym bardziej dbaj o siebie. Pozdrowienia wieczorne
Twój blog mi pomaga, naprawdę. Czuję dzięki niemu, że nie jestem tak bardzo sama. No i lubię poezję.
Czasami myślę, że gdybym zupełnie nic nie czuła, żyłoby mi się o wiele prościej.
Właśnie mama mi przyniosła kubek gorącego kakao, powinnam bardziej doceniać ludzi, dla których coś znaczę.
Śpij dobrze i nie martw się o mnie.
Kiedyś ją czytałam, nie wydała mi się słaba, aczkolwiek, jak wspomniałam, niewiele udało mi się z tego pojąć. Niestety, dziś znów zaczęłam pić wino, co anuluje wszelką percepcję.
Prawdziwi aniołowie powinni byli wiedzieć, że wino w restauracji dworcowej się skończyło, a zresztą do ich obowiązków należałoby przecież nakłanianie Wieniczki do trzeźwości, udania się do cerkwi itp…
Penetrując bibliotekę w domu rodziców odszukałam też „Śmierć i życie wieczne” kardynała Ratzingera. Napisana niezwykle uczenie i spójnie, ale w subtelny sposób straszy piekłem.
Idea Jerofiejewa, „więcej pić a mniej zakąszać” jako lekarstwo na materializm i bezduszny ateizm, opiera się na błędnym przekonaniu, iż lepiej wejść do Królestwa Niebieskiego z marskością wątroby, niż pozostać w trzeźwym otępieniu bezdusznego materializmu.
Problem w tym, że niestety jeszcze bardziej niż wątroba, cierpi umysł. Ale swoje już na ten temat powiedziałem, mógłbym co prawda jeszcze Kornelię postraszyć i to wcale nie tak subtelnie jak kardynał Ratzinger, ale obawiam się, że Kornelia przestraszyłaby
się na tyle, by zacząć się stresować ale nie na tyle by przestać pić.
Co do tak zwanego „buddyzmu”, jest to nauka eksperymentalna oparta na bezpośrednim doświadczeniu Buddy, która gdy ją praktykujemy, transformuje nasze doświadczenie, pewne percepcje u nas zanikają, a pewne się pojawiają. By książka była rzeczywiście dobra i naprawdę potrafiła pomóc czytelnikowi, musi być napisana przez kogoś kto praktykuje i dodatkowo przeszedł już pewną transformację doświadczenia, nazywaną wglądem w Cztery Szlachetne Prawdy.
I tak, ktoś dysponujący takim wglądem chciałby pomóc naszej koleżance Magnolii, która ewidentnie cierpi. Problem w tym, że sama będąc bez wiedzy o Cierpieniu, Magnolia zakłada, że jej problem bierze się z tego, że jest nieszczęśliwie zakochana i że gdyby obiekt jej uczuć odwzajemniał je, to dało by jej szczęście.
Jej dążenie do szczęścia jest jak najbardziej naturalne i zdrowe, każdy chce być szczęśliwy. Ale wszelkie szczęście jakie uzyskujemy z zewnątrz, tak naprawdę jest cierpieniem, gdyż jest nietrwałe i wraz ze zmianą, przyniesie nam ból. Nawet idealna relacja międzyludzka – a myślę, że o taką bardzo trudno – w końcu musi się skończyć wraz ze śmiercią, naszą, albo bliskiej osoby.
Szczęście możemy znaleźć tylko w sobie, przez stopniową eliminację ignorancji z naszego doświadczenia. I tylko ktoś, kto to zobaczył, może napisać dobrą książkę – czytaj: może pomóc innym.
PS Przepraszam Magnolię, za pisanie o niej w trzeciej osobie, tak mi jakoś wyszło, i w żadnym razie nie jest to objaw lekceważenia.
Ech, nie dość, że Magnolia nie do końca szczęśliwie zakochana to jeszcze chora na serce… Życie nie jest sprawiedliwe.
