Archiwum bloga

czwartek, 14 grudnia 2017

Zjazd windą do piekła


Zjazd windą do piekła


Notatka samobójczyni
Anne Sexton

Mówisz mi o narcyzmie, lecz ja odpowiadam,
że to sprawa mojego życia…
Artaud

A teraz pozwólcie, że wszystko, co pozostało,
spróbuję przekazać moim córkom i ich córkom.
Anonimowe

Lepiej,
mimo robaków na polu
co rozmawiają z podkowami klaczy;
lepiej,
mimo pory młodych dziewcząt
roniących swą krew,
lepiej chyba
spiesznie uronić siebie samą
w prastarą przestrzeń.
Lepiej (jak ktoś stwierdził)
wcale się nie urodzić,
a jeszcze lepiej
nie rodzić się dwukrotnie
w wieku trzynastu lat
w internacie,
gdzie co roku
sypialnia stawała w ogniu.
Mój drogi
wraz z setkami innych muszę teraz zjechać do piekła
kuchenną windą.
Będę rzeczą lekką.
Znajdę śmierć
jak czyjeś zagubione szkła kontaktowe.
Życie powiększone o połowę.
Ryby i sowy są dzisiaj nieznośne.
Życie chybocze się to w przód, to w tył.
Nawet osy nie potrafią znaleźć moich oczu.
Tak,
oczu, co kiedyś były na każde zawołanie.
Oczu, co były naprawdę baczne,
oczu, co opowiadały całą historię -
biedne, nieme zwierzęta.
Przebite oczy,
małe główki gwoździ,
jasnoniebieskie pociski.
I kiedyś
z ustami jak filiżanka,
koloru gliny lub koloru krwi,
otwartymi jak falochron
na wyschnięte morze
otwartymi jak pętla na pierwszą głowę.
Kiedyś byłam głodna Jezusa.
O mój głodzie! Mój głodzie!
Nim zdążył się zestarzeć
cicho wjechał do Jeruzalem
szukając śmierci.
Tym razem
z pewnością
nie proszę o zrozumienie,
lecz mam nadzieję, że wszyscy inni
odwrócą głowy, gdy nad powierzchnię jeziora Ech
wyskoczy nie oczekiwana ryba;
gdy światło księżyca,
wzmacniając swój basowy ton,
uszkodzi pewien budynek w Bostonie,
gdy prawdziwie piękni spoczną razem.
Myślę o tym, to pewne,
i myślałabym o tym dłużej,
gdybym nie była… gdybym nie płonęła
tym starym ogniem.
Mogłabym przyznać, że jestem tylko tchórzem
krzyczącym j a, j a, j a,
i nie wspominać o drobnych ćmach i komarach,
którym przypadło przyssać się do żarówki.
Ale z pewnością wiesz, że każdy ma jakąś śmierć,
własną śmierć
co na niego czeka.
Więc ja odejdę teraz
bez starości czy chorób,
burzliwie, lecz dokładnie,
znając swoją najlepszą trasę,
na grzbiecie tego pluszowego osiołka, który niósł mnie
przez wszystkie lata, nigdy nie pytając „Dokąd?”
A zmierzaliśmy (gdybym to tylko wiedziała)
właśnie tu.
Mój drogi,
nie myśl proszę,
że wyobrażam sobie dźwięki gitar
czy mego ojca, jak zgina kark.
Nie oczekuję nawet ust mojej matki.
Wiem, że umierałam już wcześniej -
raz w listopadzie, raz w czerwcu.
Jak to dziwne znowu wybrać czerwiec,
tak namacalny, jego zielone piersi i brzuchy.
Rzecz jasna, gitary się nie odezwą!
Węże z pewnością niczego nie zauważą.
Miasto Nowy Jork zachowa obojętność.
Nocą nietoperze trzepotać będą wśród drzew,
wiedząc o wszystkim,
widząc to, co przeczuwały przez cały dzień.
Przełożyła Maria Korusiewicz
**
Komentarz Kornelii: Zazwyczaj nie zamieszczam długich wierszy – niewielu przeczyta do końca, a ja nie mam chęci ich przepisywać. Dziś zachmurzone jesienne niebo dało mi nieco sił. Zresztą uwielbiam Anne Sexton, a ten utwór jest zatrważający – opis drogi prowadzącej do autodestrukcji. Spodobał mi się ten zjazd windą do piekła i dziewczęta roniące krew, ponieważ o tym aberracyjnym fenomenie właściwie nikt nie pisze. Notabene najlepsze wiersze menstruacyjne wyszły spod pióra mężczyzn. Kobiety zawstydzone milczą albo zachowują więcej zdrowego rozsądku. Oryginał zaczyna się tak:
Better,
despite the worms talking to
the mare’s hoof in the field;
better,
despite the season of young girls
dropping their blood;
better somehow
to drop myself quickly
into an old room.
Better (someone said)
not to be born
and far better
not to be born twice
at thirteen
where the boardinghouse,
each year a bedroom,
caught fire.
Biedna Anne była spragniona doznań, ciepła, świata. Doświadczyła miłości, małżeństwa, macierzyństwa, długo walczyła z depresją Wytrwała aż do 45 roku życia, kiedy właściwie powinna już być spokojna. Zamknęła się w garażu z butelką wódki, ubrana w futro swojej matki, zapewniające bezpieczeństwo, uruchomiła silnik….
Ja nie jestem zdolna do żadnych międzyludzkich interakcji. Omotał mnie lęk, serce skuł lód. Pewnie przetrwam do 90-tego roku życia, ponieważ, jeśli mam zjechać windą do piekła, wolę, żeby stało się to jak najpóźniej. Podróż windą mnie nie minie, ponieważ jestem splamiona, nie tylko krwią menstruacyjną i, jako istota bezuczuciowa, nie odczuwam właściwie żadnej skruchy. Zjazd windą, jak w ostatniej sekwencji filmu „Harry Angel”.
„Będziesz się za to smażył, Harry”. – „Wiem. W piekle”.
Dziś zamknę się w pokoju, nie w garażu, z butelką cydru, nie wódki, i z pewnością przeżyję. Wiersz Anne Sexton jakby wyrwany z nocnego płaszcza śmierci, może się komuś spodoba. Bez wątpienia zasługuję na wdzięczność ogółu za mrówczy znój niestrudzonej kopistki.


