Całą zimę kraczą kruki
Cisza
Niels Hav
Mowa jest srebrem
a milczenie strachem:
Żyjemy i umieramy z zaciśniętymi zębami,
rzeczy niewypowiedziane zostają w niebycie.
On stoi u szczytu domu i rozmyśla
jak wariat, gdy światło zmienia się
z porami roku. Nagle wraca
jednak po swą myśliwską strzelbę.
Jej sucha skóra pęka, od teraz
ma ochotę tylko oglądać Koło fortuny
i zagapić się na śmierć.
Całą zimę kraczą kruki.
Milczący parkuje samochód na skraju lasu;
cisza.
Przełożył z duńskiego Paweł Kaźmierczak
Komentarz Kornelii: Absolutnie mroczny wiersz współczesnego duńskiego poety. Odczytuję utwór jako opowieść o lęku, depresji, braku nadziei, wiecznej ciemności umysłu, niemożliwości komunikacji między ludźmi. Żyjemy z zaciśniętymi zębami, nie potrafimy, nie chcemy rozmawiać.
Kraczące kruki zapowiadają zgubę. Kraczą długo, nie ma widoków na ocalenie. On przez lata marzy o samobójstwie, pragnie rzucić się z wysokości, w końcu wraca po strzelbę. Jedzie do zimowego lasu, aby położyć kres swemu życiu.
Ona (żona, partnerka, sąsiadka?) popada w szaleństwo – pęka sucha skóra, czyli maska do tej pory zapewniająca pewną równowagę, trwanie. Kobieta porzuca wszelką aktywność, pragnie tylko bezmyślnie gapić się w ekran, i tak umrzeć.
Zazwyczaj nie zamieszczam utworów na temat relacji żeńsko-męskich, które są poza zasięgiem mego pojmowania i empatii. Powyższy wiersz jest wszakże wyjątkowo smutny, w moim klimacie, ponadto nie możemy mieć pewności, czy obie postacie pozostawały ze sobą w związku.
Cóż, ja prawie z nikim nie rozmawiam. Nie zabiję się. Po co zresztą, skoro od dawna nie żyję? Kruki kraczą, absurdalny świat napawa mnie trwogą, odbiera mi powietrze…
Kraczą kruki, tęskno mi do nich. U mnie za oknem wiosenne ptaki już zaczynają swój koncert. Teraz będzie tak codziennie, bardziej i bardziej. Wspomnienia, wspomnienia. Okrutne i bolesne. O tym, jak podczas wspólnych spacerów opowiadałam komuś ptaki, które mógł tylko usłyszeć, jak pokazywałam świat swoimi oczami. Boli. Teraz świat i mnie napełnia trwogą, odbiera powietrze. Bo ktoś zrezygnował.
W lesie też słychać śpiew ptaków, drzewa mają bazie. Ale jest jeszcze trochę czasu ,prawdziwie okropna wiosna zaczyna się dopiero około 10 kwietnia. Zresztą zacisnę ząbki i dotrwam do listopada. Niech moja wytrwałość będzie przykładem
Cóż, nigdy nie ukrywałam, że jestem martwa. Nie będę udawać żywej, i stąd te wiersze. Ale nie przejmuj się nimi.