Wiem, że ten blog ogólnie szkodzi, zresztą kończy mi się kolekcja wierszy. Czuję się jak hipokrytka z tym wszystkim. Nie mam siły/odwagi się zabić, więc po co tak egzaltować się smutkiem? (Jestem masochistką i lubię to, ale należałoby wyciągnąć konsekwencje – gdyby nie ta perspektywa piekła…)
Wyśpij się dobrze w domu mamy, odpocznij od tych strasznych lokatorów, trzeba wierzyć, że dobrze będzie. I dbaj o swoją skórę.
Dum spiro spero, jak się powinno powiedzieć. Wypiłam tylko pół butelki wina i, prawie nie dotknęłam pracy
Właściwie to nie wiem od czego zacząć. może najpierw wspomnieniowo… Na drugim roku studiów, wprawdzie to było bardzo dawno przeżyłam tak jak Ty tragedię miłosną, wydawałoby się nie do przeżycia.. Po 2 latach wielkiej miłości, z dnia na dzień usłyszałam, że to koniec. Wydawało mi się, że świat się zawalił. Wiem jakie to jest cierpienie. I wiem Kornelio co przeżywasz. . . Nikim nie mogłam go zastąpić… choć próbowałam. Każdy inny to nie był on. Ale przecież życie toczy się dalej, trzeba zdawać egzaminy, kończyć studia, co jak przeczytałam Ciebie też to dotyczy.Wir zajęć, a przede wszystkim obecność ludzi wokół…pozwalał mi chwilami nie tyle na zapomnienie, co niemyślenie. Powoli, powoli pojawiły się drobne namiastki uczucia,, aż znów przyszła wielka miłość na całe życie. Ważne byś Magnolio nie izolowała się…. szukaj towarzystwa. Masz przecież koleżanki, kolegów, choćby do wspólnej nauki, wypadów… . .I pamiętaj nie ma nic gorszego niż dążenie na siłę do utrzymania związku, który nie ma szans. Nie wolno zgadzać się na żadne okruchy. Połóż krzyżyk na nim. Nie daj się upokarzać, on się Tobą bawi. To jest zły człowiek.. Nie zasługuje na Twoją miłość. Szukasz pomocy w środkach nasennych. Po co……wypłacz się…noc dwie nawet dłużej, aż wypłaczesz tą chorą miłość. I pewnego dnia zaczniesz się budzić do życia… zobaczysz.
Teraz z drugiej strony….. mam dorosłego, rozwiedzionego syna, który całe życie bawi się kobietami. Aż wydawałoby się, że już ma taką na zawsze. Bardzo ją polubiłam, pokochałam – jak córkę. Niestety po 4 latach uczucie wygasło… u niego nie u niej..
Z jej strony to tak wielkie uczucie jak Twoje, jestem jej powiernikiem więc wiem co przeżywa, jak się łudzi, jak liczy że może jednak… Proponuje jej przyjaźń. Ona nie chce żadnych okruchów, nie pozwoliłaby się upokarzać. ,Nie próbuje go odzyskać.Nie wydzwania, nie pisze maili i esemesów. Nie chce go widywać choć miałaby okazję.. Bardzo ją za to szanuję. I mój syn też…wiem jednak że nigdy do niej nie wróci.
Magnolio nie mówię otrząśnij się, bo wiem, że to przemawianie jak do głuchego…. ale szanuj siebie. Po co masz w przyszłości z niesmakiem wspominać ten związek. Nie dzwoń do niego…nie odbieraj jego telefonów, Nie błagaj go o coś czego nie może Ci dać, a tylko świadomie Cię dręczy.
Jeśli uważasz, że pomogłyby Ci na obecnym etapie antydepresanty – bierz. Nie wiem tylko czy one nie osłabią Twojej woli. A musisz podjąć świadomą, wiem że bardzo ciężką decyzję całkowitego zerwania z nim kontaktów…. i idź do ludzi. Może mogłabyś komuś pomóc, komuś samotnemu … rozejrzyj się, czy nie ma takich kolo Ciebie, albo zapytaj się o taki wolontariat..Świadomość, że ktoś Cię potrzebuje, czeka na Ciebie pozwala nie myśleć o sobie.
Na pracę zostały jeszcze dwa dni, zdążysz. Spokojnej nocy