5 myśli nt. „Zjazd windą do piekła”

  1. Znam niewiele wierszy tej pani i jakoś wielce mnie nie poruszyły, ale ten jest zdecydowanie najlepszy z dotychczasowo przeze mnie przeczytanych. Dlatego specjalne podziękowania.
    O stawianiu czoła życiu, bardzo inspirujący fragment z Ciorana, o pewnym psie:
    Nie mogąc się podnieść, przykuty do łóżka, popuszczam wodze fantazji i zaczynam wspominać; oto znów widzę się dzieckiem błądzącym po Karpatach. Pewnego razu natknąłem się na psa, którego pan, pewnie po to, aby się go pozbyć, przywiązał do drzewa. Pies był tak wychudzony, że aż przeźroczysty, i tak wycieńczony, że nawet nie miał siły, aby się poruszyć, tylko patrzył na mnie. A jednak stał – on stał.
    Dodające energii, stawiające na nogi, bo przecież dysponując odpowiednią wizją, nie potrzebuje się ochrony przed myślami samobójczymi, samobójca szuka drogi ucieczki, chce się uwolnić od cierpienia, niestety:
    „A czym przyjaciele jest nie osiągnięcie tego czego się chce? U istot narażonych na narodziny pojawia się takie życzenie: ‚Ach żebyśmy nie były narażone na narodziny! Żeby narodziny nas nie nachodziły’. Ale tego nie osiąga się samymi życzeniami i tak nie osiągnięcie tego czego się chce jest cierpieniem”.
  2. Bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać kolejny wiersz autorki, której twórczością niegdyś byłam zafascynowana. Windą do piekła … no nie wiem, mam wrażenie, że nasza kultura zbyt surowo ocenia samobójców, zbyt łatwo wydaje wyroki. Może dlatego nie potrafisz sobie czegoś wybaczyć.
    • Myśl na dzisiaj:
      Najgorszym cierpieniem bywa myśl, że ani śmierć ani samobójstwo nie rozwiązują niczego.
      K. Ratoń
      Fajny był chłop z tego Ratonia, tyle, że za dużo pił …
  3. Wydaje mi się, że „przeklęty poeta” Ratoń bardzo chciał żyć, dlatego tak napisał. Zawsze można mieć nadzieję, że śmierć przyniesie tylko ciemność, nicość, jaka przecież panowała przed naszymi narodzinami. Ale niczego nie wiemy.
    • Zaręczam Kornelii, że nie przejawiam większych chęci by żyć i z tej perspektywy biorę dosłownie to co poeta napisał. To dla mnie jak najbardziej zrozumiałe, choć w moim przypadku, co prawda nie wiem jak to z tym jest, ale wiara zastępuje mi tu wiedzę, więc to co niepokoiło Ratonia, biorę za pewnik.
      Niech Kornelia zauważy, że jedna sprawa to to, że Kornelia nie wie jak to jest z ponownymi narodzinami, a inna sprawa, czy jest możliwe dla człowieka wiedzieć to na pewno. Przypisywanie tej niewiedzy wszystkim ludziom jest ewidentnym błędem, bo równie dobrze ktoś może dysponować bezpośrednią wiedzą na ten temat.
      Tego też nie wiemy, możemy tylko wierzyć, że taka wiedza jest dla człowieka nieosiągalna.
