Była kiedyś garstka prochu
Jako, że dziś i tak czeka mnie dzień długi i pełen korporacyjnego mozołu, który zapewne obejmie także pół soboty, przejechałam się o brzasku na rowerze. Spóźniłam się potem do firmy godzinę, ale za mrówczą pracowitość zostanie mi to wybaczone. Dzień jak marzenie, mroczny, mglisty i posępny, aura niemal bezświetlista, akurat dla takiej potępionej duszy jak ja.
Zdumiewające, ale wielobarwne liście, na które z taką niechęcią patrzyłam, usiłując siłą wzroku sprowadzić je na ziemię, opadły niemal wszystkie. Pozostały nieliczne, suchobrązowe, poskręcane. Wielkie spadanie odbywało się zapewne wtedy, gdy grabiłam liście u rodziców (wyskoczył mi wtedy bąbel na prawym kciuku). Ale teraz las magicznie owiany melancholią, jak kraina smutku i zapomnienia (no, może prawie, gdyby nie spacerowicze z pieskami).
Zlana potem, zatrzymałam się na chwilę, żeby napić się herbatki malinowej z termosiku. Bez żadnych wątpliwości i jednoznacznie czułam przy tym mokrą pupę i takąż bieliznę.
Mimo tych niedogodności, parząc się herbatką, kontemplowałam bolesny i gorzki wiersz staroperskiego poety.
**
Omar Chajjam
Była kiedyś kropla wody, przepadła w morzu,
była kiedyś garstka prochu, przypadła do ziemi.
Czymże było twoje przyjście na ten świat niestały?
Przyszła mucha, pobrzęczała, nikt jej nie widzi.
Przełożył Władysław Dulęba
Przez udręczony umysł przemknęła mi zdumiewająca swą oryginalnością myśl, że mądrzy i roztropni ludzie w różnych kręgach kulturowych dochodzą do tych samych jakże żałośliwych konkluzji. Wczoraj smęcił późnostarożytny Grek Palladas, a dziś średniowieczny śpiewak z dalekiej Persji.
Cóż mi zatem pozostało? Może jeszcze chwilę pobrzęczę jak mucha….
3 myśli nt. „Była kiedyś garstka prochu”
Do errorous: Jak widać, muchy
odgrywają kapitalną rolę w poezji różnych ludów i narodów. Ale ja się
nie czuję muchą Pana Boga, raczej ofiarą sadystycznego eksperymentu
jakiejś złośliwej inteligencji.
Zastanawiam się, czy uważasz, że dla małej Mercedes lepiej, że umarła? I gdzie ona teraz przebywa, jeśli przebywa.
Zastanawiam się, czy uważasz, że dla małej Mercedes lepiej, że umarła? I gdzie ona teraz przebywa, jeśli przebywa.
Kornelia mnie prowokuje do metafizycznych wypowiedzi, miałem już siedzieć cicho, ale mam słabą wolę
Zacznijmy od tego, że Kornelia nie wie co to jest śmierć, gdyż nie ma za sobą takiego doświadczenia, ewentualnie nie pamięta. Jedyne co może zaobserwować, że pewne ciała, które się poruszały, były żywe, ciepłe, mówiły, itp przestały być aktywne, nie poruszają się, są wychłodzone. To ludzie nazywają śmiercią. Ale co się dzieje ze świadomością gdy umiera ciało, tu ludzie są zmuszeni do domysłów. Ta niewiedza jest częścią jednego z fundamentalnych aspektów ludzkiego doświadczenia. Watro o tym pamiętać – znaczna część ateistów zapomina o tym i o ile innym przypisują oni wiarę, sami uważają, że wiedzą. Zapominać o tym, że się wierzy i brać swą wiarę za bezpośrednią wiedzę, jest jedną z oznak braku inteligencji, i prawdopodobnie lekcje u Sokratesa – który co prawda nie wiedział, ale za to wiedział, że nie wie – ateistom „wiedzącym” czym jest świadomość mogłyby pomóc.
