Archiwum bloga

środa, 13 grudnia 2017

Ballada o lęku

Rafał Wojaczek

Zbliża się do nas
lęk: ma twarz
ze śniegu zielonego jak fosfor lub kość
spróchniałego drzewa.
Wkłada nam do ust
dłoń i już
jemy ją wysysając jakby z sopla sok
idący do serca.
Daje nam swej pić
krwi i szpik
mózgu wyjeść musimy mu z czaszki, aż dno
o zęby zazgrzyta.
Wiemy, że to jest
krew, co nie
przyjmie się w naszych żyłach, żeby mogły nią
do woli oddychać.
Wiemy, że to jest
szpik jak krew
trujący: po nim nasze trzewia będą w głos
zawodziły: zdrada!
Ale lęk jak ból
nie być już
nie może: nas bez niego nie ma, a i on
bez nas nie przeraża.


Jedna myśl nt. „Kornelia boi się nawet pod kołdrą”



Masz słuszne i w pełni uzasadnione powody, aby się bać, temu nie zaprzeczam. Ale uważam, iż nie zasługujesz na to, by traktować siebie wyłącznie jako zagrożenie dla innych.
Chcę się wyrwać z odrętwienia, o niczym bardziej nie marzę. Chwile, kiedy mi się to udaje, należą do najpiękniejszych, najbardziej mistycznych przeżyć.
Nie jesteś osobą toksyczną, a nie zamierzam Cię unikać ze względu na depresyjność.
Przykro, że pomyślałaś, iż lubię obserwować, jak się męczysz. Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi.
Tobie również życzę dobrych świąt. I przede wszystkim bez lęku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...