      Ale, być może taka wiedza potencjalnie jest dostępna dla Kornelii – gdyby podjęła się wykonywania odpowiednich praktyk koncentracji umysłu i osiągnęła w tym mistrzostwo?
      Gdy osiągamy już pewnie stopień zaawansowania, podczas medytacji znikają wszystkie myśli. To jeszcze stosunkowo niski poziom „zagłębienia” się w umysł, ale już on jest niedostępny dla większości ludzi. Tym samym dla nich zmysłowy świat jest jedynym światem „realnym”, podczas gdy medytujący dysponują doświadczeniem niedostępnym dla niewytrenowanego umysłu.
      No i jeżeli śmierć jest tylko stratą pamięci, przed naszymi „narodzinami” nie panowała żadna pustka. Więcej, faktycznie nie możemy nawet poprawnie mówić o naszych narodzinach, doświadczenie się kontynuuje, nic się nie zmienia, stara bieda :)
      W takim wypadku, by zapanowała pustka, musi być ona obecna raczej już przed śmiercią tego ciała, co wymaga odpowiedniej praktyki, na pustkę trzeba sobie zasłużyć:)
      We śnie, też Kornelia wierzy, że jest tym ciałem, które jest wtedy obecne i traktuje wszystko bardzo serio, ale rozpad sennego-mentalnego ciała kończy tylko pewne szczególne doświadczenie, nie zaś doświadczenie samo w sobie. W dodatku okazuje się, że Kornelia tak naprawdę nie była tym ciałem. Jedyna różnica między sennym doświadczeniem a przebudzonym jest taka, że fizyczne ciało jest bardziej stabilne i umieszczone w mniej lub bardziej stabilnej rzeczywistości, podczas gdy sny się nie kontynuują.
      Pascal:
      Gdybyśmy śnili co noc o tej samej rzeczy, przejmowałaby nas ona tyleż, co przedmioty, jakie widzimy codziennie. Gdyby wyrobnik był pewien, iż będzie śnił co noc przez dwanaście godzin, że jest królem, sądzę, iż byłby prawie równie szczęśliwy, co król, który by śnił co noc przez dwanaście godzin, że jest wyrobnikiem.
      Gdybyśmy śnili co noc, że nas ścigają nieprzyjaciele i tym podobne majaki, dni zaś spędzali na rozmaitych zatrudnieniach, jak to bywa w podróży, cierpielibyśmy prawie tyle, co gdyby to było prawdziwe, i lękalibyśmy się snu, tak jak lękamy się przebudzenia, kiedy obawiamy się popaść w takie nieszczęścia w rzeczywistości. I w istocie taki sen sprawiałby może tyleż męki co rzeczywistość.
      Ale ponieważ sny są wszystkie inne, a nawet jeden i ten sam odmienia się, to, co w nich widzimy przejmuje nas o wiele mniej niż to, co widzimy na jawie, a to z przyczyny ciągłości, która wszelako nie jest tak jednostajna i równa, aby się też nie zmieniała, ale mniej gwałtownie, chyba czasem tylko, np. w podróży; wówczas powiadamy: „Zdaje mi się, że śnię”; życie bowiem jest snem nieco mniej niestałym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...