Zatem, tak jak to widzę (wierzę) co do małej Mercedes, gdyż świadomość ani się nie rodzi, ani nie umiera, generalnie rzecz biorąc nic się nie zmieniło, doświadczenie będzie się kontynuować. Czy to źle że umarła tak wcześnie. Jeżeli urodziła się wśród ludzi niemoralnych, którzy mieliby na nią zły wpływ, to raczej lepiej, że umarła, i odwrotnie, jeżeli gdyby dalej żyła i spotkała na swej drodze kogoś, kto pouczyłby ją o cierpieniu i o tym jak je doprowadzić do końca, a ona byłaby w stanie to zrozumieć, to umierając straciła naprawdę wiele.
Gdzie jest teraz? Wszystko zależy od umysłu, są światy dużej agresji gdzie dominuje wzajemne pożeranie i zabijanie słabszych, takie jak świat zwierząt, jest świat ludzi, są bogowie, są też piekła. Zabijanie, kłamanie, kradzież, spanie z cudzymi żonami, i używanie środków odurzających jak alkohol ściągają świadomość do niższych światów. Myśli współczucia, przyjazności, bezinteresownej radości, a także spokój równowagi duchowej, ściągają świadomość do światów boskich. Świat ludzi jest pomiędzy:) I tak sobie istoty rotują między światami. Agresja ściąga w dół, współczucie do góry. Co zatem warto podkreślić, nie tylko nasze czyny cielesne mają znaczenie, ale także to jakim myślą się oddajemy, jakie są nasze inklinacje, jakie rzeczy sprawiają nam przyjemność.
Ateista dostrzegający ból istnienia i zdający sobie sprawę, że wszystko co człowiek robi, to właściwie ucieczka przed bólem, lubi zrównywać: wszystko jedno czy uciekasz przed życiem spędzając je w knajpie czy też w bibliotece. I miałby rację, gdyby jego wiara była zgodna z rzeczywistością. Jeżeli jednak jego wiara jest błędna, to zdecydowanie lepiej uciekać od życia spędzając czas w bibliotece. Ale oczywiście, tu jest bardzo ważne, co czytamy:) No i niestety nawet jak czytamy książki które naprawdę mogłyby nam pomóc, trzeba je jeszcze potrafić zrozumieć, a że Prawda nie jest rzeczą prostą, ludzie którzy by zrozumieli takie książki, należą do rzadkości.
Mam nadzieję, że nie zanudziłem Kornelii na śmierć, bo jeszcze parę wierszy, zanim Kornelia zamknie bloga, albo zanim zniknę gdzieś w lesie (kto pierwszy?) chciałbym przeczytać
Zacznijmy od tego, że Kornelia nie wie co to jest śmierć, gdyż nie ma za sobą takiego doświadczenia, ewentualnie nie pamięta. Jedyne co może zaobserwować, że pewne ciała, które się poruszały, były żywe, ciepłe, mówiły, itp przestały być aktywne, nie poruszają się, są wychłodzone. To ludzie nazywają śmiercią. Ale co się dzieje ze świadomością gdy umiera ciało, tu ludzie są zmuszeni do domysłów. Ta niewiedza jest częścią jednego z fundamentalnych aspektów ludzkiego doświadczenia. Watro o tym pamiętać – znaczna część ateistów zapomina o tym i o ile innym przypisują oni wiarę, sami uważają, że wiedzą. Zapominać o tym, że się wierzy i brać swą wiarę za bezpośrednią wiedzę, jest jedną z oznak braku inteligencji, i prawdopodobnie lekcje u Sokratesa – który co prawda nie wiedział, ale za to wiedział, że nie wie – ateistom „wiedzącym” czym jest świadomość mogłyby pomóc.
Zatem, tak jak to widzę (wierzę) co do małej Mercedes, gdyż świadomość ani się nie rodzi, ani nie umiera, generalnie rzecz biorąc nic się nie zmieniło, doświadczenie będzie się kontynuować. Czy to źle że umarła tak wcześnie. Jeżeli urodziła się wśród ludzi niemoralnych, którzy mieliby na nią zły wpływ, to raczej lepiej, że umarła, i odwrotnie, jeżeli gdyby dalej żyła i spotkała na swej drodze kogoś, kto pouczyłby ją o cierpieniu i o tym jak je doprowadzić do końca, a ona byłaby w stanie to zrozumieć, to umierając straciła naprawdę wiele.
Gdzie jest teraz? Wszystko zależy od umysłu, są światy dużej agresji gdzie dominuje wzajemne pożeranie i zabijanie słabszych, takie jak świat zwierząt, jest świat ludzi, są bogowie, są też piekła. Zabijanie, kłamanie, kradzież, spanie z cudzymi żonami, i używanie środków odurzających jak alkohol ściągają świadomość do niższych światów. Myśli współczucia, przyjazności, bezinteresownej radości, a także spokój równowagi duchowej, ściągają świadomość do światów boskich. Świat ludzi jest pomiędzy:) I tak sobie istoty rotują między światami. Agresja ściąga w dół, współczucie do góry. Co zatem warto podkreślić, nie tylko nasze czyny cielesne mają znaczenie, ale także to jakim myślą się oddajemy, jakie są nasze inklinacje, jakie rzeczy sprawiają nam przyjemność.
Ateista dostrzegający ból istnienia i zdający sobie sprawę, że wszystko co człowiek robi, to właściwie ucieczka przed bólem, lubi zrównywać: wszystko jedno czy uciekasz przed życiem spędzając je w knajpie czy też w bibliotece. I miałby rację, gdyby jego wiara była zgodna z rzeczywistością. Jeżeli jednak jego wiara jest błędna, to zdecydowanie lepiej uciekać od życia spędzając czas w bibliotece. Ale oczywiście, tu jest bardzo ważne, co czytamy:) No i niestety nawet jak czytamy książki które naprawdę mogłyby nam pomóc, trzeba je jeszcze potrafić zrozumieć, a że Prawda nie jest rzeczą prostą, ludzie którzy by zrozumieli takie książki, należą do rzadkości.
Mam nadzieję, że nie zanudziłem Kornelii na śmierć, bo jeszcze parę wierszy, zanim Kornelia zamknie bloga, albo zanim zniknę gdzieś w lesie (kto pierwszy?) chciałbym przeczytać
Od jakiego formatu warte są naszego współczucia i naszej pomocy?
Mucha jeszcze nie, komar jeszcze nie. Ani liszka.
Przy myszy sprawa wciąż jest wątpliwa.
Przy ptaku wiele już serc czułych.
Odgrywają tu swoją rolę pożyteczność, przyjemność, jakie sprawiają. Nie bez znaczenia jest urok, krasa i przymilność.
Ale my również jesteśmy utrapionymi muchami Pana Boga, komarami, które kąsają go w policzek, pająkami, które zastawiają sieci w jego pokojach, podstępnymi kłusownikami w lasach jego królestwa.
Co dla nas jest lwem, dla Arkturusa nie jest nawet biedronką.
Julia Hartwig
Kto wie, dla jakich wyższych sił, bogów lub demonów Prawdy, w których cieniu błądzimy, nie jestem niczym więcej niż lśniącą muchą, która na chwilę przed nimi przysiada? Łatwa refleksja? Banalna obserwacja? Filozofowanie bez głębszej myśli? Być może, ale ja nie pomyślałem: ja poczułem. Dokonałem tego śmiesznego porównania cieleśnie, bezpośrednio, z mrocznym i głębokim przerażeniem.
Fernando Pessoa
Z pozdrowieniami. Już chciałem też coś dopisać od siebie, ale dam sobie spokój:) Trzeba skończyć z tym trollowaniem o świadomości, medytacji i stanach niematerialnych